Hołd dla życia, dla zwierzęcej mądrości i miłości, dla natury, a także dla samej Kory – piosenkarki, która zmieniła polską muzykę
Niezwykła książka artysty, filozofa, poety i buntownika, a zarazem czułego i przenikliwego obserwatora świata zwierząt. W krótkich, pełnych humoru opowieściach przedstawia relacje z braćmi mniejszymi, ukazując szczerą więź, jaka łączyła jego i Korę z czworonożnymi towarzyszami.
Pojawiają się tu psy, koty, węże, lamy, ale i mniej tuzinkowi mieszkańcy Roztocza – krainy łączącej Wyżynę Lubelską z Podolem, gdzie Kora i Kamil żyli w harmonii z naturą. W ich domu na wzgórzu zwierzęta były integralną częścią codzienności. Ramona, Mila, Bobo, Rudzik, Kuki, Pikuś i Pipi – każde z nich ma swoją historię i osobowość. I każde kocha bezwarunkowo, uczy empatii i jest źródłem radości.
Zabawne, wzruszające, nostalgiczne, a czasem bolesne opowieści przenoszą w czasie i przestrzeni: do czasów młodości, do egzotycznych podróży do Brazylii, Meksyku i na Kretę, ale przede wszystkim do świata, w którym człowiek i zwierzę żyją w głębokim porozumieniu.
To będzie bardzo trudny i bardzo osobisty post. Muzyki Maanamu słuchałam już w liceum, byłam też na ich koncercie. Dwie płyty są mi szczególnie bliskie, dlatego gdy dostałam propozycję recenzji książki „Kora i inne zwierzęta”, bardzo się ucieszyłam. Chciałam dać Kamilowi Sipowiczowi szansę – liczyłam, że go polubię i dowiem się interesujących faktów z ich wspólnego życia. Kocham biografie, dzienniki i pamiętniki.
Niestety, po lekturze moja opinia o autorze nie uległa zmianie. Dlaczego tak uważam? Sama mam osiem zwierząt – cztery psy i cztery koty. Wszystkie to „bezdomniaki”, niektóre chore, wszystkie po przejściach. Od dziecka jestem przewrażliwiona na punkcie krzywdy zwierząt. Gdy zaczęłam czytać o losach pupili Kory i Sipowicza, włos zjeżył mi się na głowie.
Autor opisuje śmierć ich kota perskiego w sposób beznamiętny, wręcz kpiący, jakby próbował być zabawny. Podczas wizyty na wsi właściciele wypuszczali kota samopas, a ten – co nietrudno było przewidzieć – zabijał drób. Nic sobie z tego nie robili, aż w końcu mieszkańcy wsi zabili zwierzę. Podsumowanie „miłośnika zwierząt”: chłop żywemu nie przepuści. Żadnego żalu, żadnej samokrytyki. Po tym fragmencie zupełnie zniechęciłam się do książki. Kolejna sytuacja to wypuszczanie kota syjamskiego w Warszawie. Efekt? Zwierzę zginęło i nigdy się nie odnalazło. Kora bardzo to odchorowała. Czy wolność kota naprawdę jest ważniejsza niż jego życie? Czy nie należy uczyć się na błędach?
Kamil Sipowicz opisuje miłość i ból Kory po utracie zwierząt, ale u niego samego tego nie dostrzegam. Odnoszę wrażenie, jakby stał gdzieś obok. Kora dbała o nie, leczyła je, przygarnęła nawet bezdomne psy na Roztoczu, ale co z tego, skoro zwierzęta puszczano samopas? Moim zdaniem nie można tego nazwać odpowiedzialnością za naszych braci mniejszych.
Z drugiej strony, opowieści o podróżach w egzotyczne regiony świata są bardzo ciekawe. Z obserwacji autora można się sporo dowiedzieć. Interesujące są zwłaszcza spostrzeżenia o tym, jak cywilizacja zmienia dziewicze niegdyś tereny i rujnuje przyrodę dla zysku.
Na uwagę zasługuje również szata graficzna. Książka zawiera mnóstwo zdjęć wkomponowanych w rysunki autorstwa Anny Pol. Wydawnictwo Marginesy jak zawsze dopracowało edytorską stronę publikacji do perfekcji. Rozdziały są krótkie, zazwyczaj jedno- lub dwustronicowe, dzięki czemu autobiografię czyta się bardzo szybko.
Choć bardzo cenię wydawnictwo Marginesy za ich staranność i pasję do pięknych książek, tym razem treść wzbudziła we mnie zbyt duży opór moralny, bym mogła przejść obok niej obojętnie. Jako wieloletnia opiekunka skrzywdzonych psów i kotów, po prostu nie potrafię ocenić tej pozycji inaczej. Moje sumienie nie pozwala mi przemilczeć braku odpowiedzialności za „braci mniejszych”, nawet jeśli dotyczy to tak barwnych i kultowych postaci. To z pewnością ważna lektura dla wiernych fanów Kory, ale dla mnie – przez pryzmat losu zwierząt – pozostaje historią bardzo gorzką.
Maa
Moja ocena 5
Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania książki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz