Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobra. Pokaż wszystkie posty

27 sierpnia, 2026

"Tajemnica talizmanu" Mateusz Tomczyk

AUTOR:  Mateusz Tomczyk

TYTUŁ: Tajemnica talizmanu

WYDAWNICTWO: Novae Res, Gdynia, 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 268.






Od dziecka pasjonuję się filmami science fiction. Od kilkunastu lat czytam starszą, klasyczną fantastykę, a od kilku lat śledzę też tę współczesną. Nic dziwnego, że tytuł Tajemnica talizmanu Mateusza Tomczyka od razu mnie zainteresował.
Akcja toczy się w odległym 2360 roku. Podbity kosmos, Ziemia zniszczona wielką wojną i ogrom potworności – to mroczne tło ma w sobie ogromny potencjał.
Odnoszę wrażenie, że autor jest fanem filmów Star Wars oraz serialu The Expanse, który osobiście uważam za najlepszy serial SF. Sam zamysł książki i wątki bardzo mi się podobają. Gdy działa się akcja, jakieś ciekawe wydarzenie, bardzo dobrze się tę książkę czytało.


Niestety, mam do tej pozycji sporo uwag, które psuły mi przyjemność z lektury. Zupełnie nie podobają mi się postacie, a szczególnie dialogi między nimi. Czasem czułam wręcz zażenowanie zachowaniem głównych bohaterów – Agaty i Tomasza. Mnich wcale nie był lepszy. Ich rozmowy przypominały mi dyskusję nastolatków. Autor musi mocno popracować nad ekspresją dialogów i głębią psychologiczną swoich postaci.
Kolejna rzecz, która mnie irytowała, to rażący błąd, który powinien wyłapać każdy korektor. Trzeba znać znaczenie słowa „ojczym”. To mężczyzna, który poślubił matkę dziecka, ale nie jest jego biologicznym ojcem. Tymczasem w książce jest napisane, że opiekun Agaty ją adoptował. A to oznacza, że prawnie jest jej ojcem, a nie ojczymem. Może jest to zwykłe czepialstwo, ale ja takich błędów nie toleruję.


Tajemnica talizmanu to książka z dużym potencjałem i świetną akcją, która jednak potknęła się na słabych dialogach i niedopracowanych postaciach.
Maa

Moja ocena 6
Dziękuję wydawnictwu Novae Res za możliwość przeczytania książki.
 (Współpraca recenzencka)



15 czerwca, 2026

"Alek" Marcin Starzec

AUTOR: Marcin Starzec

TYTUŁ: Alek

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r. 

OKŁADKA: miękka, stron: 172.


Z okładki:

Niezwykłe perypetie robota, który chciał mówić własnym głosem

Rodzina Wojtka nie różni się niczym od pozostałych na ich ulicy. Może poza jednym szczegółem – tata chłopca pracuje w fabryce sprzętów AGD, a po godzinach buduje… robota! Model i350 zna wszystkie języki i potrafi naśladować swoich rozmówców.

Gdy pewnego dnia niesforny kot przypadkiem go uruchamia, robot spotyka Wojtka. Chłopiec nazywa maszynę Alkiem i zupełnie niechcący wydaje mu pierwsze polecenie: musi znaleźć swój własny głos.

Alek wyrusza więc w podróż pełną niespodzianek i zabawnych przygód. Rozmawia z miejskimi gołębiami, wpada w tarapaty, zagląda tam, gdzie nie powinien… i powoli zaczyna rozumieć, że nie wszystko, co ważne, da się znaleźć w bazach danych.

Bo czasem to, czego potrzebujemy, jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć.



