06 kwietnia, 2026

"Projekt Hail Mary" Andy Weir

AUTOR:  Andy Weir

TYTUŁ: Projekt Hail Mary

TŁUMACZENIE: z angielskiego Radosław Madejski

WYDAWNICTWO: Akurat, Warszawa 2021

OKŁADKA: miękka, stron 512.


Z portalu: "Lubimy czytać"

Samotny astronauta musi uratować Ziemię przed katastrofą.

Z załogi, która wyruszyła na straceńczą misję ostatniej szansy, przeżył jedynie Ryland Grace. Teraz od niego zależy, czy ludzkość przetrwa.

Tylko że on na razie nie ma o tym pojęcia. Z początku nawet nie pamięta, kim jest, więc skąd ma wiedzieć, czego się podjął i jak ma tego dokonać?

Na razie wie tylko tyle, że przez bardzo długi czas był pogrążony w śpiączce. A po przebudzeniu znalazł się niewyobrażalnie daleko od domu. Całkiem sam, jeśli nie liczyć ciał zmarłych towarzyszy.

Czas płynie nieubłaganie, a oddalony o lata świetlne od innych ludzi Grace jest zdany wyłącznie na siebie.

Ale czy na pewno?

Ten post to aktualizacja z 21 lipca 2021 roku, kiedy dodałam recenzję książki, a gdy doczekaliśmy się filmu, to należy dodać kilka słów.

    Nigdy nie czytam opisów z tyłu, tylko ogólne informacje. Nie chcę  wiedzieć, co dzieje się w książce. I z tą było podobnie. Dowiedziałam się tylko, że  powieść napisał autor "Marsjanina"(obejrzałam tylko film). Więcej rekomendacji nie potrzebowałam. Science fiction to nie jest mój ulubiony gatunek w czytaniu, za to nr 1 w oglądaniu filmów i seriali. (aktualizacja po 5 latach, już jest jednym z moich ulubionych gatunków książek).

     Wciągnęłam się od pierwszych słów, nie mogłam przerwać, wspaniale się to czytało. Trzymająca w napięciu akcja, różne wątki, mnóstwo fizyki, która nie jest moją ulubioną dziedziną, a jednak czytało się o tym z wielkim zainteresowaniem. Czuło się autentyczność opisów mnóstwa zjawisk. Widać także ogrom pracy autora włożony w napisanie tej fantastycznej książki. Ona dała mi nadzieję, że polubię ten gatunek powieści. Mam zamiar przeczytać "Marsjanina". Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

      Bohaterzy są bardzo ciekawi, wielowymiarowi. Jest ich naprawdę niewielu, ale świetnie sportretowani i zabawni.  Głównych bohaterów bardzo się lubi, mimo ich słabości czy niedociągnięć. Język powieści jest  płynny i dopracowany. Poczucie humoru nie jest nachalne.

    Mam nadzieję, że  ekranizacja, której główną rolę  ma  zagrać Ryan Gosling dojdzie do skutku, bo doskonale się do tego nadaje. Skoro dało się zrobić film o jednym człowieku na Marsie, to czemu by tu nie spróbować? 

      Z całego serca polecam tę książkę, bo czyta się ją jednym tchem. Dużo też mówi o kondycji naszego świata, o katastrofie jaką sprowadzamy na Ziemię naszym egoizmem. 

                                                                                                                 Maa

Moja ocena 10

Dziękujemy wydawnictwu AKURAT za możliwość przeczytania rewelacyjnej  powieści.


6 kwietnia 2026 rok.

Długo im zeszło z tym filmem, ale wreszcie jest i warto iść do kina. Jest mnóstwo  wzruszeń, bo  główne przesłanie książki to przyjaźń i poświęcenie. Jest też mnóstwo głupotek i najważniejsze rzeczy dotyczące fabuły są potraktowane po macoszemu. Osoba, która nie przeczytała książki wiele nie zrozumie. Przeczytajcie książkę, idźcie do kina.







"Kora i inne zwierzęta" Kamil Sipowicz

 AUTOR: Kamil Sipowicz

TYTUŁ: Kora i inne zwierzęta

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 408.


