Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia, 2026

"Kora i inne zwierzęta" Kamil Sipowicz

Kora i inne zwierzęta
AUTOR: Kamil Sipowicz

TYTUŁ: Kora i inne zwierzęta

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 408.


Z okładki:



Hołd dla życia, dla zwierzęcej mądrości i miłości, dla natury, a także dla samej Kory – piosenkarki, która zmieniła polską muzykę

Niezwykła książka artysty, filozofa, poety i buntownika, a zarazem czułego i przenikliwego obserwatora świata zwierząt. W krótkich, pełnych humoru opowieściach przedstawia relacje z braćmi mniejszymi, ukazując szczerą więź, jaka łączyła jego i Korę z czworonożnymi towarzyszami.

Pojawiają się tu psy, koty, węże, lamy, ale i mniej tuzinkowi mieszkańcy Roztocza – krainy łączącej Wyżynę Lubelską z Podolem, gdzie Kora i Kamil żyli w harmonii z naturą. W ich domu na wzgórzu zwierzęta były integralną częścią codzienności. Ramona, Mila, Bobo, Rudzik, Kuki, Pikuś i Pipi – każde z nich ma swoją historię i osobowość. I każde kocha bezwarunkowo, uczy empatii i jest źródłem radości.

Zabawne, wzruszające, nostalgiczne, a czasem bolesne opowieści przenoszą w czasie i przestrzeni: do czasów młodości, do egzotycznych podróży do Brazylii, Meksyku i na Kretę, ale przede wszystkim do świata, w którym człowiek i zwierzę żyją w głębokim porozumieniu.
 



To będzie bardzo trudny i bardzo osobisty post. Muzyki Maanamu słuchałam już w liceum, byłam też na ich koncercie. Dwie płyty są mi szczególnie bliskie, dlatego gdy dostałam propozycję recenzji książki „Kora i inne zwierzęta”, bardzo się ucieszyłam. Chciałam dać Kamilowi Sipowiczowi szansę – liczyłam, że go polubię i dowiem się interesujących faktów z ich wspólnego życia. Kocham biografie, dzienniki i pamiętniki.



Niestety, po lekturze moja opinia o autorze nie uległa zmianie. Dlaczego tak uważam? Sama mam osiem zwierząt – cztery psy i cztery koty. Wszystkie to „bezdomniaki”, niektóre chore, wszystkie po przejściach. Od dziecka jestem przewrażliwiona na punkcie krzywdy zwierząt. Gdy zaczęłam czytać o losach pupili Kory i Sipowicza, włos zjeżył mi się na głowie.


Autor opisuje śmierć ich kota perskiego w sposób beznamiętny, wręcz kpiący, jakby próbował być zabawny. Podczas wizyty na wsi właściciele wypuszczali kota samopas, a ten – co nietrudno było przewidzieć – zabijał drób. Nic sobie z tego nie robili, aż w końcu mieszkańcy wsi zabili zwierzę. Podsumowanie „miłośnika zwierząt”: chłop żywemu nie przepuści. Żadnego żalu, żadnej samokrytyki. Po tym fragmencie zupełnie zniechęciłam się do książki. Kolejna sytuacja to wypuszczanie kota syjamskiego w Warszawie. Efekt? Zwierzę zginęło i nigdy się nie odnalazło. Kora bardzo to odchorowała. Czy wolność kota naprawdę jest ważniejsza niż jego życie? Czy nie należy uczyć się na błędach?


Kamil Sipowicz opisuje miłość i ból Kory po utracie zwierząt, ale u niego samego tego nie dostrzegam. Odnoszę wrażenie, jakby stał gdzieś obok. Kora dbała o nie, leczyła je, przygarnęła nawet bezdomne psy na Roztoczu, ale co z tego, skoro zwierzęta puszczano samopas? Moim zdaniem nie można tego nazwać odpowiedzialnością za naszych braci mniejszych.


Z drugiej strony, opowieści o podróżach w egzotyczne regiony świata są bardzo ciekawe.
Z obserwacji autora można się sporo dowiedzieć. Interesujące są zwłaszcza spostrzeżenia o tym, jak cywilizacja zmienia dziewicze niegdyś tereny i rujnuje przyrodę dla zysku.


Na uwagę zasługuje również szata graficzna. Książka zawiera mnóstwo zdjęć wkomponowanych w rysunki autorstwa Anny Pol. Wydawnictwo Marginesy jak zawsze dopracowało edytorską stronę publikacji do perfekcji. Rozdziały są krótkie, zazwyczaj jedno- lub dwustronicowe, dzięki czemu autobiografię czyta się bardzo szybko.
Choć bardzo cenię wydawnictwo Marginesy za ich staranność i pasję do pięknych książek, tym razem treść wzbudziła we mnie zbyt duży opór moralny, bym mogła przejść obok niej obojętnie. Jako wieloletnia opiekunka skrzywdzonych psów i kotów, po prostu nie potrafię ocenić tej pozycji inaczej. Moje sumienie nie pozwala mi przemilczeć braku odpowiedzialności za „braci mniejszych”, nawet jeśli dotyczy to tak barwnych i kultowych postaci. To z pewnością ważna lektura dla wiernych fanów Kory, ale dla mnie – przez pryzmat losu zwierząt – pozostaje historią bardzo gorzką.
Maa

Moja ocena 5

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania książki.




