Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postapo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postapo. Pokaż wszystkie posty

10 marca, 2026

"Ludzie Karceru" Grzegorz Juszczak

AUTOR: Grzegorz Juszczak

TYTUŁ: Ludzie Karceru

CYKL: Karcer, tom 2

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.

OKŁADKA: okładka miękka, stron: 356.


Z okładki:

Świat po upadku nie zna litości

Kontynuacja historii z brutalnego świata spustoszonego przez wojnę atomową.

Karcer upadł. Niedobitki, którym udało się zbiec, próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie jest to łatwe. Każddzień stanowi walkę o przetrwanie, zwłaszcza że menelsi – zmutowane istoty dotknięte promieniowaniem – rozprzestrzenili się niczym zaraza. Znalezienie bezpiecznego schronienia wydaje się niedoścignionym marzeniem.

W Port Washington, który pod rządami najeźdźcy przekształciło się w złudnie uporządkowaną społeczność, byli mieszkańcy Karceru przechodzą przez prawdziwe piekło. Krąg – kasta duchownych zarządzających tym miejscem – nie dba o ich wygodę. Więźniowie są skazani na brutalne tortury, głód i poniżenie.

Odbicie ich z tego miejsca stanowiłoby próbę samobójczą.
Ale nikt nie jest tak zdesperowany i tak zdeterminowany jak „Ludzie Karceru”.


Nawet nie wiecie, jak czekałam na tę książkę! Zaangażowałam się w ten świat i jego bohaterów tak mocno, że drugi tom był dla mnie pozycją obowiązkową. Teoretycznie można go przeczytać bez znajomości jedynki, ale to wielka strata dla zrozumienia tego uniwersum. Pokochałam te postacie i płakałam, gdy ginęły – a w pierwszym tomie autor ich nie oszczędzał. W kontynuacji trup ściele się rzadziej, może dlatego, że większość została już wymordowana wcześniej. Za to sceny seksu i gwałtu są opisane bardzo dobitnie, stąd oznaczenie 18+. Nie brakuje też czarnego, ostrego humoru, który jest znakiem rozpoznawczym tej serii.

Warsztat pisarski Grzegorza wyraźnie ewoluował, a głowa wciąż paruje mu od pomysłów. Mam tylko jeden zarzut: dlaczego to jest takie krótkie?! Pod koniec celowo zwalniałam tempo czytania, żeby jak najdłużej zostać w tym świecie, ale finał był nieunikniony. Teraz znów zostaje czekanie. Myślę, że domknięcie trylogii będzie dla autora największym wyzwaniem. Musi utrzymać wysoki poziom, zaskoczyć fabułą i sensownie pozamykać wszystkie wątki. Czy doczekamy się happy endu? Patrząc na to, jak Grzegorz nas traktuje – wątpię.


Autor znów potrafił zaskoczyć. Serce tej książki to relacje – ludzie Karceru nigdy się nie poddają, kierując się zasadą „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Wierność, miłość i poświęcenie to wartości, których w dzisiejszych czasach brakuje, a tutaj są fundamentem. Nawet w Port Washington, miejscu kaźni, zdarzały się ludzkie odruchy, choć rzadko. Autor świetnie zilustrował, jak ślepe podążanie za religijnymi liderami zmienia się w totalitaryzm, a piękne ideały w piekło na ziemi.

Fabuła rozdziela bohaterów na cztery grupy: Mati trafia do Port Washington, część zostaje w posiadłości, inni szukają nowego miejsca do życia, a czwarta grupa – z moim ulubionym Kojotem – rusza prosić o pomoc inne społeczności. Nie wiem, czemu Kojota od początku wyobrażałam sobie całkiem inaczej niż autor opisał. Mój Kojot jest bardzo chudy, wręcz wysuszony, ale ma długie, zawsze tłuste blond włosy. Grzesiu, w mojej wyobraźni musi mieć włosy.


Okładka jest świetna i znakomicie współgra z pierwszym tomem. 
Polecam obie książki z całego serca. Czekam na finał, a gdy wyjdzie trzecia część, na pewno przeczytam całość jeszcze raz od deski do deski. Uwielbiam tych bohaterów – zarówno tych dobrych, jak i „złoli”. A nazwa „menelsi”? To jest czyste złoto!
                                                                                                        Maa

Moja ocena 10


Dziękuję za cudowną podróż z powieścią i kubek, w którym piję pyszną kawę.


Zapraszam do przeczytania recenzji pierwszego tomu i wywiadu z pisarzem.

https://ksiazkinaszapasja.blogspot.com/2024/12/karcer-grzegorz-juszczak.html

https://ksiazkinaszapasja.blogspot.com/2025/01/wywiad-z-autorem-karcera-grzegorzem.html




 



20 stycznia, 2025

Wywiad z autorem "Karcera" - Grzegorzem Juszczakiem

Postanowiłam skontaktować się z Panem Grzegorzem, ponieważ książka, którą napisał, pochłonęła mnie niesamowicie. Dla mnie jest to jedna z najlepszych książek 2024 roku. polecam ją serdecznie.




Marta Pardyla: Dzień dobry Panie Grzegorzu. Bardzo dziękuję, że zgodził się Pan ze mną porozmawiać. Staram się promować pana książkę, ponieważ jestem nią zachwycona.

Grzegorz Juszczak: Na początku pragnę Pani serdecznie podziękować za słowa skierowane do mnie i o mnie. Pani recenzja była dla mnie bardzo budująca i sprawiła, że utwierdziłem się w przekonaniu, że drogą pisarska którą wybrałem jest właściwa.

M.P.: Czy Pan tak jak ja  kocha horrory, zombie i The Walking Dead? 

G. J.: Czy kocham horrory, zombie i The Walking Dead. I tak i nie. Ale to dlatego, że nie rozumiem tego czemu wrzuca się do jednego worka Lśnienie, Egzorcyzmy i Wordl War Z. To są jak dla mnie odrębne gatunki, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Jeżeli chodzi o The Walking Dead, tak jestem fanem serialu (do komiksu jeszcze nie podszedłem) obejrzałem całość (pomimo spadającej z sezonu na sezon jakości). Oczywiście znane są mi także Fear i inne pochodne. Co do samych zombie szczerze nie wiem czemu uwielbiam je 😊. Mam wrażenie, że obejrzałem o nich wszystko od najlepszych według mnie już wspomnianego World War Z i The Girl With The Gifts. Po niedocenione Czas wymierania i Krew na piasku. Po zmarnowane Truposze nie umierają czy totalnie bzdurne COVID-21: Śmiertelny wirus. Oczywiście nie będę już wspominał o całości Resident Evil (gdzie nie wszystko mi się podobało) czy całej serii Poranek żywych trupów i im podobnych. Tylko kataklizm może mnie powstrzymać przed pójściem do kina w tym roku na 28 lat później Jednak staram się nie ograniczać tyko do zombie, lubię również inne stworki np. strzygi (The Strain) czy tajemnicze stworki z Ciszy. Mam także przeogromny sentyment zarówno do filmu jak i książki Jestem legendą, które mają ze sobą tyle wspólnego co piekło i niebo. Pomimo tego, że lubię film to nigdy nie pojąłem tego czemu odbiegli aż tak od książki. Przecież czyż nie lepiej by było gdyby Will Smith zamiast podrywać manekiny zagajałby do wampirek? 😊To tyle na temat zombie.

M.P.: Kilku tytułów nie znałam, dziękuję za polecenie. A co pan sądzi na temat science fiction?