Choć regularnie i z wielką chęcią sięgam po literaturę dziecięcą, ta konkretna książka wyjątkowo mocno mnie zaskoczyła. Wywołała we mnie mnóstwo skrajnych emocji – od ogromnej sympatii do tytułowego bohatera, aż po irytację zachowaniem dorosłych. Zapraszam na moją recenzję książki „Alek” Marina Starca!
Moim wielkim zaskoczeniem było to, że jest to literatura dziecięca. Nie jest to jednak żadna wada, bo należy promować wartościową literaturę dziecięcą. A jest to książka, która daje czytelnikowi dużo do myślenia. Poznajemy robota, którego stworzył inżynier w wielkiej tajemnicy przed wszystkimi. Nie jest to jakiś bardzo zaawansowany robot jak T-1000, ale świetnie nadaje się, by służyć ludziom. Jednak pewne niedociągnięcia są. Na przykład takie, że robocik nie potrafi wysiedzieć w miejscu i ciągle wplątuje się w jakieś dziwaczne przygody. Jego system prawdopodobnie ma coś, co pozwala mu myśleć niestandardowo, a to niesie za sobą problemy.


Książka podobała mi się z wyjątkiem jednego aspektu – używanie jednej formy nazywania bohatera: pan Adam, pani Lucyna. Nasz język jest bardzo bogaty w przeróżne synonimy, których można by użyć, pisząc o Adamie (konstruktor, tata Wojtka, inżynier, wynalazca, mąż). Pan Adam brzmi sztucznie i zbyt formalnie, tak samo jak nazywanie małej dziewczynki, siostry Wojtka, zawsze wyłącznie „Anną”

Wiem, że jest to książka dla dzieci, ale postacie są płaskie, bez głębi psychologicznej. A nauczyciele zostali przedstawieni stereotypowo. Czy każda dyrektorka musi mieć koka, garsonkę i grube szkła w okularach? Szkoła się trochę zmieniła.
Nie wiemy, ile dzieci mają lat, właściwie nic o nich nie wiemy. Pana Adama autor tak napisał, że nie znoszę go od samego początku. Jest zimny, nieczuły, zasadniczy, w gruncie rzeczy mało interesuje się swoim wynalazkiem i rodziną. Nie znoszę faceta. Dzieci za to angażują się bardzo i są sympatyczne.


Za to Alka polubiłam od pierwszych stron książki. To wspaniała maszyna, która przejawia ludzkie odruchy bardziej niż niejeden człowiek. Autor sprytnie wplótł wartości, którymi powinien kierować się każdy człowiek. Mam nadzieję, że dzieci to zrozumieją. Za ten element należy się duży plus. Bardzo spodobał mi się zły robot, który wystąpił na końcu książki – antagonista Alka. Niestety jego rola była bardzo krótka, a mogłoby wiele się wydarzyć, gdyby autor pociągnął dłużej ten wątek.
Uważam, że warto przeczytać tę książkę w każdym wieku. Jest odpowiednia dla dzieci i dorosłych. Daje sporo do myślenia, a dla mnie to najważniejsza cecha książki.
Moja ocena 6
Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.
Wpis powstał w ramach współpracy reklamowej (barterowej) z Wydawnictwem Novae Res.


                                                                         

     



 


06 kwietnia, 2026

"Kora i inne zwierzęta" Kamil Sipowicz

Kora i inne zwierzęta
AUTOR: Kamil Sipowicz

TYTUŁ: Kora i inne zwierzęta

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 408.


Z okładki:



Hołd dla życia, dla zwierzęcej mądrości i miłości, dla natury, a także dla samej Kory – piosenkarki, która zmieniła polską muzykę

Niezwykła książka artysty, filozofa, poety i buntownika, a zarazem czułego i przenikliwego obserwatora świata zwierząt. W krótkich, pełnych humoru opowieściach przedstawia relacje z braćmi mniejszymi, ukazując szczerą więź, jaka łączyła jego i Korę z czworonożnymi towarzyszami.

Pojawiają się tu psy, koty, węże, lamy, ale i mniej tuzinkowi mieszkańcy Roztocza – krainy łączącej Wyżynę Lubelską z Podolem, gdzie Kora i Kamil żyli w harmonii z naturą. W ich domu na wzgórzu zwierzęta były integralną częścią codzienności. Ramona, Mila, Bobo, Rudzik, Kuki, Pikuś i Pipi – każde z nich ma swoją historię i osobowość. I każde kocha bezwarunkowo, uczy empatii i jest źródłem radości.