Z okładki:

Hołd dla życia, dla zwierzęcej mądrości i miłości, dla natury, a także dla samej Kory – piosenkarki, która zmieniła polską muzykę

Niezwykła książka artysty, filozofa, poety i buntownika, a zarazem czułego i przenikliwego obserwatora świata zwierząt. W krótkich, pełnych humoru opowieściach przedstawia relacje z braćmi mniejszymi, ukazując szczerą więź, jaka łączyła jego i Korę z czworonożnymi towarzyszami.

Pojawiają się tu psy, koty, węże, lamy, ale i mniej tuzinkowi mieszkańcy Roztocza – krainy łączącej Wyżynę Lubelską z Podolem, gdzie Kora i Kamil żyli w harmonii z naturą. W ich domu na wzgórzu zwierzęta były integralną częścią codzienności. Ramona, Mila, Bobo, Rudzik, Kuki, Pikuś i Pipi – każde z nich ma swoją historię i osobowość. I każde kocha bezwarunkowo, uczy empatii i jest źródłem radości. 

Zabawne, wzruszające, nostalgiczne, a czasem bolesne opowieści przenoszą w czasie i przestrzeni: do czasów młodości, do egzotycznych podróży do Brazylii, Meksyku i na Kretę, ale przede wszystkim do świata, w którym człowiek i zwierzę żyją w głębokim porozumieniu.


To będzie bardzo trudny i bardzo osobisty post. Muzyki Maanamu słuchałam już w liceum, byłam też na ich koncercie. Dwie płyty są mi szczególnie bliskie, dlatego gdy dostałam propozycję recenzji książki „Kora i inne zwierzęta”, bardzo się ucieszyłam. Chciałam dać Kamilowi Sipowiczowi szansę – liczyłam, że go polubię i dowiem się interesujących faktów z ich wspólnego życia. Kocham biografie, dzienniki i pamiętniki.


Niestety, po lekturze moja opinia o autorze nie uległa zmianie. Dlaczego tak uważam? Sama mam osiem zwierząt – cztery psy i cztery koty. Wszystkie to „bezdomniaki”, niektóre chore, wszystkie po przejściach. Od dziecka jestem przewrażliwiona na punkcie krzywdy zwierząt. Gdy zaczęłam czytać o losach pupili Kory i Sipowicza, włos zjeżył mi się na głowie.


Autor opisuje śmierć ich kota perskiego w sposób beznamiętny, wręcz kpiący, jakby próbował być zabawny. Podczas wizyty na wsi właściciele wypuszczali kota samopas, a ten – co nietrudno było przewidzieć – zabijał drób. Nic sobie z tego nie robili, aż w końcu mieszkańcy wsi zabili zwierzę. Podsumowanie „miłośnika zwierząt”: chłop żywemu nie przepuści. Żadnego żalu, żadnej samokrytyki. Po tym fragmencie zupełnie zniechęciłam się do książki. Kolejna sytuacja to wypuszczanie kota syjamskiego w Warszawie. Efekt? Zwierzę zginęło i nigdy się nie odnalazło. Kora bardzo to odchorowała. Czy wolność kota naprawdę jest ważniejsza niż jego życie? Czy nie należy uczyć się na błędach?


Kamil Sipowicz opisuje miłość i ból Kory po utracie zwierząt, ale u niego samego tego nie dostrzegam. Odnoszę wrażenie, jakby stał gdzieś obok. Kora dbała o nie, leczyła je, przygarnęła nawet bezdomne psy na Roztoczu, ale co z tego, skoro zwierzęta puszczano samopas? Moim zdaniem nie można tego nazwać odpowiedzialnością za naszych braci mniejszych.


Z drugiej strony, opowieści o podróżach w egzotyczne regiony świata są bardzo ciekawe.
Z obserwacji autora można się sporo dowiedzieć. Interesujące są zwłaszcza spostrzeżenia o tym, jak cywilizacja zmienia dziewicze niegdyś tereny i rujnuje przyrodę dla zysku.


Na uwagę zasługuje również szata graficzna. Książka zawiera mnóstwo zdjęć wkomponowanych w rysunki autorstwa Anny Pol. Wydawnictwo Marginesy jak zawsze dopracowało edytorską stronę publikacji do perfekcji. Rozdziały są krótkie, zazwyczaj jedno- lub dwustronicowe, dzięki czemu autobiografię czyta się bardzo szybko.
Choć bardzo cenię wydawnictwo Marginesy za ich staranność i pasję do pięknych książek, tym razem treść wzbudziła we mnie zbyt duży opór moralny, bym mogła przejść obok niej obojętnie. Jako wieloletnia opiekunka skrzywdzonych psów i kotów, po prostu nie potrafię ocenić tej pozycji inaczej. Moje sumienie nie pozwala mi przemilczeć braku odpowiedzialności za „braci mniejszych”, nawet jeśli dotyczy to tak barwnych i kultowych postaci. To z pewnością ważna lektura dla wiernych fanów Kory, ale dla mnie – przez pryzmat losu zwierząt – pozostaje historią bardzo gorzką.
                                                                                                                   Maa

Moja ocena 5

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania książki.




03 kwietnia, 2026

"Bell Wood Quarry" Bartłomiej Ludwisiak

AUTOR: Bartłomiej Ludwisiak

TYTUŁ: Bellwood Quarry

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.

OKŁADKA: miękka ze skrzydełkami, stron: 424.


Z okładki:

Tajna operacja pogrzebana pod warstwami kłamstw.
Jeden człowiek gotowy dokopać się do prawdy.

Były policjant Carter Williams odsiedział ponad siedem lat w więzieniu Las Cruces w Acapulco za zbrodnię, której nie popełnił. Gdy podczas zamieszek wywołanych przez gangi udaje mu się uciec, natychmiast wraca w rodzinne strony.
Tam jednak nic nie jest już takie jak dawniej. Dom w pobliżu kamieniołomu Bellwood Quarry przeraża pustką, a najbliżsi Cartera nie żyją. Kierowany żądzą zemsty, Williams próbuje odtworzyć ciąg tragicznych wydarzeń, które odebrały mu wszystko.

Wskazówki pozostawione przez ojca prowadzą go na trop tajnej operacji, w którą zamieszani są wpływowi ludzie, potężne organizacje, a nawet płatni zabójcy. Z każdym kolejnym krokiem zbliża się do prawdy, a tym samym coraz głębiej zanurza się w świat pełen przemocy, zdrady i skorumpowanej władzy.

Ta misja może kosztować go życie, ale stawka jest znacznie wyższa.

Od decyzji jednego człowieka zależą losy całego kraju.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Bartłomieja Ludwisiaka, autora takich tytułów jak Gdański smak whiskeyZapomniana gwiazda Afryki czy Zachód słońca nad klifem. Książka, po którą sięgnęłam, została wydana po raz pierwszy w 2023 roku przez  wydawnictwo BookEdit i muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Pochłonęłam ją błyskawicznie, wręcz nie mogłam się od niej oderwać! Dzieje się tu tyle, że powieść wymaga sporego skupienia, by nie pogubić się w tych wszystkich ciekawych wątkach. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała powieść rasowego, amerykańskiego pisarza. Jednym słowem – bardzo mi się podobała. Pod koniec liczyłam nawet na zapowiedź drugiego tomu i poczułam lekki zawód, że to już koniec tej historii.




Bartłomiej Ludwisiak ma tę niezwykłą lekkość pióra i wciągający styl, który trzyma w napięciu od pierwszych stron. Autor stworzył znakomitą intrygę i widać, że musiał zrobić solidny rekonesans, aby cała historia brzmiała tak wiarygodnie. Te wszystkie amerykańskie zwyczaje, opisy miast, wsi i ludzi – żeby oddać to w taki sposób, trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak realistycznie udało mu się to wszystko oddać.