G. J.: Jeśli chodzi o gatunek science fiction to uwielbiam czytać i oglądać. Wszelkiego rodzaje: Niezgodna, Silos, Przejście, Więzień Labiryntu i wiele wiele innych zaliczone. Kiedyś postanowiłem sobie, że przeczytam wszystko, co zostało nagrodzone Hugo i Nebula, co oczywiście jest nierealne . Cała seria Wehikułu czasu Rebisu stoi na mojej półce i czeka na kolejne wydania. Ostatnio zauroczyłem się serią Wymiary wydawnictwa Vesper, chociaż autora Wattsa unikam, chyba, że szukam czegoś na sen. Jakoś nie przemawiają do mnie superbohaterowie rodem z Marvela.

M. P.: Jak to się stało, że postanowił pan napisać książkę?

G. J.: Już w liceum marzyłem, że kiedyś coś napiszę, nawet podjąłem wtedy jakieś tam próby, jednak zabrakło wtedy dorosłej konsekwencji. Potem były studia, praca i hipoteka. Aż w 2023 roku rzuciłem pracę i zająłem się domem. (wiem łatwo powiedzieć, ale na szczęście miałem taką możliwość). Wszystko było przemyślane i zaplanowane. I wtedy wchłonąłem w książki. Co miesiąc przychodził do mnie kurier ze świeżą dostawą książek, które zasysałem niczym odkurzacz. I pewnego wieczoru, leżąc już w sypialni, jak zwykle nie mogłem zasnąć i pomyślałem a co mi tam spróbuję. Zawsze miałem dość lekkie pióro i pisałem wiele dla innych, to pomyślałem czemu nie zrobić tego dla siebie. Przez następne kilka dni zastanawiałem się nad stylem, umiejscowieniem, problemem i innymi. Doświadczenie czytelnicze i przeróżne spostrzeżenia doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym jestem. Chciałem napisać coś w zachodnim stylu. Pomimo tego, że doceniam naszych tuzów Sci:Fi to jednak stwierdziłem, że czytelnicy mają powoli dość szklanych domów, które aż "kopią" w Paradyzji Zajdela i wielu temu podobnych. Chciałem udowodnić, że można także napisać coś, co nie ma nic wspólnego z naszą historią, urazami i przyzwyczajeniami. W Karcerze, jak zapewne Pani zauważyła, praktycznie nie ma opisów ludzi jak wyglądają, zdawkowe kasztanowe włosy Karen, postura Roberta czy łysa głowa Kojota są tylko drobnymi szczegółami, które dodałem tylko na potrzeby chwili. Stwierdziłem, że niech każdy sobie sam wyobrazi bohaterów jak chce, czy są biali, czarni czy zieloni. Wang to tylko nazwisko, które może nosić zarówno kobieta pochodzenia meksykańskiego jak i grubaska rodem z Samoa. Mam nadzieję, że tenże zabieg mi się udał.

M. P.: Ile trwało pisanie?

G. J.: Książkę napisałem w 4 miesiące.

M. P.: Kim jest Pan z wykształcenia?

G. J.: Z wykształcenia jestem nauczycielem informatyki i techniki. (nigdy nie pracowałem w zawodzie) przez długi czas byłem copywriterem, cichym klientem, ankieterem itp. Potem pracowałem przez 9 lat jak informatyk w firmie szkoleniowej. Prowadziłem kursy informatyczne, tworzyłem i rozsyłałem mailingi reklamowe (cały ten spam) oraz robiłem wiele innych bzdurnych rzeczy, które nikomu nie były do niczego potrzebne.

M. P.: A teraz bardzo ważne dla mnie pytanie - ile będzie części?

G. J.: Początkowo miał być tylko jeden tom, jednak już następnego dnia po zakończeniu Karceru zacząłem pisać drugi. Docelowo ten także jest ostatni, jednak coraz więcej przemawia za tym, żeby była przynajmniej jeszcze jednak część. Pomysły mam, a frajda z pisania jest przeogromna. Zobaczymy. 

M. P.: Dlaczego tak szybko zabija pan swoich bohaterów? Ledwo się przyzwyczaję do nich, polubię, a oni już nie żyją.

G. J.: No tak, śmiertelność bohaterów.  Czyż nie jest to piękne, że nigdy nie wiadomo kto będzie żył na następnej stronie? hehe.

M. P.: Ostatnie pytanie:  co chciałby Pan powiedzieć swoim czytelnikom?

G. J.:  Pisząc Karcer miałem nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, która się zaśmieje z mojego czasami rubasznego i czarnego humoru, którą zaciekawią losy moich bohaterów, których w żaden sposób nie oszczędzałem. Pisałem językiem prostym, żeby książkę czytało się z przyjemnością i lekkością. Półki bibliotek uginają się od ciężko przyswajalnych zdań. Dialogi tworzyłem tak jakbym sam je prowadził. Dzięki tym zabiegom pragnąłem, żeby po tę książkę sięgnął zarówno największy nerd jak i osoba czytająca do tej pory tylko harlequiny. I muszę przyznać, że znalazło się już parę osób, które pomimo niechęci do gatunku wsiąknęły w Karcer. 

M. P.: Bardzo dziękuję za  interesujący wywiad i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na żywo, porozmawiamy i dostanę od pana autograf.

G. J.: Również mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy i omówimy dalsze losy bohaterów Karceru, a proszę mi uwierzyć, że będzie się działo. 😊
Moim założeniem jest, żeby wydać drugą część w rocznicę pierwszej. Ale zobaczymy.
Pozdrawiam Grzegorz Juszczak

15 grudnia, 2024

"Karcer" Grzegorz Juszczak

AUTOR: Grzegorz Juszczak

TYTUŁ: Karcer

WYDAWNICTWO: Novae Res, Gdynia 2024r.

OKŁADKA: miękka, stron: 336.


Z okładki:

Dawne więzienie stało się domem dla ocalałych. Zrobią wszystko, by przetrwało.

Rok 2147, tereny Stanów Zjednoczonych Ameryki. Sto lat wcześniej wojna atomowa niszczy znany dotąd ludziom świat. Ocaleni robią, co mogą, by przetrwać na skażonej i napromieniowanej planecie.

Charyzmatyczna naczelnik Brass przewodzi społeczności, która za dom obrała sobie dawne więzienie stanowe koło zrujnowanej Atlanty – Karcer. Jego mieszkańcy codziennie muszą bronić się przed menelsami – zmutowanymi, bezmyślnymi, za to nadnaturalnie rozwiniętymi fizycznie istotami, dotkniętymi przez promieniowanie.

Jeden z brutalnych ataków hordy zbiega się w czasie z zaginięciem patrolu z Karceru. Specjalna grupa zostaje wysłana na poszukiwania, nie wiedząc, co czeka na nich poza bezpiecznymi murami… Już wkrótce ocaleni będą musieli stawić czoła znacznie poważniejszym wyzwaniom niż walka z mutantami. Prawdziwy wróg dopiero nadciąga.

Książka Grzegorza Juszczaka to moje objawienie tego roku! Na pewno znajdzie się w mojej corocznej Top10 najlepszych książek, a konkurencja jest ogromna. Dawno nie miałam roku, w którym tak wiele  znakomitych książek przeczytałam . Bardzo lubię postapo, które jest odmianą fantastyki, można chyba tę książkę zaliczyć także do horroru. Postapokalipsa to mój ulubiony gatunek fantastyki. Po tej książce tak muszę stwierdzić z całą odpowiedzialnością. Czym mnie zauroczyła? Na pewno nie językiem bohaterów, bo ten jest grubiański, mało wysublimowany i dość prymitywny, co wpisuje się w konwencję gatunku i taki powinien być. Porwała mnie historia rodem z The Walking Dead, która nie jest kopią książki Roberta Kirkmana. Tu zamiast zombie mamy meneli (świetna nazwa), bardzo rozbudowany świat przedstawiony, bohaterów, których się uwielbia bądź nienawidzi. Bohaterzy mają wiele za uszami, swoje mroczne tajemnice, wiele wad, ale walczą o lepsze jutro dla młodego pokolenia. Za to kocham tę książkę. Musiałam się powstrzymywać przed czytaniem, tak bardzo nie chciałam jej skończyć. Jest za krótka. To uniwersum może trwać przez wiele tomów i nie znudzi się czytelnikom.  Liczę na to, że będzie wiele tomów. Zakończenie było tak zaskakujące, że nie mogłam zasnąć i wciąż myślałam o Karcerze.



Wiele łez uroniłam nad bohaterami, bo niestety śmiertelność jest tu bardzo wysoka. Przy wielu scenach także się śmiałam, bo sporo tu czarnego humoru. Bardzo wiele myśli poświęciłam tej książce: wzruszała mnie, przerażała, oburzała (gdy znowu ktoś, kogo polubiłam ginął), fascynowała.

Tylko do jednego muszę się przyczepić - korekta -  powinna być na wyższym poziomie.

Okładka jest  intrygująca, zastanawiająca, bardzo tajemnicza.

Panie Grzegorzu, czekam z utęsknieniem na kolejną część (i mogłaby być dłuższa).

Serdecznie polecam. 

                                                                                                         Maa 

Moja ocena 10

Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania fascynującej powieści.
 


27 lipca, 2023

"Tacy sami" Sandra Ewertowska

AUTOR: Sandra Ewertowska

TYTUŁ: Tacy sami, tom 1

WYDAWNICTWO: Novae Res, Gdynia 2023r.

OKŁADKA: miękka, ze skrzydełkami, stron: 360.

 Z okładki:

Ava budzi się po latach hibernacji. Jest jedną z grupy trzystu wybrańców, którzy przetrwali wybuch nuklearny. Teraz ich najważniejszym celem jest przygotowanie Ziemi do ponownego jej zamieszkania. Jednak dziewczyna odkrywa coraz więcej niepokojących szczegółów w funkcjonowaniu małej społeczności tych, którzy przeżyli. Świat na zewnątrz ich bezpiecznej Bazy nie wygląda na zniszczony przez wybuch bomby atomowej – to raczej ludzie, z którymi Ava wychodzi na powierzchnię, sprawiają wrażenie wyniszczonych wewnętrznie, jakby tylko ona pozostała przy zdrowych zmysłach. Czy skrawki dziwnych wspomnień, coraz częściej pojawiających się w jej głowie, pozwolą jej dotrzeć do źródła tajemniczych wydarzeń? Czy mężczyzna, którego uznała za wroga, może okazać się sprzymierzeńcem w poszukiwaniu prawdy i… przeszłości?


Sandra Ewertowska to moje odkrycie tego roku. Bardzo się cieszę, że tak bardzo spodobała mi się okładka książki. Z opisów czytam tylko kilka zdań, nigdy nie wiem, co będzie. Ale postapo biorę bez zastanawiania się. I to był strzał w dziesiątkę. Od pierwszych stron książka porywa i jest tak do ostatniej. Bohaterowie są dobrze skonstruowani, każdy ma charakterystyczne cechy. Denerwują nas, wzruszają. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam łzy w oczach, a tu się popłakałam. Tematy poruszane w powieści nie są łatwe i przyjemne, trzeba nad nimi przysiąść i się zastanowić. Czy jest coś po śmierci? Jaki los czeka nas w przyszłości? Czym jest przeznaczenie?

Stworzyć ciekawą kobiecą bohaterkę nie jest prosto, a połączyć postapokaliptykę z romansem ze smakiem, żeby nie otarło się to o kicz, to już mistrzostwo świata. Bo nie ukrywajmy, jest tu bardzo dużo romansu, a sceny głównych bohaterów są bardzo soczyste. 