03 kwietnia, 2026

"Bell Wood Quarry" Bartłomiej Ludwisiak

AUTOR: Bartłomiej Ludwisiak

TYTUŁ: Bellwood Quarry

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.

OKŁADKA: miękka ze skrzydełkami, stron: 424.


Z okładki:



Tajna operacja pogrzebana pod warstwami kłamstw.
Jeden człowiek gotowy dokopać się do prawdy.

Były policjant Carter Williams odsiedział ponad siedem lat w więzieniu Las Cruces w Acapulco za zbrodnię, której nie popełnił. Gdy podczas zamieszek wywołanych przez gangi udaje mu się uciec, natychmiast wraca w rodzinne strony.
Tam jednak nic nie jest już takie jak dawniej. Dom w pobliżu kamieniołomu Bellwood Quarry przeraża pustką, a najbliżsi Cartera nie żyją. Kierowany żądzą zemsty, Williams próbuje odtworzyć ciąg tragicznych wydarzeń, które odebrały mu wszystko.

Wskazówki pozostawione przez ojca prowadzą go na trop tajnej operacji, w którą zamieszani są wpływowi ludzie, potężne organizacje, a nawet płatni zabójcy. Z każdym kolejnym krokiem zbliża się do prawdy, a tym samym coraz głębiej zanurza się w świat pełen przemocy, zdrady i skorumpowanej władzy.

Ta misja może kosztować go życie, ale stawka jest znacznie wyższa.

Od decyzji jednego człowieka zależą losy całego kraju.
 

    To moje pierwsze spotkanie z twórczością Bartłomieja Ludwisiaka, autora takich tytułów jak Gdański smak whiskey, Zapomniana gwiazda Afryki czy Zachód słońca nad klifem. Książka, po którą sięgnęłam, została wydana po raz pierwszy w 2023 roku przez wydawnictwo BookEdit i muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Pochłonęłam ją błyskawicznie, wręcz nie mogłam się od niej oderwać! Dzieje się tu tyle, że powieść wymaga sporego skupienia, by nie pogubić się w tych wszystkich ciekawych wątkach. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała powieść rasowego, amerykańskiego pisarza. Jednym słowem – bardzo mi się podobała. Pod koniec liczyłam nawet na zapowiedź drugiego tomu i poczułam lekki zawód, że to już koniec tej historii.


    Bartłomiej Ludwisiak ma tę niezwykłą lekkość pióra i wciągający styl, który trzyma w napięciu od pierwszych stron. Autor stworzył znakomitą intrygę i widać, że musiał zrobić solidny rekonesans, aby cała historia brzmiała tak wiarygodnie. Te wszystkie amerykańskie zwyczaje, opisy miast, wsi i ludzi – żeby oddać to w taki sposób, trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak realistycznie udało mu się to wszystko oddać.

Co mi się nie podobało? Bardzo lubię rozwinięcie postaci i ich życie wewnętrzne, ale tutaj niestety autor przedobrzył. Carter Williams (były policjant) zdecydowanie za dużo wspomina – te retrospekcje ciągną się w nieskończoność i bywają nużące, bo niewiele wnoszą do akcji. Sam Carter często mnie irytował; momentami zachowywał się jak „dziecko we mgle”. Nie będę spojlerować, ale niektóre jego decyzje były po prostu szczeniackie, jak u nastolatka, a nie u dojrzałego mężczyzny. Przydałoby mu się więcej skaz na charakterze, byłby wtedy ciekawszy.
Zdecydowanie wolę inne postacie. Rodzice bohatera wypadli świetnie, a Jack szczególnie przypadł mi do gustu. Szkoda też, że autor poskąpił nam scen ze „złolami” tego świata – skoro potrafi ich tak genialnie opisać, powinno być ich w tej historii znacznie więcej.
Podsumowując: książka bardzo mi się podobała i przeczytałam ją rekordowo szybko. Bohaterowie (poza pewnymi zachowaniami Cartera) są ciekawie sportretowani, z dużą głębią psychologiczną. Choć zabrakło mi nieco więcej akcji kosztem opisów, to całość oceniam wysoko.






Polecam

                                                                                                                            Maa

Moja ocena 8

Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania książki.




11 lutego, 2026

"Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne" Katarzyna Rzehak



AUTOR
:  Katarzyna Rzehak

TYTUŁ:  Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026

OKŁADKA: twarda, stron: 256.