Zabawne, wzruszające, nostalgiczne, a czasem bolesne opowieści przenoszą w czasie i przestrzeni: do czasów młodości, do egzotycznych podróży do Brazylii, Meksyku i na Kretę, ale przede wszystkim do świata, w którym człowiek i zwierzę żyją w głębokim porozumieniu.
 



To będzie bardzo trudny i bardzo osobisty post. Muzyki Maanamu słuchałam już w liceum, byłam też na ich koncercie. Dwie płyty są mi szczególnie bliskie, dlatego gdy dostałam propozycję recenzji książki „Kora i inne zwierzęta”, bardzo się ucieszyłam. Chciałam dać Kamilowi Sipowiczowi szansę – liczyłam, że go polubię i dowiem się interesujących faktów z ich wspólnego życia. Kocham biografie, dzienniki i pamiętniki.



Niestety, po lekturze moja opinia o autorze nie uległa zmianie. Dlaczego tak uważam? Sama mam osiem zwierząt – cztery psy i cztery koty. Wszystkie to „bezdomniaki”, niektóre chore, wszystkie po przejściach. Od dziecka jestem przewrażliwiona na punkcie krzywdy zwierząt. Gdy zaczęłam czytać o losach pupili Kory i Sipowicza, włos zjeżył mi się na głowie.


Autor opisuje śmierć ich kota perskiego w sposób beznamiętny, wręcz kpiący, jakby próbował być zabawny. Podczas wizyty na wsi właściciele wypuszczali kota samopas, a ten – co nietrudno było przewidzieć – zabijał drób. Nic sobie z tego nie robili, aż w końcu mieszkańcy wsi zabili zwierzę. Podsumowanie „miłośnika zwierząt”: chłop żywemu nie przepuści. Żadnego żalu, żadnej samokrytyki. Po tym fragmencie zupełnie zniechęciłam się do książki. Kolejna sytuacja to wypuszczanie kota syjamskiego w Warszawie. Efekt? Zwierzę zginęło i nigdy się nie odnalazło. Kora bardzo to odchorowała. Czy wolność kota naprawdę jest ważniejsza niż jego życie? Czy nie należy uczyć się na błędach?


Kamil Sipowicz opisuje miłość i ból Kory po utracie zwierząt, ale u niego samego tego nie dostrzegam. Odnoszę wrażenie, jakby stał gdzieś obok. Kora dbała o nie, leczyła je, przygarnęła nawet bezdomne psy na Roztoczu, ale co z tego, skoro zwierzęta puszczano samopas? Moim zdaniem nie można tego nazwać odpowiedzialnością za naszych braci mniejszych.


Z drugiej strony, opowieści o podróżach w egzotyczne regiony świata są bardzo ciekawe.
Z obserwacji autora można się sporo dowiedzieć. Interesujące są zwłaszcza spostrzeżenia o tym, jak cywilizacja zmienia dziewicze niegdyś tereny i rujnuje przyrodę dla zysku.


Na uwagę zasługuje również szata graficzna. Książka zawiera mnóstwo zdjęć wkomponowanych w rysunki autorstwa Anny Pol. Wydawnictwo Marginesy jak zawsze dopracowało edytorską stronę publikacji do perfekcji. Rozdziały są krótkie, zazwyczaj jedno- lub dwustronicowe, dzięki czemu autobiografię czyta się bardzo szybko.
Choć bardzo cenię wydawnictwo Marginesy za ich staranność i pasję do pięknych książek, tym razem treść wzbudziła we mnie zbyt duży opór moralny, bym mogła przejść obok niej obojętnie. Jako wieloletnia opiekunka skrzywdzonych psów i kotów, po prostu nie potrafię ocenić tej pozycji inaczej. Moje sumienie nie pozwala mi przemilczeć braku odpowiedzialności za „braci mniejszych”, nawet jeśli dotyczy to tak barwnych i kultowych postaci. To z pewnością ważna lektura dla wiernych fanów Kory, ale dla mnie – przez pryzmat losu zwierząt – pozostaje historią bardzo gorzką.
Maa

Moja ocena 5

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za możliwość przeczytania książki.




