Kontynuacja historii z brutalnego świata spustoszonego przez wojnę atomową.
Karcer upadł. Niedobitki, którym udało się zbiec, próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie jest to łatwe. Każddzień stanowi walkę o przetrwanie, zwłaszcza że menelsi – zmutowane istoty dotknięte promieniowaniem – rozprzestrzenili się niczym zaraza. Znalezienie bezpiecznego schronienia wydaje się niedoścignionym marzeniem.
W Port Washington, który pod rządami najeźdźcy przekształciło się w złudnie uporządkowaną społeczność, byli mieszkańcy Karceru przechodzą przez prawdziwe piekło. Krąg – kasta duchownych zarządzających tym miejscem – nie dba o ich wygodę. Więźniowie są skazani na brutalne tortury, głód i poniżenie.
Odbicie ich z tego miejsca stanowiłoby próbę samobójczą. Ale nikt nie jest tak zdesperowany i tak zdeterminowany jak „Ludzie Karceru”.
Nawet nie wiecie, jak czekałam na tę książkę! Zaangażowałam się w ten świat i jego bohaterów tak mocno, że drugi tom był dla mnie pozycją obowiązkową. Teoretycznie można go przeczytać bez znajomości jedynki, ale to wielka strata dla zrozumienia tego uniwersum. Pokochałam te postacie i płakałam, gdy ginęły – a w pierwszym tomie autor ich nie oszczędzał. W kontynuacji trup ściele się rzadziej, może dlatego, że większość została już wymordowana wcześniej. Za to sceny seksu i gwałtu są opisane bardzo dobitnie, stąd oznaczenie 18+. Nie brakuje też czarnego, ostrego humoru, który jest znakiem rozpoznawczym tej serii.
Warsztat pisarski Grzegorza wyraźnie ewoluował, a głowa wciąż paruje mu od pomysłów. Mam tylko jeden zarzut: dlaczego to jest takie krótkie?! Pod koniec celowo zwalniałam tempo czytania, żeby jak najdłużej zostać w tym świecie, ale finał był nieunikniony. Teraz znów zostaje czekanie. Myślę, że domknięcie trylogii będzie dla autora największym wyzwaniem. Musi utrzymać wysoki poziom, zaskoczyć fabułą i sensownie pozamykać wszystkie wątki. Czy doczekamy się happy endu? Patrząc na to, jak Grzegorz nas traktuje – wątpię.
Autor znów potrafił zaskoczyć. Serce tej książki to relacje – ludzie Karceru nigdy się nie poddają, kierując się zasadą „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Wierność, miłość i poświęcenie to wartości, których w dzisiejszych czasach brakuje, a tutaj są fundamentem. Nawet w Port Washington, miejscu kaźni, zdarzały się ludzkie odruchy, choć rzadko. Autor świetnie zilustrował, jak ślepe podążanie za religijnymi liderami zmienia się w totalitaryzm, a piękne ideały w piekło na ziemi.
Fabuła rozdziela bohaterów na cztery grupy: Mati trafia do Port Washington, część zostaje w posiadłości, inni szukają nowego miejsca do życia, a czwarta grupa – z moim ulubionym Kojotem – rusza prosić o pomoc inne społeczności. Nie wiem, czemu Kojota od początku wyobrażałam sobie całkiem inaczej niż autor opisał. Mój Kojot jest bardzo chudy, wręcz wysuszony, ale ma długie, zawsze tłuste blond włosy. Grzesiu, w mojej wyobraźni musi mieć włosy.
Okładka jest świetna i znakomicie współgra z pierwszym tomem.
Polecam obie książki z całego serca. Czekam na finał, a gdy wyjdzie trzecia część, na pewno przeczytam całość jeszcze raz od deski do deski. Uwielbiam tych bohaterów – zarówno tych dobrych, jak i „złoli”. A nazwa „menelsi”? To jest czyste złoto!
Maa
Moja ocena 10
Dziękuję za cudowną podróż z powieścią i kubek, w którym piję pyszną kawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz