15 czerwca, 2026

"Alek" Marcin Starzec

AUTOR: Marcin Starzec

TYTUŁ: Alek

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r. 

OKŁADKA: miękka, stron: 172.


Z okładki:

Niezwykłe perypetie robota, który chciał mówić własnym głosem

Rodzina Wojtka nie różni się niczym od pozostałych na ich ulicy. Może poza jednym szczegółem – tata chłopca pracuje w fabryce sprzętów AGD, a po godzinach buduje… robota! Model i350 zna wszystkie języki i potrafi naśladować swoich rozmówców.

Gdy pewnego dnia niesforny kot przypadkiem go uruchamia, robot spotyka Wojtka. Chłopiec nazywa maszynę Alkiem i zupełnie niechcący wydaje mu pierwsze polecenie: musi znaleźć swój własny głos.

Alek wyrusza więc w podróż pełną niespodzianek i zabawnych przygód. Rozmawia z miejskimi gołębiami, wpada w tarapaty, zagląda tam, gdzie nie powinien… i powoli zaczyna rozumieć, że nie wszystko, co ważne, da się znaleźć w bazach danych.

Bo czasem to, czego potrzebujemy, jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć.



Choć regularnie i z wielką chęcią sięgam po literaturę dziecięcą, ta konkretna książka wyjątkowo mocno mnie zaskoczyła. Wywołała we mnie mnóstwo skrajnych emocji – od ogromnej sympatii do tytułowego bohatera, aż po irytację zachowaniem dorosłych. Zapraszam na moją recenzję książki „Alek” Marina Starca!
Moim wielkim zaskoczeniem było to, że jest to literatura dziecięca. Nie jest to jednak żadna wada, bo należy promować wartościową literaturę dziecięcą. A jest to książka, która daje czytelnikowi dużo do myślenia. Poznajemy robota, którego stworzył inżynier w wielkiej tajemnicy przed wszystkimi. Nie jest to jakiś bardzo zaawansowany robot jak T-1000, ale świetnie nadaje się, by służyć ludziom. Jednak pewne niedociągnięcia są. Na przykład takie, że robocik nie potrafi wysiedzieć w miejscu i ciągle wplątuje się w jakieś dziwaczne przygody. Jego system prawdopodobnie ma coś, co pozwala mu myśleć niestandardowo, a to niesie za sobą problemy.


Książka podobała mi się z wyjątkiem jednego aspektu – używanie jednej formy nazywania bohatera: pan Adam, pani Lucyna. Nasz język jest bardzo bogaty w przeróżne synonimy, których można by użyć, pisząc o Adamie (konstruktor, tata Wojtka, inżynier, wynalazca, mąż). Pan Adam brzmi sztucznie i zbyt formalnie, tak samo jak nazywanie małej dziewczynki, siostry Wojtka, zawsze wyłącznie „Anną”

Wiem, że jest to książka dla dzieci, ale postacie są płaskie, bez głębi psychologicznej. A nauczyciele zostali przedstawieni stereotypowo. Czy każda dyrektorka musi mieć koka, garsonkę i grube szkła w okularach? Szkoła się trochę zmieniła.
Nie wiemy, ile dzieci mają lat, właściwie nic o nich nie wiemy. Pana Adama autor tak napisał, że nie znoszę go od samego początku. Jest zimny, nieczuły, zasadniczy, w gruncie rzeczy mało interesuje się swoim wynalazkiem i rodziną. Nie znoszę faceta. Dzieci za to angażują się bardzo i są sympatyczne.


Za to Alka polubiłam od pierwszych stron książki. To wspaniała maszyna, która przejawia ludzkie odruchy bardziej niż niejeden człowiek. Autor sprytnie wplótł wartości, którymi powinien kierować się każdy człowiek. Mam nadzieję, że dzieci to zrozumieją. Za ten element należy się duży plus. Bardzo spodobał mi się zły robot, który wystąpił na końcu książki – antagonista Alka. Niestety jego rola była bardzo krótka, a mogłoby wiele się wydarzyć, gdyby autor pociągnął dłużej ten wątek.
Uważam, że warto przeczytać tę książkę w każdym wieku. Jest odpowiednia dla dzieci i dorosłych. Daje sporo do myślenia, a dla mnie to najważniejsza cecha książki.
Moja ocena 6
Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.
Wpis powstał w ramach współpracy reklamowej (barterowej) z Wydawnictwem Novae Res.


                                                                         

     



 


09 czerwca, 2026

"Król tanga" Sylwia Trojanowska

AUTOR: Sylwia Trojanowska

TYTUŁ: Król tanga

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 336.


Z okładki:

Poruszająca, oparta na faktach opowieść o talencie, który wynosi człowieka wysoko, wielkiej samotności i miłości silniejszej niż śmierć.

Kiedy Tadeusz Miller przyjechał do Szczecina, był jednym z wielu, którzy na Ziemiach Zachodnich szukali nowego początku. Zwyczajny człowiek z niezwyczajnym talentem. Marzył o scenie i o tym, by jego głos coś znaczył. Ale był rok 1946. Wtedy marzenia ustępowały miejsca codziennej walce o chleb, o dach nad głową, i wytchnieniu od wojennych wspomnień.

Jednak dzięki zdolnościom wokalnym, uporowi i odrobinie szczęścia Tadeusz Miller stał się gwiazdą radia i zaczął śpiewać dla tysięcy ludzi. Zyskał przydomek króla tanga. W tym wszystkim wspierała go największa miłość jego życia – żona Luna. To ona dodawała mu odwagi, gdy tracił wiarę. To ona stała za nim murem w chwilach próby. Tadeusz Miller zdobywał kolejne szczyty. Audycje, płyty, koncerty…

Wtedy jednak los postanowił odwrócić kartę.



Jeżeli szukacie literatury, która w genialny sposób łączy prawdziwą historię, powojenne realia Ziem Odzyskanych i ogromne emocje, koniecznie musicie sięgnąć po nowość od Wydawnictwa MarginesyKról tanga autorstwa Sylwii Trojanowskiej. Oto dlaczego ta opowieść o Tadeuszu Millerze tak bardzo mnie zachwyciła.



Bardzo czekałam na kolejną książkę szczecińskiej pisarki Sylwii Trojanowskiej. To już jej osiemnasta powieść, więc sporo mam do nadrobienia. Kupiłam jej książki do mojej biblioteki i one ciągle są wypożyczane, co wiele mówi o talencie pisarskim Sylwii.
Akcja powieści toczy się od 1946 roku w Szczecinie, dzięki czemu możemy sporo dowiedzieć się o powojennym życiu mieszkańców. Bardzo ciekawą i nieczęsto poruszaną kwestią jest napływ ludzi z całej Polski oraz  wysiedlanie Niemców. Mieszkałam na Pomorzu Zachodnim przez dziesięć lat i tam ciągle się o tym mówiło. W książce dostajemy także szczątkowe informacje o tym, co działo się z bohaterami w czasie wojny. Na końcu autorka zamieściła notę biograficzną o Tadeuszu Millerze, która idealnie dopełnia całą historię. Dostaliśmy także sporo zdjęć, co nie jest takie oczywiste, patrząc, w jakich czasach dzieje się akcja. (Tadeusz był fotografem).
To piękna książka – jak zwykle płakałam podczas lektury, aż ściskało mnie w dołku. Sylwia doskonale wie, jak wzbudzić emocje u czytelnika. Życie Tadeusza i Luny pokazuje, że istnieje prawdziwa miłość do końca życia, jakie by ono nie było. Talent, upór, wytrwałość, wiara w drugiego człowieka, miłość i przyjaźń doprowadziły do tego, że Tadeusz robił to, co kochał. Bez Luny by mu się to jednak nie udało. Płakałam na końcu, bo inaczej po prostu się nie da. Ta opowieść została ze mną i zostanie na długo.

Tadeusz był niezwykle uzdolnionym artystą i wybitnym śpiewakiem, który potrafił czarować głosem, jednocześnie sam akompaniując sobie na pianinie. Nie bez powodu zresztą porównywano go do samego Mieczysława Fogga. Miał w sobie ten sam niesamowity magnetyzm i elegancję, które potrafiły poruszyć najczulsze struny w sercach słuchaczy.

Bardzo się cieszę, że tak wspaniały artysta nie został zapomniany. Dzięki książce oraz wystawianej sztuce, do której scenariusz napisała Sylwia, pamięć o nim dotrze do szerszego grona. Zasługuje na to jak nikt inny.
Autorka wspomniała, że to najbardziej osobista książka ze wszystkich, jakie napisała. Poznała rodzinę Tadeusza, jego znajomych, ale przede wszystkim jego syna. To musiało być niesamowite uczucie dla obojga.
Sylwia Trojanowska nie boi się trudnych tematów. Wyszukuje osoby z dawnych czasów, które mieszkały w jej ukochanym województwie, i snuje opowieści pełne wzruszeń oraz głębokich emocji.
Dziękuję Ci, Sylwio, za Twe piękne książki!

Maa
Moja ocena: 10
Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za cudowną podróż do Szczecina.



19 maja, 2026

"Frivola Puella" Hector Kung

AUTOR: Hector Kung

TYTUŁ: Frivola Puella

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.

OKŁADKA: miękka, ze skrzydełkami, stron 338.


Z okładki:

Niektórzy ludzie dla pieniędzy poświęcą wszystko

Thomas Kraft, wrażliwy introwertyk rozczarowany życiem, marzy o tym, by raz na zawsze odciąć się od społeczeństwa. Powoli gromadzi środki, które mają mu pozwolić wyrwać się z rozpędzonej machiny kapitalizmu i stać się całkowicie niezależnym.

Jego plan zaczyna się jednak trząść w posadach, gdy ktoś włamuje się do jego domu, szukając czegoś, czego Thomas… nigdy nie posiadał. Zdewastowane wnętrza i późniejszy atak na jego życie dowodzą, że sprawa jest poważna.

Kraft nie ma pojęcia, czym jest Frywolna Dziewczyna, której pragnie włamywacz, ani dlaczego – jego zdaniem – miałaby należeć właśnie do niego. Wie tylko jedno: są ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, by ją zdobyć.
A on znalazł się na ich celowniku.


Lubię odkrywać nowych pisarzy, zwłaszcza takich, którzy potrafią zaskoczyć głębokim podejściem do człowieka. 

Hector Kung to pisarz, o którym niewiele wiemy. Pisze pod pseudonimem artystycznym i wydał takie książki jak Agatha Syndrome, La Polonaise, Anubis, Więzień sumienia oraz Hereditas.


To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i uważam je za bardzo udane. Książkę czyta się błyskawicznie, bo od razu chce się wiedzieć, co będzie dalej. Pisarz dogłębnie prześwietla swoje postaci – pod względem psychologicznym są świetnie napisane. Polubiłam Thomasa Krafta i innych bohaterów. Książka pokazuje, że nawet wbrew sobie można odzyskać wiarę w lepsze jutro. Nawet wtedy, gdy wszystko wokół się wali i zostajemy z niczym. Można całe życie udawać kogoś innego i być znakomitym aktorem, a wystarczy mała iskra, by stracić maskę.



Główny bohater to postać skomplikowana. Kiedyś mocno zraniony, stał się cynikiem nastawionym wyłącznie na zarabianie dużych pieniędzy. Jedyna osoba, którą darzył przyjaźnią, zostaje mu odebrana. Jednak wszystko zmienia się dopiero przez pewną transakcję… Całe jego życie.



U Hectora Kunga znajdziemy sporo filozoficznych przemyśleń i analiz ludzkiej natury. Z drugiej strony nie brakuje tu brutalności, śmierci i zniszczenia. A co czeka nas na końcu? Sprawiedliwość. Co prawda domyślałam się zakończenia, ale to wcale nie przeszkadzało mi wciągnąć się w historię. Podoba mi się także styl pisania autora, widać, że umie to robić.

To bardzo dobra opowieść. Może pojawia się tu zbyt wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności, które sprzyjały głównemu bohaterowi (jak u Jo Nesbo)– autor mógł to bardziej skomplikować – ale i tak książka sprawiła mi wiele radości.

Polecam

                                                                                         Maa

Moja ocena 8

Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania książki.





 

 

15 maja, 2026

"Sen na grzbiecie żółwia" Paweł Nosa

Sen na grzbiecie żółwia
AUTOR: Paweł Nosa

TYTUŁ: Sen na grzbiecie żółwia

WYDAWNICTWO: Wydawca niezależny, Płock 2025 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 135.


Z portalu "Lubimy Czytać":

Czy można urodzić się za wcześnie na bycie szczęśliwą?
Zuzia urodziła się jako wcześniak. Jej pierwsze wspomnienia nie wiążą się z zapachem matki, lecz samotnością. Wydaje się, że właśnie ta samotność naznacza całe jej późniejsze życie, będąc cichym przekonaniem, że jest istotą niedoskonałą, niedokończoną i naznaczoną błędem pośpiechu narodzin. Jednak gdy życie Zuzi osiągnie punkt krytyczny, a ciężar samotności stanie się nie do zniesienia, rzeczywistość ustąpi miejsca czemuś potężnemu i niewytłumaczalnemu…
Spotkanie, które zmieni przeznaczenie. W głębokim mroku nocy pojawi się olbrzymi, pradawny Żółw, który zabierze Zuzię w emocjonalną podróż po krainie jej lęków i pragnień.
„Sen na grzbiecie żółwia” to nie tylko literatura, lecz zmysłowe i poetyckie doświadczenie, które rzuca wyzwanie Twoim przekonaniom o ludzkiej wrażliwości. Odkryj prawdę, która drzemie pod skorupą codzienności, a być może przekonasz się, że każdy z nas jest wyjątkowy!
Zaryzykujesz tę podróż? Twoja przemiana zacznie się od pierwszej strony.

 Powyższy opis zapowiada historię, która dla wielu może być po prostu piękną, oniryczną opowieścią. Dla mnie stała się jednak czymś większym – bolesnym, ale i oczyszczającym powrotem do własnej przeszłości. Czasem okładka i intuicja wystarczą, by odnaleźć książkę, która poruszy najgłębiej skrywane struny w duszy. Zapraszam Was do przeczytania recenzji, w której po raz pierwszy piszę o sobie aż tak szczerze.

Zobaczyłam okładkę tej książki na Instagramie i nie musiałam wiedzieć nic więcej. Ona mnie wołała. Bez czytania zapowiedzi wiedziałam, że będzie mi się podobała, choć do samego końca nie wiedziałam, o czym dokładnie jest. Jestem bardzo czuła na sztukę i po prostu zakochałam się w tej kresce. Wzięłam udział w rozdaniu, które ogłosiła Justyna z konta „Czytamy i oceniamy”. Autor pośród wielu chętnych wybrał właśnie mnie. Nie powiem, byłam bardzo dumna. Tą opowieścią trafił prosto w moje serce i duszę.


Minął już jakiś czas od lektury, a ja dalej całą sobą przeżywam tę historię. Tu nawet nie chodzi o samą treść, ale o głębię, która przenika do szpiku kości. Przez słowa wypowiadane przez główną bohaterkę wypływa głęboka wrażliwość autora, jego doświadczenie i emocje. Miałam szczęśliwe dzieciństwo oraz pełną, kochającą rodzinę, ale tak bardzo rozumiem Zuzię. Też byłam odrzucona przez rówieśników – zawsze z boku, zbyt wrażliwa i sprawiedliwa, jakby z innego świata. Dlatego tak często płakałam przy tej książce i płaczę również teraz, gdy to piszę. Nadwrażliwy człowiek zawsze będzie sam, mimo otaczającego go tłumu.


Ta historia otworzyła coś w moim mózgu, poruszyła głęboko ukryte wspomnienia. Byłam tą Zuzią podążającą na starym żółwiu i odwiedzającą te wszystkie krainy. Ciężko jest mi pisać, a moje słowa są tak osobiste, jak jeszcze nigdy na tym blogu, bo Zuzia to ja.

Wrażliwy człowiek doceni tę subtelność, delikatność słów i magię. Ale to nie jest książka dla każdego... To opowieść o uważności, której dorosłym często brakuje względem dzieci. To krzyk rozpaczy, by w tym zwariowanym świecie zatrzymać się i poświęcić małej istocie swój czas. To ostrzeżenie dla dorosłych. Mądry człowiek wyciągnie z niego wnioski. Kryje się tu głębokie przesłanie: przestań gonić za doczesnością, twoje dziecko krzyczy z rozpaczy i samotności. Gdzie jesteś, rodzicu!?



Każdy zinterpretuje tę książkę po swojemu. Największym atutem powieści jest język – to czysta poezja. Czy autor jest poetą? To pytanie retoryczne. Paweł Nosa cudownie maluje, a ta piękna okładka jest jego autorstwa. Mam nadzieję, że dostaniemy więcej rysunków i książek, bo stałam się Pana wierną fanką, Panie Pawle.

Jak określić ten gatunek opowieści? Czy jest to powieść surrealistyczna? Oniryzm to główna jej cecha. Zuzia zamienia się w dziecko i podróżuje na starym żółwiu w strumieniu świadomości. Trafia do różnych krain własnego mózgu. Gdy wraca jej przytomność, jest już całkiem inną osobą wewnętrznie, ale także fizycznie. A zakończenie opowieści jest naprawdę mocne.


Polecam z całego serca!
Moja ocena 10.

Dziękuję Panu Pawłowi, za to, że mnie wybrał i Justynie, bo bez niej nie poznałabym tak wspaniałego artysty. No i kolejna książka z autografem w mojej kolekcji.

05 maja, 2026

"Kot pierwszego kontaktu" Shō Ishida

 

"Kot pierwszego kontaktu" Shō Ishida
AUTOR: Shō Ishida

TYTUŁKot pierwszego kontaktu

CYKL: Zaleca się kota, tom 3

TŁUMACZENIE z języka japońskiego: Klaudia Szary

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.


Z okładki:

Niech pani najpierw zastosuje kota, później zajmiemy się wprowadzaniem kolejnych zmian w pani życiu. Niech się pani nie martwi. Zdecydowała się pani tu przyjść, a to już bardzo duży krok.

Poradnia Kokoro, gdzie specjaliści zapisują kota jako antidotum na wszelkie kłopoty, nie zamyka podwojów, a wręcz wzbogaca ofertę o jeszcze bardziej osobliwe metody terapeutyczne. Naturalnie leczenie odbywa się pod czujnym nadzorem wykwalifikowanych kocich profesjonalistów – wśród stale poszerzającej się kadry znajdzie się piękny, lecz surowy kot syjamski, stosujący wobec zestresowanej prezentacją w pracy Fūko dość bezwzględną musztrę, a także śnieżnobiała kotka rasy ragdoll, która choć posługuje się dużo subtelniejszymi metodami, gdy odpowiednio dobrana do pacjenta, wykazuje równie wysoką skuteczność.



Kocham tę serię! To już trzeci tom i mam wielką nadzieję, że nie ostatni. Azjatyckie książki mają w sobie coś, czego zupełnie nie znajduję w naszej, europejskiej literaturze – i to jest w nich najwspanialsze. Kocham koty, mam ich aż cztery (wszystkie to bezdomniaki), więc chcę przeczytać każdą książkę o nich, która wpadnie mi w ręce.



Dlaczego ta seria jest tak dobra? Te książki zagłębiają się w naszą podświadomość.
Shō Ishida znów zabiera nas do tajemniczej kliniki w Kioto, gdzie ekscentryczny lekarz zamiast leków „przepisuje” pacjentom opiekę nad kotem. Niby czytamy o wymyślonych bohaterach, a tak naprawdę o nas samych – wiele razy się na tym przyłapałam. Przy tym tomie płakałam rzewnymi łzami, ponieważ pojawiły się w nim sceny dla mnie aż za mocne. Bardzo interesujące jest podejście Japończyków do posiadania zwierząt. Tam nie ma spontanicznych decyzji, wszystko musi być po stokroć przemyślane. Mało jest też w Japonii bezdomnych zwierząt. Japończycy często nie chcą brać na siebie tak dużej odpowiedzialności, bo lubią wyjeżdżać – ja jestem ich całkowitym przeciwieństwem.



Wszystkie historie pacjentów są niesamowicie wciągające i angażujące. Nie brakuje w nich tajemnic, a mruczki działają tu jak najlepsi terapeuci. Każdy z bohaterów jest dobrze opisany, podobnie jak jego relacje z otoczeniem i rodziną. Człowiek naprawdę poznaje siebie, gdy ma za zadanie opiekować się żywą istotą. Dzięki temu doświadczeniu dowiaduje się, że wcześniej przejmował się głupotami albo w końcu godzi się z bliskimi. Kot daje mu po prostu głębszy wgląd w siebie.


Zawsze staram się czytać te książki jak najdłużej, bo szkoda mi je kończyć. Z każdym tomem czuję żal, że historia tak szybko dobiegła końca.
Piękna szata graficzna i bardzo dobre tłumaczenie to coś, z czego wydawnictwo Marginesy jest znane.


Poproszę o kolejne tomy i nowe historie, bo uwielbiam tę serię.

 Polecam z całego serca!

Moja ocena 10.

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania cudownej książki.

 


23 kwietnia, 2026

"Zagadka Gogol" Sylwia Frołow

AUTOR: Sylwia Frołow

TYTUŁ: Zagadka Gogol

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: miękka ze skrzydełkami, stron:488.

Z okładki:

Biografia Nikołaja Gogola – genialnego ukraińsko-rosyjskiego pisarza, dramaturga i publicysty, autora Rewizora i Martwych dusz, celebryty swoich czasów i postaci pełnej sprzeczności.

Człowiek zagadka. Wybitny pisarz, do dzisiaj swoimi tekstami wywołujący salwy śmiechu, a jednocześnie noszący w sobie kosmiczną grozę. Potężny duch w rachitycznym, brzydkim ciele, borykający się ze swoją orientacją seksualną, dewocją, chorobami i psychozami. Potrafił być odstręczający i nadspodziewanie uroczy, w towarzystwie raz do rozpuku zabawny, raz uchodzący za gbura. Wieczny uciekinier tułający się po drogach Europy. Do tego Ukrainiec z duszą chachłacką i rosyjską. Śmiech traktował jak lek na dopadający go znienacka strach przed życiem.
Choć na hasło „Gogol” natychmiast wspominamy Chlestakowa z Rewizora czy Cziczikowa z Martwych dusz, o życiu samego autora wiemy niewiele. A Gogol to człowiek swej epoki, żyjący krótko, lecz intensywnie. Rówieśnik Słowackiego i Chopina. Kochany i nienawidzony. Zamęczony miłością publiczności i dobity depresją.
Choć od śmierci pisarza minęło ponad sto siedemdziesiąt lat, jego komedie wciąż grane są przez teatry na całym świecie, a książki wydawane w wielu językach. Spierają się o niego Ukraińcy i Rosjanie, wykorzystując go w narracji na temat putinowskiej wojny. Twórczość zaś nie straciła na aktualności, podobnie jak słynne zdanie: „Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”. Bo Nikołaj Gogol to ponadczasowy mistrz definiowania ludzkich słabości, a ostrze jego satyry w ogóle się nie stępiło.
 

Kocham biografie, więc gdy jakaś wychodzi w moim ukochanym wydawnictwie, rzucam się na nią jak szczerbaty na suchary. W młodości czytałam co nieco jego autorstwa, jednak nic nie zapadło mi w pamięć. Za to bardzo dobrze pamiętam Czechowa, Bułhakowa i Dostojewskiego. Jednak po przeczytaniu tak obszernej i dopracowanej biografii, byłoby wstyd nie poznać lepiej dzieł samego bohatera.



Pierwsze, co mnie zszokowało, to pochodzenie Nikołaja – po obu stronach ma polskie korzenie. On przecież nazywał się Hohol-Jankowski! Drugie, co mnie zraniło i ubodło moją dumę narodową, to fakt, że autor wstydził się swojego pochodzenia i nazwiska. Zmienił je na Gogol i pozbył się polskiego członu. Podobno nastąpiło to po powstaniu listopadowym. Szkoda, że w książce nie było więcej informacji o tych polskich wątkach, bo to najbardziej mnie zainteresowało.


Uwielbiam tak rzetelne biografie. Sylwia Frołow włożyła ogrom pracy w wyszukanie informacji o autorze „Rewizora”. To wieloletnia, tytaniczna robota, ale jaki efekt! Mam nadzieję, że ta książka wybije się mimo trudnego tematu w tych wojennych czasach.

Gogol to postać niezwykle skomplikowana. Ma w sobie mnóstwo demonów i szaleństwa – czyżby choroba dwubiegunowa? Z jednej strony dewot i oryginalna osobowość, z drugiej notoryczny kłamca walczący z własną seksualnością. Nie zna kobiet i nie chce ich poznać, dlatego postacie kobiece w jego książkach są tak mało rozwinięte. Chce być bogaty, bo w dzieciństwie napatrzył się na wysoko postawionych ludzi z wielkimi pieniędzmi. Przy tym jego ciało jest kruche i brzydkie, a stroje – tak oryginalne, że już od nastoletnich lat wzbudzały sensację. Ma jednak talent do anegdot i dowcipu oraz potrafi śmiać się z samego siebie, co stało się fundamentem jego twórczości. Co ciekawe, to rówieśnik Szopena i Słowackiego – niesamowity rocznik, trzech takich geniuszy naraz!

Książka jest ładnie wydana, choć szkoda, że nie udało się zamieścić w niej więcej obrazów czy zdjęć rękopisów.

Przeczytajcie tę pozycję, bo warto. Okres romantyzmu obfitował chyba w największą liczbę geniuszy. Nie wiem czemu tak jest, ale mimo że nie jest to moja najukochańsza epoka, bardzo ją lubię.

Polecam!

Moja ocena 10.

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania tak znakomitej książki.





10 kwietnia, 2026

13 rocznica mojego bloga

Sabina Waszut
 
13 lat w świecie słów – moja podróż, która wciąż trwa


Kiedy 23 marca 2013 roku zakładałam tego bloga z moją przyjaciółką Justyną, nie sądziłam, że ta przygoda stanie się tak ważną częścią mojego życia. W tym roku minęło 13 lat. Świat wokół nas niesamowicie się zmienił – Justyna dwa lata temu wybrała dynamiczny świat Tik Toka, a ja… ja zostałam tutaj. Wierna słowu pisanemu. Choć kamera nigdy mnie do siebie nie przekona, to kartka papieru i ekran monitora zawsze będą moją bezpieczną przystanią.


Nie wyobrażam sobie życia bez pisania o książkach. Choć współprac z wydawnictwami ubyło i dziś idę pod rękę tylko z dwoma, góra trzema, to nie liczby są tu najważniejsze. Najcenniejsze jest to, kogo dzięki temu blogowi spotkałam na swojej drodze. To autorzy, których uważam za moją osobistą „topkę” najlepszych współczesnych polskich pisarzy. To ich pióro i serce sprawiają, że wciąż chce mi się tworzyć to miejsce.


Są tacy autorzy, którzy stali mi się bliscy nie tylko poprzez swoje książki, ale i duszę: Grzegorz Juszczak – mój literacki brat i prawdziwa bratnia dusza. Wszystko zaczęło się od zachwytu Jego debiutem - Karcer, a przerodziło w przyjaźń, która trwa już rok. Okazało się, że nadajemy na tych samych falach – mamy niemal identyczny gust filmowy i książkowy, a nasze poglądy na świat tak bardzo się przeplatają. Grzegorzu, dziękuję za każdą rozmowę i to niezwykłe porozumienie bez słów.


Grzegorz Juszczak

Sabina Waszut – uosobienie ciepła i dobra. To dla niej, by choć przez chwilę porozmawiać i zdobyć autograf, prawie roku melduję się na Katowickich Targach Książki. Sabino, Twoje pióro ma w sobie magię i piękno, a Ty sama jesteś niezwykle kochana.

 

Sabina Waszut




Ryszard Ćwirlej – mistrz humoru, którego ubóstwiam za trafne i błyskotliwe opisywanie naszej rzeczywistości, tej dawnej i współczesnej. Już dawno się nie widzieliśmy i muszę przyznać, że bardzo mi tych spotkań brakuje.
 
Ryszard Ćwirlej


Radosław Lewandowski – ekscentryczny twórca, którego twórczość cenię od lat. Zakochałam się w Wikingach i ta miłość trwa nieprzerwanie. Spotkanie z nim w Katowicach, po 7 latach od przeczytania pierwszej książki, było dla mnie wyjątkowym i bardzo zabawnym momentem.
 
Radosław Lewandowski

Dziękuję Wam, że Jesteście. Że piszecie w swoim wyjątkowym i oryginalnym stylu, dając mi powód, by czytać i siadać do pisania. Mam nadzieję, że starczy mi zapału na kolejne lata, bo ta literacka podróż, mimo upływu czasu, wciąż daje mi mnóstwo radości.


Dziękuję też Wam, moi Czytelnicy, że wciąż zaglądacie na moje social media .