Z okładki:

Wanda Telakowska to pionierka, legenda i najważniejsza postać polskiego wzornictwa powojennego. Jeśli istnieje „polski styl narodowy”, to jego współczesną postać zawdzięczamy właśnie jej. To, jak dziś mieszkamy, jaki mamy gust, co kupujemy i kolekcjonujemy – założonemu przez nią w 1950 roku Instytutowi Wzornictwa Przemysłowego, który stał się ewenementem na skalę światową: kuźnią wzorów dla przemysłu na najwyższym poziomie estetycznym, szkołą projektantów, a przy okazji miejscem pracy na miarę XXI wieku, przyjaznym kobietom. Wierzyła, że piękne otoczenie, mieszkanie, ubranie, a przede wszystkim dobrze zaprojektowane przedmioty codziennego użytku kształtują człowieka. Idei „piękna na co dzień dla wszystkich" poświęciła całe swoje życie i stworzyła nowy zawód: projektanta wzornictwa. Prywatnie przyjaźniła się z Iwaszkiewiczem, Miłoszem, Krzywicką. Była jedną z najbarwniejszych postaci i dwudziestolecia międzywojennego i PRL-u. Miała niezwykłe poczucie humoru, dar opowiadania historii i pieprznych dowcipów. Umiała zażartować i zakląć tak, że słuchującym szło w pięty. Znajomi jak z rękawa sypali anegdotami o niej. Dziesiątki historii, dowcipów, bajek i zmyśleń, których dziś nie sposób zweryfikować, a które pokazują siłę osobowości i żywotność legendy wielkiej Wandy.



Marzyłam o takiej pozycji w mojej kolekcji książek o  sztuce. Dlaczego? Kocham sztukę użytkową PRL-u i uwielbiam biografie. Książka spełniła moje oczekiwania w 100 procentach. 

Wanda Telakowska była artystką i wizjonerką, która potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji – prawdziwa „twarda babka”. Nie przeszkadzało jej to, że przyszło jej działać w typowo męskim środowisku; potrafiła stworzyć coś znakomitego zupełnie od podstaw. Mam tu na myśli Instytut Wzornictwa Przemysłowego – jej ukochane dziecko. Zdolności artystyczne odziedziczyła po ojcu, zajmującym się budownictwem, który od najwcześniejszych lat pokazywał córkom, że sztuka nie musi być wyłącznie piękna. Przekonywał je, że może, a nawet powinna być użytkowa. Z tą myślą dorastała mała Wandzia i temu przesłaniu poświęciła całe swoje życie zawodowe.


Bardzo zaskoczyła mnie informacja, że w Instytucie tworzono nawet projekty kabin ciężarówek Star – naszej dumy narodowej czasów PRL. Zresztą, czego tam nie projektowano! Ubrania, naczynia (w tym te dla przedszkoli, ze specjalnymi uchwytami i sztućcami dostosowanymi do małych rączek) – właściwie wszystkie przedmioty codziennego użytku. Telakowska zatrudniała najlepszych absolwentów uczelni artystycznych i można śmiało stwierdzić, że była prekursorką dzisiejszego dizajnu.


Jej życie osobiste pełne było zawirowań – kochała Jarosława Iwaszkiewicza miłością bez wzajemności, a przyjaźniła się z największymi sławami tamtego okresu. Zawsze żyła na sto procent.


 Warto sięgnąć po tę biografię nie tylko ze względu na samą osobowość Wandy, ale też dla fascynujących obrazów z czasów przed- i powojennych. Książka napisana jest świetnym językiem, a do tego zachwyca pięknym wydaniem z mnóstwem ilustracji i zdjęć, również kolorowych. Biografie z wydawnictwa Marginesy to zresztą klasa sama w sobie – są wydawane na najwyższym poziomie. Serce się raduje podczas takiej lektury!
                                                                                                                              Maa


Moja ocena 10
Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania książki o tak fantastycznej osobowości.
 
 













22 grudnia, 2025

"Serce w ogniu. Burzliwe życie Josephine Baker" Elżbieta Sieradzińska

AUTOR:  Elżbieta Sieradzińska

TYTUŁ: Serce w ogniu. Burzliwe życie Josephine Baker

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2025 r.

OKŁADKA: miękka ze skrzydełkami, stron: 592.


Z okładki:

Ile żyć może pomieścić jedno ludzkie istnienie? Ile masek może założyć jedna kobieta, zanim stanie się symbolem?

Josephine Baker była ikoną – ale też zagadką. Dziecko slumsów St. Louis, które wspięło się na szczyty sławy jako tancerka rewii i piosenkarka, pierwsza czarnoskóra celebrytka o globalnym zasięgu. Uwielbiana w Paryżu skandalistka sceniczna i muza mistrzów awangardy, jak Picasso czy Le Corbusier. Jednak za scenicznym blaskiem kryła się także kobieta walcząca: członkini francuskiego ruchu oporu, agentka kontrwywiadu, oficer Wolnej Francji, aktywistka antyrasistowska, idealistka głęboko wierząca w braterstwo ludzi bez względu na rasę czy wyznanie.

Biografia Baker to kalejdoskop światów, epok i tożsamości. Na orbicie Josephine krążyli między innymi Charles de Gaulle, Jackie Kennedy, Grace Kelly, Charlie Chaplin, Fidel Castro i Frida Kahlo. Adoptowała dwunastkę dzieci różnych narodowości, tworząc „tęczową rodzinę” – żywy manifest międzyludzkiej równości. Z pasją gromadziła egzotyczne zwierzęta i jeszcze większe rzesze wielbicieli.

Elżbieta Sieradzińska, autorka biografii niezwykłych kobiet, serwuje pełnokrwistą opowieść o artystce, która uczyniła z życia sztukę walki, prowokacji i miłości. Oddaje sprawiedliwość złożoności Baker: kobiety niepokornej, targanej sprzecznościami, a zarazem zawsze wiernej sobie, której imię do dziś symbolizuje artystyczną wolność, odwagę, siłę, empatię i wiarę w lepszy świat, w którym różnorodność nie dzieli, lecz wzbogaca.




Kto mnie zna (a blog ma już 12 lat), ten wie, dlaczego przeczytałam właśnie tę książkę. Kocham biografie. A jak już są tak grube i mają mnóstwo zdjęć i grafik, to kocham podwójnie.
Josephine Baker to ikona. Nie ma słów, żeby krótko opisać, jakim była człowiekiem. Dorastała w biedzie, poniżaniu przez swoją matkę (która jej nie znosiła) i społeczeństwo rasistowskich Stanów. Widziała wiele strasznych rzeczy. Nie będę pisać o różnych niepokojących rzeczach, które działy się jej w młodości, (a które mną wstrząsnęły), bo po prostu trzeba przeczytać tę książkę.



Baker to była kobieta taran, drwiąca z konwenansów, nie bojąca się nagości i skandalu. Sprytna i bardzo wytrwała. Kochała zwierzęta i dzieci. Nie zatraciła - mimo bogactwa, swojej wrażliwości. Pierwsza czarnoskóra kobieta, która wywarła ogromny wpływ na świat. A brawurowa odwaga, to jest chyba najpiękniejsze w jej biografii.


Wykorzystała swoją sławę do tego, by ratować swój kraj w czasie II wojny światowej, bo za ojczyznę uważała Francję. Tajna agentka, oficer, ale przede wszystkim dobry człowiek. Tak widzę jej życie.


Elżbieta Sieradzińska potrafi pisać takim językiem, że nie można oderwać się od książki. Chłonie się każdą stronę. Tyle ciekawych anegdot, historii, smaczków, zawartych jest w tej publikacji. 
Na pewno trudno było oddzielić fikcję od prawdy, ponieważ Baker bardzo koloryzowała, zmieniała i fałszowała swoją biografię. Takim już była człowiekiem. Autorka korzystała z bardzo wielu źródeł pisząc tę książkę.


Nie można też zapomnieć o stronie wizualnej, która jest dla mnie bardzo ważna. Okładka prosta, bez udziwnień, ale rzucająca się w oczy. Wytłaczane litery na okładce, a w środku dużo zdjęć, plakatów z rewii. Bardzo dobra redakcja i korekta, jak zawsze w wydawnictwie Marginesy.


Polecam serdecznie tę biografie, nie tylko fanom tancerki, ale każdemu, kto lubi biografie, bo wiele w niej odkryje historii o XX wieku. 

Moja ocena 10

Serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy, za tak cudowną książkę.




 

14 września, 2025

"Miasto jutra. Czas wyboru" Monika Przybyła

"Miasto jutra. Czas wyboru" Monika Przybyła
AUTOR:  Monika Przybyła

TYTUŁ: Czas wyboru

SERIA: Miasto jutra, tom 1

WYDAWNICTWO: Novae Res, Gdynia 2025

OKŁADKA: miękka, stron: 522.



Z okładki:


Świat się nie skończył. On po prostu przestał należeć do nas.

Siedemdziesiąt lat po Ostatniej Wojnie Światowej, która niemal doprowadziła do zagłady ludzkości, władzę nad kontynentem sprawują Humanoidy. Syntetyczne istoty z samorozwijającą się sztuczną inteligencją ustanawiają prawo, a ludzie żyją z nimi w osobliwej symbiozie.

