Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

25 grudnia, 2024

"Poezje i prozinki" Jadwiga Stańczakowa

AUTOR: Jadwiga Stańczakowa                                                  

 TYTUŁ: Poezje i prozinki

 WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2024r.

OKŁADKA: twarda, stron: 352.


Z okładki:

Wybór najlepszych wierszy ociemniałej poetki i nieznanej dotąd, odnalezionej po latach prozy.

Wojna przecięła życie Jadwigi na pół. Przed jej wybuchem marzyła, żeby studiować kierunki humanistyczne, ale z powodu prześladowań musiała zmienić plany. Podczas okupacji brat zginął, reszta rodziny trafiła do getta, a u Jadwigi wykryto nieuleczalną chorobę oczu. Dzięki pomocy przyszłego męża udało się jej wydostać i uratować rodziców. W 1948 roku, jako dwudziestodziewięciolatka, całkowicie straciła wzrok.

Zawsze chciała pisać, ale dopiero poznanie Mirona Białoszewskiego okazało się katalizatorem twórczości. Debiutowała późno, w wieku sześćdziesięciu lat. Jej pisanie było autobiograficzne, pojawiają się więc postacie przyjaciół i rodziny: Miron Białoszewski, Anna, Tadeusz i Justyna Sobolewscy, Zdzisław Stańczak, Władysław Broniewski. Odkryła też dla siebie haiku i własną formę małej prozy, którą nazwała „prozinką” – były to scenki, a czasem mikroopowiadania, punktowane paradoksalną, czasem żartobliwą puentą. W takim lekkim tonie opowiada nawet o swoich próbach samobójczych.

W twórczości szukała także odpowiedzi, czym jest doświadczenie niewidzenia i czy da się je opisać tak, by mogła je pojąć osoba widząca. Próbowała zjednać dwie rzeczywistości: świat, który zapamiętała, i ten, którego doświadczała na co dzień.



Jadwiga Stańczykowa to autorka, o której nigdy nie słyszałam, mimo że interesuję się poezją. Była zapomniana na studiach polonistycznych, nawet nie wspominano o niej w kontekście Białoszewskiego, a szkoda, powinna znaleźć się w gronie autorów literatury współczesnej, wykładanej na polonistyce.  Bardzo cieszę się, że w moje ręce wpadł ten pięknie wydany tom poezji i krótkich form prozatorskich, nazwanych przez autorkę prozinkami. Wstęp napisała wnuczka Jadwigi - Justyna Sobolewska - dziennikarka i krytyczka literacka.


Nie jest łatwo pisać o tej książce. Czuję jakbym wdzierała się w intymność pani Jadwigi. Takie są jej teksty - na wskroś osobiste, jakbyśmy byli z nią w tym mieszkaniu, gdzie głównie toczy się poezja i oczywiście prozinki. W tych krótkich formach dużo opowiada o ludziach, którzy byli w jej otoczeniu. Swoje miejsce ma ojciec, córka, wnuczka, zięć, a także Miron Białoszewski, który poznał się na jej talencie. Poetka przytacza różne dziwne rzeczy z życia swojej przyjaciółki Celiny Tatarkiewicz, która również była pisarką.


Jadwiga Stańczakowa  była nie tylko redaktorką naczelną czasopisma dla niewidomych: Płomień, sekretarką, a później strażniczką pamięci Mirona Białoszewskiego. Była przede wszystkim poetką i pisarką, która debiutowała w wieku 60 lat w 1979 roku. Należy też dodać, że w bardzo młodym wieku straciła wzrok, ale nie poddała się marazmowi, choć depresja nie była jej obca, a w późnym wieku, już jej nie opuszczała.



 Twórczość autorki ma bardzo unikalny styl. Pisze  o sobie i bliskim jej otoczeniu. Jej życie  to najlepsze tematy do wierszy. Życie jest poezją, ale raczej z tej mrocznej strony. Dużo tu bólu, ukrywającego się pod płaszczykiem  czarnego humoru. Z tych utworów naprawdę wiele można dowiedzieć się o życiu artystki. Można by powiedzieć, że jej dewizą było: minimum słów, maksimum treści. Haiku w polskim wydaniu. Dlatego tak kocham literaturę współczesną bez zbędnych ozdobników.

Po tej książce pragnę jeszcze bardziej poznać Jadwigę Stańczakową z jej dzienników, do których dopisywał się Miłoszewski (jeden z moich ulubionych poetów).




Książka jest pięknie wydana, duży format, każdy wiersz na osobnej stronie. W czasach, gdy oszczędza się na druku i tnie na wszystkim koszty, należy docenić postawę wydawnictwa.

Polecam serdecznie ten tom, bo tomikiem nie można nazwać tak dużej książki. Trzeba odkrywać zapomniane talenty, o tak innym od wszystkich stylu.

                                                                                                          Maa

Moja ocena 10.


Serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość poznania tak wspaniałej artystki.














30 sierpnia, 2014

"Źródło" Małgorzata Hillar



AUTOR: Małgorzata Hillar
TYTUŁ: Źródło
WYDAWNICTWO:Glob, Szczecin 1985
OKŁADKA: miękka, stron 108





Przedstawiając tomik poetycki Źródło, postanowiłam przypomnieć (lub przedstawić) zapomnianą już poetkę, dla mnie wielką postać powojennej Polski.

 Małgorzata Hillar , właść. Janina Krystyna Helena Hillar (ur. 19 sierpnia 1926 w Piesienicy, zmarła 30 maja 1995 w Warszawie) – polska poetka.
Absolwentka Wydziału Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Jako poetka debiutowała publikacją wiersza Słowa w Nowej Kulturze w 1955, a jej pierwszym tomem poezji był Gliniany dzbanek wydany w 1957 roku. W 1963 urodziła syna, Dawida, następnie w tym samym roku wyszła za mąż za jego ojca, krytyka literackiego i poetę Zbigniewa Bieńkowskiego. Następnie wraz z mężem wyjechała na stypendium do USA. Przed powrotem do Polski w 1970 zwiedziła jeszcze m.in. Francję, Holandię i Niemcy. W międzyczasie w 1967 wydała swój pierwszy tomik poezji: Czekanie na Dawida, poświęcony synowi. W 1970 rozwiodła się.

Zbiory poezji:

• 1957: Gliniany dzbanek
• 1959: Prośba do macierzanki
• 1961: Krople słońca
• 1967: Czekanie na Dawida
• 1972: Poezje
• 1985: wybór Źródło
• 1995: Gotowość do zmartwychwstania

Źródło: Wikipedia


 Czytając wiersze Małgorzaty Hillar z tomiku Źródło (wybór autorki-kompilacja jej najlepszych wierszy), poczułam się jakbym wróciła do dzieciństwa. Taka jest właśnie atmosfera tych wierszy.  Barwne opisy widoku zza okna, piękne opisy przyrody, jakie pamiętam z dzieciństwa.Liryki o miłości i śmierci, piękne i smutne jednocześnie. Proste i krótkie, takie są najlepsze. Minimum słów, maksimum treści.

    Utwór napisany w latach 60, a słowa jakby z naszych czasów, wiersz:

     My z drugiej połowy XX wieku
                                                    
My z drugiej połowy XX wieku rozbijający atomy zdobywcy księżyca wstydzimy się miękkich gestów czułych spojrzeń ciepłych uśmiechów 

Kiedy cierpimy 

wykrzywiamy lekceważąco wargi 

Kiedy przychodzi miłość 

wzruszamy pogardliwie ramionami 

Silni cyniczni 

z ironicznie zmrużonymi oczami 

Dopiero późną nocą 

przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce umieramy z miłości


    To o nas- ludziach z pierwszej połowy XXI wieku. Odkrywamy kosmos, leki na raka, budujemy statki kosmiczne, a wstydzimy się czułych gestów, uśmiechu, po prostu miłości. Wszystko jest ważniejsze od niej: kariera, pieniądze, podróże. A później zostaje samotność i   pustka.

       Wiele jest wierszy o miłości, o miłości niespełnionej, młodzieńczej, zakończonej samobójczą śmiercią ukochanego. Wspomnienia pocałunków, kwiatów, które dostawała od ukochanego, codziennych spraw.
          Motywem przewodnim- klamrą spajającą  tomik jest żółty słonecznik. Piękne i mądre są to wiersze, szkoda, że coraz rzadziej czytane. Polecam Maa
Moja ocena 10

09 kwietnia, 2013

"Dwa Oddechy Samotności..." - Krzysztof Kotowski

Autor:Krzysztof Kotowski
Tytuł: Dwa Oddechy Samotności
Wydawnictwo: Pomerium Cat Book, Warszawa 2011.
Okładka twarda ,stron  64


Z okładki
DWA ODDECHY SAMOTNOŚCI – dla niektórych Czytelników być może kompletnie zaskakująca poetycka wypowiedź „autora-kryminalisty”, nie jest podporządkowana żadnej idei czy gatunkowemu celowi. To opowieść o zupełnie innym świecie niż ten z dotychczasowych jego książek, napisana innym językiem, zmierzająca w kompletnie innym kierunku. Autor w swoich rozważaniach często sięga, po od lat ulubionych twórców – cytując ich, parafrazując, „rozmawiając” z nimi, pytając o rzeczy małe i większe. Pojawiają się tu cienie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Jana Twardowskiego, Haliny Poświatowskiej, Williama Butlera Yeats’a, Sylvii Plath, Blaise`a Cendrarsa, a także dramatopisarzy jak Alejandro Casona, czy współczesnych poetów rockowych jak Krzysztof Grabowski, Adam Nowak czy nawet Jim Morrison.

Dwa Oddechy Samotności – tomik poetycki autora thrillerów politycznych, to perełka wśród jego książek. Z piękną okładką i grafikami pośród wierszy- delikatnych, poruszających i pięknych. Czytałam te wiersze jeszcze przed oficjalną premierą, ponieważ autor był na wieczorze autorskim w naszym mieście i tam kupiłam tomik. Dawno się tak nie wzruszyłam ,chyba ostatnio przy Świrszczyńskiej. Kotowski mówił, że bał się wydać tomik, bo kto czyta teraz wiersze? No i przecież to całkowite odsłonięcie swojej duszy, pokazanie, że jest się wrażliwym.
 Co do osoby Kotowskiego, to bardzo inteligentny, pełen wiedzy i erudycji pisarz. I bardzo wrażliwy. Czytał nam swoje wiersze. Jeden z moich ulubionych:
                                        URODZINY
                  Powiedz czy ty też…
                 Raz w roku głupiejesz
                Tego dnia
                Co cię starość dopada pazurami

            Na kilka godzin…czasem więcej?

               Jutro znowu młody przecież się obudzę
               Biegać umiał będę po ogrodzie
              Życie znowu zajadać zacznę głośno
              I bezwstydnie…
        
             Nie wiem ile wolno mi pamiętać.
             A do ciebie…
            Też nikt nie zadzwonił dzisiaj?
    8 sierpnia

Kotowski powieściopisarz i Kotowski poeta- dwie sprzeczności? Niekoniecznie. Już w Serwalu pokazał próbkę swojego talentu. Są tam świetne,mroczne wiersze.  
                                                                Polecam  Maa
Moja ocena 9