08 sierpnia, 2025

"Strażniczka małych ludzi. Zemsta goblinów" Forns, Carbone, Barrau

AUTOR: Forns, Carbone, Barrau

TYTUŁ: Strażniczka małych ludzi. Zemsta goblinów

SERIA: Strażniczka małych ludzi, tom 4

TŁUMACZENIE z języka francuskiego: Ernest Kacperski

WYDAWNICTWO: Story House Egnont, Warszawa 2025 
OKŁADSKA: twarda, stron: 56.






Zemsta goblinów to czwarty tom serii: Strażniczka małych ludzi i moje pierwsze z nimi spotkanie. Nie wszystko można zrozumieć zaczynając od czwartego tomu. Ale na pewno, w przeciwieństwie do Zombiaczka, jest to komiks dla dzieci.



Fabuła nie jest zbyt skomplikowana. Główną bohaterką jest nastolatka, która przez babcię została naznaczona na opiekunkę małych, czarodziejskich stworzeń. Pod jej opieką znajduje się bardzo cenny Przewodnik strażniczki, najcenniejsza rzecz, jaką posiada. Niestety cenny artefakt zostaje skradziony przez gobliny.



Strażniczka bardzo boi się reakcji babci i ma rację. Do pomocy ma wiernych przyjaciół, nie bardzo wiem, kim są, ponieważ nie znam poprzednich tomów komiksu. Na pewno najmądrzejsza z całej drużyny jest latająca wróżka, jej przyjaciel stara się być dowcipny, ale niezbyt mu to wychodzi. Jest jeszcze stary, irytujący dąb mówiący zagadkami i rymem częstochowskim. A wszystko to dzieje się obok codziennego, zwykłego życia, z nieświadomą mamą, która ma traumę z dzieciństwa.



Odnoszę wrażenie, że tytułowa strażniczka nie jest zbyt lotna, ciągle popada w tarapaty i to mali ludzie są jej strażnikami, a nie odwrotnie. Poznajemy także najfajniejszą postać tego tomu, bohatera drugoplanowego - dżina, który nieźle namiesza w tej historii.


Historia mnie nie porwała, jest zbyt schematyczna i przewidywalna. Za to porwała mnie szata graficzna komiksu. Jest trochę w stylu mangi. Kreska autora jest miękka, krągła, bajkowa, taka, jak lubię najbardziej. Opowieść graficzna na pewno spodoba się młodszym czytelnikom.
                                                                                                                                          Maa

Moja ocena 6.


04 czerwca, 2025

"Wyjarzmiona, czyli historia biednej dziewczyny ze wsi przez nią opowiedziana" Renata Bożek

AUTOR: Renata Bożek

TYTUŁ: Wyjarzmiona, czyli historia biednej dziewczyny ze wsi przez nią opowiedziana

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2025 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 328.

Z okładki:

Powieść łotrzykowska o wiejskiej dziewczynie, która bierze los w swoje ręce

Historia zaczyna się w 1831 roku, pod koniec października, kiedy to Rozalka Balawender, obdarte chłopskie dziecko, z modlitwą na ustach i dobrze zeschniętym krukiem w dłoni poprzysięga zemstę paniczowi. Piętnaście lat później, już w kaszmirowych pantofelkach i sukni z jedwabiu, szykuje się do ślubu z bogatym narzeczonym. Co umożliwiło ten awans społeczny? Jakie wiodły do niego zbrodnie i niecnoty?

Perypetie nietuzinkowej dziewczyny to opowieść o wspinaniu się po szczeblach drabiny klasowej. Opowieść, w której standardowy „pański” język polski miesza się z gwarą wsi lubelskiej, a fikcyjni bohaterowie spotykają postaci znane z kart historii. Ubrany w kostium historyczny głos w dyskusji o nierównościach społecznych i szansach na wyrwanie się z miejsca pochodzenia. To wreszcie opowieść o potędze odmienności i o sile, która pcha człowieka do rozwoju i zmiany.