Nie wszyscy jednak godzą się na taki porządek. Buntownicy – ci, którzy odważyli się myśleć inaczej – są bezwzględnie eliminowani przez jednostki specjalne, znane jako Dwunastki. Te oddziały rekrutowane z osieroconych dzieci, od najmłodszych lat uczone są lojalności, milczenia… i zabijania.
Wiśnia jest jedną z nich. Wierzy w system, który ją stworzył.Jednak wszystko się zmienia, gdy trafia w ręce buntowników. Poddana najtrudniejszej w dotychczasowym życiu próbie, będzie musiała zdecydować, czy wciąż potrafi wierzyć w iluzję świata, który tak naprawdę nigdy nie istniał…


Gdy dostaję propozycje z wydawnictw przeczytania i zrecenzowania książek science fiction, to zawsze się zgadzam. Jak na razie żaden polski autor mnie nie zawiódł. Bardzo zdziwiłam się, gdy otrzymałam tom Miasto jutra, bo objętość była znaczna. Ponad pięćset stron rzadko się zdarza. Jeszcze rzadsze jest to, że nie było dłużyzn w żadnym momencie. Książkę czytało się ekspresowo i nie można było się od niej oderwać, mimo takiej objętości, chciało się jeszcze.
Kolejnym zaskoczeniem dla mnie jest wykształcenie autorki, to lekarka na oddziale okulistyki szpitala specjalistycznego. Nieczęsto spotyka się lekarzy, którzy są pisarzami i muszę to podkreślić - dobrymi pisarzami.
Aby bliżej poznać Monikę Przybyłę, zachęcam do przeczytania krótkiego wywiadu, który ukazał się na Facebooku Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu Zdroju:
https://tiny.pl/pk_661cb



Dlaczego tak bardzo spodobała mnie się ta powieść? Przede wszystkim dzięki bohaterom. Zaczynając od głównej bohaterki Wiśni, a kończąc na szeregowych buntownikach. Wszyscy są tam ważni, mają swój charakter, osobowość, styl. Ważne jest tu także osobliwe poczucie humoru bohaterów. Wreszcie główna bohaterka mnie nie irytuje. Ma mnóstwo wad, problemów emocjonalnych, niewyparzony język (to w niej najbardziej lubię), ale jest postacią, której się kibicuje. Autorka wybrała trudniejszy sposób narracji, bo pierwszoosobowy. Jesteśmy w głowie Wiśni, patrzymy jej oczami, nie każdemu autorowi taka narracja wychodzi dobrze. Tu autorka spisała się na medal. Widać, że ma znakomity zmysł obserwacji ludzi i potrafi to przelać na papier.


Kolejny świetny bohater to Mino - mroczny i tajemniczy, opanowany do momentu, gdy Wiśnia z czymś nie wyskoczy. Są sobie przeznaczeni, ciągle jedno ratuje drugiego. Widać rodzące się w nich uczucie, ale jest to dyskretne, nienachalne, bardzo powolne. Iskrzy u nich od pierwszego spotkania. Ich relacja jest budowana ze smakiem, powoli w bólach. Cudownie. Żal mi tego bohatera, bo bardzo cierpi przez Wiśnię, która nie jest nauczona kochać.

Trzecim, moim ulubionym bohaterem jest Kruk. Najbarwniejsza postać tej książki. Uwielbia się go od początku. Uzdolniony artystycznie, oryginalny, wychodzący poza kanony tak zwanej normalności, wolny ptak. Lata śmigłowcem i ratuje naszych bohaterów z opałów, jest przy tym doskonałym obserwatorem i mądrym człowiekiem. Bardzo mało o nim wiemy. Chciałabym dowiedzieć się więcej. Jest mnóstwo innych świetnych postaci, ale żeby je poznać, polecam przeczytać powieść. 

Świat przedstawiony jest dobrze skonstruowany, przemyślany. A wszystko zaczęło się od skonstruowania terminatora... To oczywiście mój żart. Ale jest w tym odrobina prawdy. Gdy daje się sztucznej inteligencji możliwość samoświadomości to zazwyczaj źle się to kończy...

Nie mogę doczekać się kolejnego tomu, wiem, że jest ukończony, więc będę czekać z niecierpliwością. Cieszę się, że dostałam możliwość poznania tak zdolnej, młodej autorki - lekarki. A, że czasem jeżdżę do Wodzisławia Śląskiego, może będzie mi dane kiedyś poznać panią Monikę osobiście i przeprowadzić wywiad?
 
 

Polecam z całego serca.
                                                                                                                  Maa
Moja ocena 10.
 

Dziękuję wydawnictwu Novae Res za możliwość przeczytania fantastycznej książki. 



22 lipca, 2025

"W stronę Anny. Biografia Anny Iwaszkiewicz" Sylwia Góra

AUTOR: Sylwia Góra

TYTUŁ: W stronę Anny. Biografia Anny Iwaszkiewicz

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2025 r.

OKŁADKA: twarda, stron: 304.


Z okładki:
Hania Lilpop, późniejsza Anna Iwaszkiewicz, zasłużyła na swoją biografię już dawno temu.

Kim była jedna z najlepiej znanych małżonek w historii literatury polskiej XX wieku? Muzą, ostoją, przyjaciółką. Panienką z dobrego domu, zagubioną, zranioną i osamotnioną po odejściu matki i samobójczej śmierci ojca, czasem bezwolną i niepewną. Kobietą borykającą się z chorobą psychiczną, która w poszukiwaniu spokoju i pewności uciekała w niezrozumiałe dla wielu religijne światy. Ale też – a może właśnie przede wszystkim – intelektualistką, tłumaczką i twórczynią.
Sylwia Góra rekonstruuje jej życiorys z fragmentów, strzępów i okruchów. Listów, które Anna pisała przez całe życie – głównie do męża, ale także do innych członków rodziny i do przyjaciół. Dzienników prowadzonych przez młodziutką, a potem dojrzałą już Annę. I tego, co w dziennikach, listach i wspomnieniach napisali o niej inni, a pisało wielu: Irena Krzywicka, Maria Dąbrowska, Anna Kowalska, Paweł Hertz, Antoni Słonimski, Zofia Nałkowska, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Krzysztof Radziwiłł, Jerzy Liebert, Piotr Mitzner czy Julia Hartwig. Jej cechy posiadają bohaterki tekstów Iwaszkiewicza – Wilda z Hilarego, syna buchaltera, tytułowa Anna z Anny Grazzi i Joanna z Matki Joanny od Aniołów. Echa ich wspólnego życia w podróży znajdujemy w tomie poetyckim Mapa pogody, ale przede wszystkim Anna jest obecna w jego Dziennikach i korespondencji.

Choć postać Iwaszkiewicz nie jest zupełnie wyrugowana z historii literatury, aż do teraz nie było równie intymnego jej portretu.




Z twórczością Jarosława Iwaszkiewicza ostatnio miałam styczność na studiach, a więc bardzo dawno temu. Nie był to mój ulubiony pisarz współczesny, ale ceniłam jego twórczość. O żonie nigdy nie myślałam, aż do tej pory. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jaki wpływ na życie i twórczość mają najbliżsi artysty. Anna Iwaszkiewicz miała ten wpływ przede wszystkim przez swoją chorobę psychiczną, która nie jest do końca zdiagnozowana. Nie można być pewnym niczego, jeśli nie ma pacjenta. Całe życie Hani było naznaczone cierpieniem. Ojciec chorował na depresję, matka odeszła, gdy córka miała dwa lata. To naznaczyło panią Iwaszkiewicz na całe życie. Ale oprócz tej skazy, Iwaszkiewiczowa miała coś bardzo cennego: pasję do literatury i sztuki. Kochała muzykę i ambitne pisarstwo wielkich tego świata. Miał Iwaszkiewicz intelektualną podporę w postaci żony. Myślę, że ta pasja miała ogromny wpływ na małżonków.


 

Jeśli czytelnik szuka w tej biografii pikantnych szczegółów, plotek o Iwaszkiewiczu, to tego nie dostanie w takiej ilości, jak by chciał. Wspomniane są ciągoty artysty do tej samej płci, ale nie jest to rozdmuchane, szczegółowo opisywane.  Bohaterką tej książki jest Anna i to na niej należy się skupić.

To  jest moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Góry. Ma bardzo interesujący styl. Nie pisze biografii liniowo: od urodzenia do śmierci, ale wyprzedza, cofa się, jest to ciekawy sposób pisania o człowieku. Nie zawiodłam się. Mnóstwo źródeł, poszukiwania, rozmów z rodziną Anny, rozmów z lekarzami psychiatrami i psychologami, aby pogłębić psychologiczną postać bohaterki. Wszystko perfekcyjnie przygotowane i napisane. 

Głównym źródłem informacji są listy, które Anna i Jarosław pisali do siebie przez całe życie. Jest to bogate źródło, pogłębione analizą autorki. Poznamy także fragmenty listów od przyjaciół bohemy dwudziestolecia międzywojennego i współczesności. Dowiemy się także, jak Anna przetrwała drugą wojnę światową, i co w tym czasie robiła. 

 
Z biografii tej wynika, że Anna Iwaszkiewicz była bardzo emocjonalną i delikatną osobą, która miała talent literacki, ale siebie bardzo nisko ceniła. Wychowanie, poglądy rodziny nie zbudowały z niej silnej kobiety, znającej swoją wartość. Anna uważała, że tylko mężczyźni potrafią dobrze pisać, są mądrzejsi i inteligentniejsi od kobiet. To nieprawda, ale nie miała żadnej osoby wokół siebie, która doceniłaby jej talent literacki i bystrość umysłu. Przez całe życie Anna czytała bardzo dużo, literaturę wysoką i miała dryg do tłumaczenia z języka francuskiego. Mogła zostać tłumaczką, pisarką, ale kompleksy jej na to nie pozwoliły. Mąż także w tym jej nie wspierał. Po przeczytaniu biografii, nie mam o nim najlepszego zdania.



Biografie to mój najukochańszy gatunek literatury, kolejny raz czytam coś dobrego. Warto przeczytać tę książkę, nawet jak nie zna się dobrze bohaterki, a może właśnie dlatego. Bohema dwudziestolecia międzywojennego jest bardzo ciekawa, podłoże historyczne fascynujące.

Muszę także wspomnieć jak pięknym językiem napisana jest ta historia, z jakim podejściem do bohaterki. chapeau bas droga autorko.

Książka jest pięknie wydana, twarda okładka, zakładka, dobrej jakości papier. Są zdjęcia, nie za dużo, ale wystarczająco.

Serdecznie polecam i czekam na więcej książek tej autorki.

                                                                                                              Maa

Moja ocena 10.

Dziękuję serdecznie wydawnictwu Marginesy za możliwość poznania tak fascynującej i bardzo niedocenionej kobiety. Niech ma choć teraz swoje 5 minut.

22 czerwca, 2025

"sTwórca" Adrian Rykowski

AUTOR: Adrian Rykowski

TYTUŁ: sTwórca

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2025 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 280.


Z okładki:

Nadchodzi koniec świata. Ich... czy naszego?

Rok 2045. Sztuczna inteligencja zawładnęła Ziemią – to już nie wizja przyszłości, lecz rzeczywistość. Ludzie, zaślepieni pragnieniem udoskonalania technologii, nie dostrzegli nadciągającego niebezpieczeństwa. Sami zapracowali na swój upadek, wybierając wygodę i pozwalając maszynom zastąpić się… we wszystkim.

Światem rządzi Wielki Umysł, który wykorzystując swoją dominację, zawładnął ludźmi, a gdy stali się oni zbyteczni, rozpoczął ich eksterminację. Bezwzględne androidy polują na niedobitki z przekonaniem, że eliminacja naszego gatunku jest już niemal zakończona.

Nie mogą się jednak bardziej mylić.

Ludzie wciąż mają przewagę, której maszyny nie potrafią pojąć – umysł, zamiłowanie do nauki i ciągłego rozwoju. Na oceanie, na starym kontenerowcu, przerobionym na przestrzeń niezbędną do życia, grupa naukowców szykuje rebelię, by odzyskać to, co zostało im odebrane.

Zmiany nadciągają jednak z różnych stron. Jeden z androidów, M-33, znany jako Paul, doświadcza czegoś, czego nie przewidział żaden algorytm. Wspomnień. Wstydu. Żalu.

Czy to początek upadku sztucznej inteligencji… czy ostatni rozdział w historii ludzkości?


Pierwsze, z czym miałam skojarzenia po przeczytaniu fragmentu książki, to seria Terminator. Dwójka to jeden z moich najulubieńszych filmów. Podejrzewam, że autor też uwielbia to uniwersum. Nie zawiodłam się. To kolejna interpretacja końca świata ludzi, którzy sami zgotowali swój los. Czym bardziej zagłębiałam się w ten książkowy świat, tym bardziej byłam i nadal jestem przerażona. Tak, jak wtedy, gdy oglądałam Teminatora 2. 

 Ludzie dążą do wygody za wszelką cenę, wszystko sobie ułatwiają i kiedyś może nastąpić to, co opisują twórcy science fiction - unicestwimy się. I nie będzie miejsca na szczęśliwe zakończenie. Może jest jeszcze czas?


Książka naprawdę daje do myślenia...

Autor przemyślał konstrukcję książki w każdym szczególe, rozbudował świat przedstawiony. Dał nam ciekawych bohaterów, choć uważam, że są trochę za doskonali, a za mało jest negatywnych postaci. Świat jest bardzo skomplikowany, a jednocześnie za prosty. Wiem z czego to wynika. Wszystko musiało zmieścić się w jednym tomie i to  niezbyt długim, więc nie było czasu na rozbudowanie niektórych kwestii. Ja bym widziała tę książkę w co najmniej dwóch tomach, czuję niedosyt.


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Adriana Rykowskiego, mam nadzieję, że nie ostatnie, bo ta książka pochłonęła mnie totalnie. Uwielbiam takie klimaty, podoba język, którym posługuje się autor. Jednym słowem, książka jest godna uwagi osób, które czytają fantastykę.

Ciekawy jest także ten zabieg z tytułem -  literką s oraz odniesienie do stworzenia Adama na fresku Michała Anioła, które jest tu zmodyfikowane. Sporo jest także odniesień do Biblii w samej książce.


Gorąco polecam

                                                                                                             Maa

Moja ocena 10.

Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość obcowania z ciekawą literaturą.


Tu  można zamówić:

https://www.taniaksiazka.pl/stworca-p-2252203.html




08 czerwca, 2025

"Ludowe czarownictwo. Magiczne tradycje, praktyki i wierzenia z polskiego folkloru." Dobromiła Agiles

AUTOR: Dobromiła Agiles

TYTUŁ: Ludowe czarownictwo. Magiczne tradycje, praktyki i wierzenia z polskiego folkloru.

WYDAWNICTWO: Illuminatio, Białystok, 2025 r.

OKŁADKA: twarda, stron: 311.

 Z okładki: 

Magia, która wciąż żyje – odkryj sekrety ludowego czarownictwa

Czy magia naprawdę przepadła w natłoku komercji, plastikowych amuletów i gotowych formułek z internetu? A może nadal tętni życiem w tradycyjnych rytuałach, starych podaniach i przekazywanych szeptem zaklęciach?

Dobromiła Agiles, autorka bestsellerów „Słowiańska wiedźma” i „Magia naturalna”, wraca do korzeni – do autentycznej magii splecionej z życiem wiejskich społeczności. Zabiera nas w podróż po zapomnianych zaklęciach, obrzędach i zwyczajach, które jeszcze do niedawna były żywą częścią codzienności. Opowiada o tym, co przetrwało w domach naszych babek, w kapliczkach i szeptach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. O czarownictwie bliskim, namacalnym, obecnym w tradycyjnych rytuałach, świętach, a nawet w prostych ludowych wierzeniach.

Książka łączy badania terenowe, archiwalne dokumenty oraz osobiste doświadczenia i zabiera nas w fascynującą podróż do świata wiejskiego czarownictwa. Od ochronnych bukietów ziół, przez zaklęcia na miłość i zdrowie, aż po historie polskich czarownic – to lektura, która zmienia perspektywę i uczy dostrzegać magię wokół nas.


Czekałam na taką książkę, bo od lat interesuję się folklorem, czarownictwem, ostatnio także mitologią słowiańską. Będę musiała zdobyć dwie poprzednie książki autorki: Słowiańska wiedźma i Magia naturalna, bo te pozycje przybliżą mnie do tematyki, która bardzo mnie interesuje.


Autorka, która jest badaczką dawnych wierzeń, rytuałów, życia na wsi, w znakomity sposób przedstawia nam życie dawnych ludzi, którzy już byli chrześcijanami, ale nadal tliła się w nich wiara Prasłowian. Kościół katolicki próbował wyplenić ze społeczności wiejskiej większość pradawnych przekonań, przerobić tak, by pasowały do katolickiego przekazu, ale to nie  do końca się udało.

W ostatnich latach dało się zauważyć ponowną fascynację naszym rodzimym folklorem, wierzeniami, czarownicami, mitologią słowiańską. Można powiedzieć, że wracamy do korzeni. I jest to piękne.
Dobromiła Agiles przybliża nam ten świat w bardzo przystępny, ale nie nudny sposób. Widać jej ogromną wiedzę, badania i  potężną bibliografię przy pisaniu tej książki.


Mnie zauroczyły pewne słowa, które przeczytałam w rozdziale: Przestrzeń, a mianowicie:
Dom stanowił magiczne odwzorowanie miniaturowego modelu wszechświata. Bywał również opisywany jako żywy organizm, współżyjący wraz z rodziną, która go zamieszkuje.
                                                                                                  op. cit. s,81


Czyż te słowa nie są prawdziwe? My współcześni ludzie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele czerpiemy z dawnych wierzeń, one są tak naturalne, że niezauważalne. Przysłowia, zaklęcia, przesądy są w nas, a ich sens zrozumiemy, po przeczytaniu tej wspaniałej, wartościowej książki. Autorka przeprowadza nas przez każdą porę roku, na końcu podaje magiczne formuły stosowane przez naszych przodków. Zabiera nas do przeszłości, gdzie pokazuje każdy aspekt życia człowieka jak: narodziny, śmierć, ciąża, młodość. Pokazuje jakie były zaklęcia, uroki. Dostaniemy też rozdział, który był dla mnie najciekawszy: Człowiek, a w nim opowieści i podania o czarownicach, znachorkach i babkach.


Nie można także pominąć warstwy wizualnej. Książka jest bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie, pasująca do dwóch poprzednich pozycji. Wklejka robi mroczne wrażenie, tak jak lubię, jest stylowa.

Serdecznie polecam tę pozycję, zamierzam przeczytać wszystkie książki autorki, bo ma świetny styl, wiedzę i pasję do tego, co robi, do tego jest bardzo pracowitą autorką, a to się ceni w świecie bylejakości.
                                                                                          Maa

Moja ocena 10

Dziękuję wydawnictwu Illuminatio oraz grupie wydawniczej: Wydawnictwo Kobiece za możliwość przeczytania fantastycznej książki.