Co mi się nie podobało? Bardzo lubię rozwinięcie postaci i ich życie wewnętrzne, ale tutaj niestety autor przedobrzył. Carter Williams (były policjant) zdecydowanie za dużo wspomina – te retrospekcje ciągną się w nieskończoność i bywają nużące, bo niewiele wnoszą do akcji. Sam Carter często mnie irytował; momentami zachowywał się jak „dziecko we mgle”. Nie będę spojlerować, ale niektóre jego decyzje były po prostu szczeniackie, jak u nastolatka, a nie u dojrzałego mężczyzny. Przydałoby mu się więcej skaz na charakterze, byłby wtedy ciekawszy.
Zdecydowanie wolę inne postacie. Rodzice bohatera wypadli świetnie, a Jack szczególnie przypadł mi do gustu. Szkoda też, że autor poskąpił nam scen ze „złolami” tego świata – skoro potrafi ich tak genialnie opisać, powinno być ich w tej historii znacznie więcej.
Podsumowując: książka bardzo mi się podobała i przeczytałam ją rekordowo szybko. Bohaterowie (poza pewnymi zachowaniami Cartera) są ciekawie sportretowani, z dużą głębią psychologiczną. Choć zabrakło mi nieco więcej akcji kosztem opisów, to całość oceniam wysoko.


Polecam

                                                                                                                     Maa

Moja ocena 8

Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania książki.




18 marca, 2026

"Emily ze Srebrnego Nowiu" Lucy Maud Montgomery

AUTOR:  Lucy Maud Montgomery

TYTUŁEmily ze Srebrnego Nowiu

CYKL: Emily ze Srebrnego Nowiu, tom 1

TŁUMACZENIE z języka angielskiego: Anna Bańkowska

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: twarda, stron: 416.


Z okładki:

Po śmierci ojca dziesięcioletnia Emily trafia do Srebrnego Nowiu, domu rodziny zmarłej matki. Surowa ciotka Elizabeth, ciepła Laura i wujek Jimmy, poeta o wielkim sercu, tworzą świat pełen sprzecznych reguł, do których wrażliwa i obdarzona bujną wyobraźnią dziewczynka musi się przystosować. Samotność, niezrozumienie i szkolne rozczarowania Emily łagodzi nieodparty przymus pisania — listów, wierszy i pierwszych opowiadań — oraz przyjaźnie, które uczą ją zaufania i odwagi.

Osią powieści staje się tajemnica zniknięcia matki Ilse, historii przemilczanej przez dorosłych i obciążonej społecznym osądem. Emily, niegodząca się na łatwe odpowiedzi, próbuje odkryć prawdę, ucząc się przy tym empatii i samodzielnego myślenia. To właśnie w cyklu o Emily L.M. Montgomery zawarła najwięcej wątków autobiograficznych, tworząc poruszającą opowieść o artystycznym dojrzewaniu i odnajdywaniu własnego głosu. Klasyka literatury dziecięcej i młodzieżowej, napisana przez autorkę serii o Anne Shirley, ukazuje się w nowym przekładzie Anny Bańkowskiej — tłumaczki, której nowy przekład cyklu o Anne Shirley zachwycił czytelników.


Do moich rąk dotarła pięknie wydana powieść Lucy Maud Montgomery w nowym tłumaczeniu. To moje pierwsze spotkanie z Emilką, dlatego nie potrafię ocenić, czy przekład Anny Bańkowskiej jest lepszy od starszego, autorstwa Marii Rafałowicz-Radwanowej. Wiem jednak na pewno – bo taka była idea tłumaczki – że jest on najbliższy oryginałowi i współczesnej polszczyźnie. Bardzo lubię te tłumaczenia; czuć w nich artyzm i ogromną wiedzę o autorce. A podobno jest to najbardziej autobiograficzna powieść w jej karierze.


Bardzo podoba mi się złożoność postaci, ich różnorodne charaktery, ciekawa fabuła i głębia psychologiczna. Emilka bardzo różni się od Ani z Zielonego Wzgórza. Wydawało mi się, że to Ania jest zbuntowana, odważna i mówi, co myśli, ale to dlatego, że nie znałam jeszcze Emilki. To ona stała się moją bohaterką, chciałabym być taka jak ona. Trzeba przyznać, że krew Murrayów mocno daje u niej o sobie znać.

Wzruszyła mnie do łez scena odchodzenia ojca i w ogóle ich relacja – poczułam, jakby to było o mnie. To właściwie był dla mnie najważniejszy moment książki. Znajdziemy tu także dużo humoru, opisy przyrody (których współcześni czytelnicy  nie lubią) i mnóstwo ciekawych scen z ciotką Elżbietą. Przejście z luźnego, nowoczesnego wychowania u ojca, bez ograniczeń i sztywnych zasad, do purytańskiego domu krewnych było dla dziewczynki szokiem. Musiała się dostosować, co nie zawsze jej wychodziło. Kocham tę bohaterkę.

Nie przeszkadza mi staromodny styl książki, wręcz go pragnę, bo przypomina mi dzieciństwo i stare lektury.

To przepiękne wydanie w twardej oprawie, graficznie spójne z Anne z Zielonych Szczytów, z zakładką wstążkową. Uwielbiam takie książki od wydawnictwa Marginesy. Serdecznie polecam to nowe wydanie – fani autorki na pewno docenią ten przekład.

                                                                                                                            
                                                                                                                                    Maa

Moja ocena 10.

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania tak wzruszającej książki.



10 marca, 2026

"Ludzie Karceru" Grzegorz Juszczak

AUTOR: Grzegorz Juszczak

TYTUŁ: Ludzie Karceru

CYKL: Karcer, tom 2

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.

OKŁADKA: okładka miękka, stron: 356.


Z okładki:

Świat po upadku nie zna litości

Kontynuacja historii z brutalnego świata spustoszonego przez wojnę atomową.

Karcer upadł. Niedobitki, którym udało się zbiec, próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie jest to łatwe. Każddzień stanowi walkę o przetrwanie, zwłaszcza że menelsi – zmutowane istoty dotknięte promieniowaniem – rozprzestrzenili się niczym zaraza. Znalezienie bezpiecznego schronienia wydaje się niedoścignionym marzeniem.

W Port Washington, który pod rządami najeźdźcy przekształciło się w złudnie uporządkowaną społeczność, byli mieszkańcy Karceru przechodzą przez prawdziwe piekło. Krąg – kasta duchownych zarządzających tym miejscem – nie dba o ich wygodę. Więźniowie są skazani na brutalne tortury, głód i poniżenie.

Odbicie ich z tego miejsca stanowiłoby próbę samobójczą.
Ale nikt nie jest tak zdesperowany i tak zdeterminowany jak „Ludzie Karceru”.


Nawet nie wiecie, jak czekałam na tę książkę! Zaangażowałam się w ten świat i jego bohaterów tak mocno, że drugi tom był dla mnie pozycją obowiązkową. Teoretycznie można go przeczytać bez znajomości jedynki, ale to wielka strata dla zrozumienia tego uniwersum. Pokochałam te postacie i płakałam, gdy ginęły – a w pierwszym tomie autor ich nie oszczędzał. W kontynuacji trup ściele się rzadziej, może dlatego, że większość została już wymordowana wcześniej. Za to sceny seksu i gwałtu są opisane bardzo dobitnie, stąd oznaczenie 18+. Nie brakuje też czarnego, ostrego humoru, który jest znakiem rozpoznawczym tej serii.

Warsztat pisarski Grzegorza wyraźnie ewoluował, a głowa wciąż paruje mu od pomysłów. Mam tylko jeden zarzut: dlaczego to jest takie krótkie?! Pod koniec celowo zwalniałam tempo czytania, żeby jak najdłużej zostać w tym świecie, ale finał był nieunikniony. Teraz znów zostaje czekanie. Myślę, że domknięcie trylogii będzie dla autora największym wyzwaniem. Musi utrzymać wysoki poziom, zaskoczyć fabułą i sensownie pozamykać wszystkie wątki. Czy doczekamy się happy endu? Patrząc na to, jak Grzegorz nas traktuje – wątpię.


Autor znów potrafił zaskoczyć. Serce tej książki to relacje – ludzie Karceru nigdy się nie poddają, kierując się zasadą „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Wierność, miłość i poświęcenie to wartości, których w dzisiejszych czasach brakuje, a tutaj są fundamentem. Nawet w Port Washington, miejscu kaźni, zdarzały się ludzkie odruchy, choć rzadko. Autor świetnie zilustrował, jak ślepe podążanie za religijnymi liderami zmienia się w totalitaryzm, a piękne ideały w piekło na ziemi.

Fabuła rozdziela bohaterów na cztery grupy: Mati trafia do Port Washington, część zostaje w posiadłości, inni szukają nowego miejsca do życia, a czwarta grupa – z moim ulubionym Kojotem – rusza prosić o pomoc inne społeczności. Nie wiem, czemu Kojota od początku wyobrażałam sobie całkiem inaczej niż autor opisał. Mój Kojot jest bardzo chudy, wręcz wysuszony, ale ma długie, zawsze tłuste blond włosy. Grzesiu, w mojej wyobraźni musi mieć włosy.


Okładka jest świetna i znakomicie współgra z pierwszym tomem. 
Polecam obie książki z całego serca. Czekam na finał, a gdy wyjdzie trzecia część, na pewno przeczytam całość jeszcze raz od deski do deski. Uwielbiam tych bohaterów – zarówno tych dobrych, jak i „złoli”. A nazwa „menelsi”? To jest czyste złoto!
                                                                                                        Maa

Moja ocena 10


Dziękuję za cudowną podróż z powieścią i kubek, w którym piję pyszną kawę.


Zapraszam do przeczytania recenzji pierwszego tomu i wywiadu z pisarzem.

https://ksiazkinaszapasja.blogspot.com/2024/12/karcer-grzegorz-juszczak.html

https://ksiazkinaszapasja.blogspot.com/2025/01/wywiad-z-autorem-karcera-grzegorzem.html




 



23 lutego, 2026

"Cień Marsa" Radosław Prokopiuk

 

AUTOR: Radosław Prokopiuk

TYTUŁ: Cień Marsa

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron 414.

Z okładki: 

Ludzkość nie jest gotowa na podbój Marsa

Mars jest miejscem nieprzyjaznym dla ludzkiej egzystencji. Mimo to wszyscy marzą, by wreszcie pierwszy człowiek postawił na nim stopę…

A jeśli ktoś od dawna tam jest?

Tom Moore żyje w niewielkim habitacie na Czerwonej Planecie. Pogrążony w rutynie wypełnionej narzuconymi procedurami i ciszą, zmaga się z najdotkliwszym rodzajem samotności. Do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się statek.

Nowo przybyłej misji przyświecają jednak inne cele, niż można by przypuszczać. Jej uczestnicy mają za zadanie zatrzeć wszelkie ślady obecności ludzi na Marsie… a tym samym zlikwidować Toma. Nie wiedzą jeszcze, że są skazani na niepowodzenie – bowiem już wkrótce na Czerwonej Planecie zaczną dziać się rzeczy, których ludzki umysł nie jest w stanie pojąć.

I okaże się, że nikt, kto kiedykolwiek przybył na Marsa, nie może czuć się bezpieczny…




Mimo krytycznych głosów na Lubimy Czytać, mnie  ta książka przypadła do gustu. Nie znam się na kosmosie, to jeśli są tam jakieś bzdurki i nieścisłości, to ja ich nie widzę. Nie jest łatwo napisać kolejną książkę o Czerwonej Planecie, dlatego doceniam ten wysiłek jeszcze bardziej. Szczególnie, że jest to debiut Radosława Prokopiuka.



Bardzo polubiłam głównego bohatera - to introwertyk, który od ludzi chciał  uciec dosłownie na koniec świata (a uciekł dalej). Mars miał być jego azylem, ale to marzenie o samotności zostaje brutalnie przerwane przez przybycie kolejnej misji. Autor świetnie buduje napięcie, choć trochę brakuje mi rozbudowania psychologicznego postaci. Przybysze z Ziemi  nie przybyli, by pomóc. Jaki mają cel? Co ukrywają? Jak poradzi sobie bohater, który poświęcił życie dla badań nad Marsem? 






Autor świetnie oddaje duszny klimat bazy na obcej planecie. To trochę jak thriller zamknięty w czterech ścianach, gdzie nie wiadomo komu ufać, a ucieczka nie wchodzi w grę.

Mam nadzieję, że pan Radosław wyda kolejną książkę, którą chętnie przeczytam.

Polecam.
                                                                           Maa

Moja ocena 7


Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania debiutu zdolnego autora.