Renata Bożek dała nam wymagającą pozycję do przeczytania. Dlaczego tak jest? Książka jest napisana z perspektywy wiejskiej dziewczyny, a więc język powieści to nie piękna polszczyzna, a wiejska gwara, przygotowana tak, abyśmy ją zrozumieli. Oczywiście z biegiem czasu język bohaterki ewoluuje.

Książki nie czyta się szybko i bezproblemowo, trzeba na nią poświęcić czas, ale warto.

Zostajemy przeniesieni do dziewiętnastowiecznej, biednej wsi z całym kolorytem tamtych trudnych czasów, gdzie przemoc, głód, choroby są na pierwszym miejscu. Jest też niewolnictwo - pańszczyźniany chłop jest własnością dziedzica. To wszystko widzi nasza bohaterka i przeciwstawia się temu swoim uporem, inteligencją i sprytem. Na wszystko pracuje, uczy się sama. To bardzo ciekawa perspektywa awansu społecznego. Czy wszystko jest uczciwe i prawe? Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Książka bardzo ciekawa, działająca na wyobraźnię, ucząca jak było dawniej. Jest coraz więcej książek o tematyce wiejskiej, ale do chłopomanii z czasów Młodej Polski jeszcze nam daleko.
 Polecam
                                                                                                                      Maa
Moja ocena 8

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za bardzo ciekawą podróż.




"Kajko i Kokosz. Oferma Wielki" Bedu, Piotr Bednarczyk, Mieczysław Fijał i inni

AUTOR: Bedu, Pioitr Bednarczyk, Mieczysław Fijał i inni

TYTUŁ: Kajko i Kokosz. Oferma Wielki

CYKL: Kajko i Kokosz, tom 4

WYDAWNICTWO: Story House Egmont, Warszawa 2025 r.

OKŁADKA: miękka, stron 48.
 

Do naszych rąk dotarł nowy komiks starych bohaterów w wykonaniu innych autorów. Kajka i Kokosza wymyślił  i narysował  Janusz Christa w latach siedemdziesiątych. Byli to sztandarowi bohaterzy czasopisma młodzieżowego Świat Młodych. 
 
 
  
 
Aktualnie komiks ukazuje się w trzech liniach:

Kajko i Kokosz- główna seria składająca się z 20 tomów, stworzonych przez Janusza Christę w latach 1972 - 1989.


 Kajko i Kokosz - Nowe Przygody, każdy album zawiera jedną pełnometrażowa historię o przygodach głównych bohaterów. Autorami są: Maciej Kur, Sławomir Kiełbus, Piotr Bednarczyk.

Kajko i Kokosz- Opowieści z Mirmiłowa. Oficjalna kontynuacja, albumy zawierają po kilka krótkich historyjek różnych znanych polskich autorów. Komiksy tworzone są w rozmaitych stylach, a ich głównymi bohaterami często są drugoplanowe postacie oryginalnej serii.

 

Oferma Wielki to kolejna  czwarta część serii: Opowieści z Mirmiłowa i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie rysunki jednego z autorów: Tomasza Samojlika.  Te rysunki wyglądają jak kreska ucznia z podstawówki, nie pasują do innych autorów rysujących ten komiks. Pozostali autorzy spełniają moje wymagania, bo nie odbiegają stylistycznie od kultowego autora.

Przygody średniowiecznych, słowiańskich wojów i ich przeciwników niedorajdów Zbójcerzy, jak zwykle bawią i śmieszą, sporo jest smaczków i odniesień do współczesności i to jest fajne. Obie nowe odsłony - serie, są zabawne i ciekawe. Jedne podobają się bardziej, inne mniej, zależy od gustu. Jest tu dziewięciu autorów. Wolałabym, żeby jeden autor miał jeden tom, kolejny  autor - następny. Byłoby to bardziej spójne.


Polecam wiernym czytelnikom i zachęcam nowych do zapoznania się z zabawnymi bohaterami. Jestem oczywiście team Zbójcerze, bo oni są przezabawni.

Polecam.
                                                                                                  Maa
 
Moja ocena 7
 

 
 

13 kwietnia, 2025

"Zanim o Tobie zapomniałam" Aleksandra Beluga

AUTOR: Aleksandra Beluga 

TYTUŁ: Zanim o Tobie zapomniałam

WYDAWNICTWO:  NOVAE RES, Gdynia 2025r.

OKŁADKA: miękka, ze skrzydełkami, stron: 464.


Z okładki:

Jedno niespodziewane spotkanie potrafi zmienić wszystko

Allyson miała zaledwie dwadzieścia trzy lata, a życie już zdążyło odebrać jej wszystko – matkę, marzenia i poczucie bezpieczeństwa. Pewnego dnia u progu jej domu pojawia się brat z rannym nieznajomym. Allyson nie wie jeszcze, że to pozornie przypadkowe spotkanie wciągnie ją w świat pełen mafijnych porachunków, zdrad i niebezpiecznych decyzji.

Raffaele, tajemniczy przybysz, okazuje się członkiem rodziny mafijnej, a jego obecność stawia Allyson na celowniku śmiertelnych wrogów. Kobieta staje się pionkiem w grze, w której lojalność i zdrada są kwestią życia i śmierci.

Jak daleko będzie musiała się posunąć, by chronić siebie i tych, na których jej zależy?

 

 Zanim o Tobie zapomniałam to romans, który ma elementy sensacji, książki mafijnej, ale na pierwsze miejsce jednak wybija się romans. Nie wyłapałam tego, czytając opis książki. Nie lubię romansów najbardziej na świecie, ale postaram się być obiektywna.



Jest to debiut Aleksandry Belugi i myślę, że bardzo udany, ponieważ autorka umie pisać, co wcale nie jest takie oczywiste w naszych czasach. Potrafi czytelnika trzymać w napięciu, rozkręca romans powoli, aby czytający nie mógł doczekać się kolejnego kroku naszych bohaterów. 


Główne postacie: Allyson (która jest Włoszką, choć jej imię na to nie wskazuje) i Raffaele są dobrze opisani, tak jak potrzeba w romansie. Wszystkie elementy klasyki gatunku autorka spełniła perfekcyjnie. Brakuje mi tylko więcej sensacji, thrillera, na które bardzo liczyłam. Na początku myślałam, że akcja książki toczy się w Stanach Zjednoczonych, ale Raffaele wyprowadził mnie z błędu, rozmawiając z główną bohaterką o jej imieniu. Jak zwykle postać kobieca jest bardzo naiwna i lekko irytująca, zresztą tak samo, jak mafioso, który musi być maco, rządzić kobietą (nigdy się do tego nie przyzwyczaję) i wszystko wiedzieć najlepiej.


A oto fragment książki autorki:

Nie zdążyłam zarejestrować tego, co znajduje się po drugiej stronie, a drzwi swoim impetem niemal strzeliły mnie w twarz.

– Co do...?! – krzyknęłam, jednocześnie odskakując w tył, żeby uchronić się przed zderzeniem.

– Nie ma czasu – oznajmił znajomy głos. – Pomóż mi.

– Co ty tu robisz?! – zapytałam zaskoczona, widząc w progu mojego brata. – I kto to

jest?! – dodałam, patrząc na ledwie przytomnego mężczyznę u jego boku.

Nieznajomy był ubrany na czarno, przez co idealnie wtapiał się w mrok nocy. Gdybym

w porę nie otrząsnęła się z szoku wywołanego pojawieniem się brata, mogłabym go przeoczyć.

– Gdzie mogę go zostawić?

Czy ja przypadkiem się nie przesłyszałam?

– Słucham?! Masz ogromny tupet, Jackson, przychodząc tu po takim czasie i jeszcze

sprowadzając do mojego domu jakiegoś nawalonego faceta!

Książka jest dla osób, które lubią romanse i takim ją polecam. Nie zabraknie  dreszczyku  emocji i świetnej zabawy. 

                                                                                                                                             Maa

Moja ocena 6

Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość zrecenzowania książki.