Chciałabym więcej poznać świata przedstawionego, zasad i reguł. Myślę, że odkryje to przed nami autorka w następnym tomie. Zakończenie jest świetne i chce się jeszcze więcej tego świata, jest tyle tajemnic do odkrycia.

Czas na warstwę językową. Bardzo się zdziwiłam, że to debiut autorki. Ale to tylko debiut książkowy,
a nie pierwszy tekst napisany w ogóle. Przeczytałam, że pisarka udostępniała swoja twórczość na Wattpadzie. Nie znam tej aplikacji, bo i tak nie wyrabiam się z czytaniem książek, które mam. Język powieści jest piękny, wspaniale dopracowany i nigdy nie przeczytałam piękniejszych podziękowań na końcu książki. Pani to chyba pisze poezję. Nie mówiąc już o utworze muzycznym, który jest dedykowany książce, zaśpiewany przez Sandrę, polecam go obejrzeć. Dusza moja się raduje, że mamy takich zdolnych twórców młodego pokolenia.





Czekam z ogromną niecierpliwością na kolejny tom, mam nadzieję, że kolejna okładka będzie tak samo piękna. Polecam wszystkim, którzy lubią klimaty postapo, science-fiction albo po prostu dobrą literaturę.                                                                                                              

                                                                                                                                                  Maa

Moja ocena 10

Dziękujemy wydawnictwu Novae Res za możliwość przeczytania fantastycznej książki.
 

13 grudnia, 2021

"Bajki postnuklearnej pustyni" Michał Głowacz

 

AUTOR: Michał Głowacz
TYTUŁ: Bajki postnuklearnej pustyni
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo AlterNatywne,
Poznań 2021 r.
OKŁADKA: miękka, stron 224.

Z okładki:

„Bajki postnuklearnej pustyni" to zbiór krótkich opowiadań, w których magia łączy się z radiacją, a bohaterowie rodem z gier komputerowych okazują się całkiem nam bliscy.

Kiedy baśniowe istoty znajdują się w tak nieprzychylnym dla siebie środowisku, jakim jest skażona pustynia, możesz się spodziewać, że logika ich postępowania najpierw Cię zaskoczy, potem rozbawi, a następnie każe zastanowić się, czy gdzieś już nie spotkałeś się z podobną sytuacją. Nawet jeśli nie dostrzegasz popromiennych mutacji w najbliższym otoczeniu, to ludzkie i nieludzkie zachowania skażonych nie bez powodu stały się przedmiotem bajania.

To, jakie wnioski wyciągniesz z lekcji, której udzielą Ci księżniczki zamknięte w zautomatyzowanych wieżach, wędrowcy podążający nie wiadomo po co i dokąd, mędrcy, nereidy i całkiem smutne damy dworu, a także wielu innych, zależy tylko od Ciebie. Beztroski styl, w jakim napisane są opowiadania, jest tylko przykrywką, a raczej metalową osłoną, pod którą można dostrzec zwoje kabli… to znaczy prawd o ludzkiej naturze, bez względu na poziom radiacji.

    Bajki postnuklearnej  pustyni to, coś co Marta uwielbia, a do tej pory nie wiedziała, że uwielbia. To  odkrycie 2021 roku i na pewno znajdzie się w mojej Top 10. A to zaszczyt nie byle jaki, bo w tym roku przeczytałam wiele interesujących książek. Zawsze lubiłam baśnie i legendy. Rodzice od dziecka czytali je mnie i siostrze, czasem wymyślali swoje. Ja też takowe tworzyłam. Tu idziemy o krok dalej, bo oprócz baśni mamy postapo i cyberpunk, elementy, które uwielbiam. Myślę, że fani fantastyki będą zachwyceni. Oprócz wątków baśniowych mamy także elementy biblijne, np. wyznawców Szajtana, czy oko Szajtana.

    Język autora jest przesiąknięty złośliwym poczuciem humoru i  groteski. Możemy zaobserwować sformułowania typowe dla baśni, czyli:Za siedmioma górami, za siedmioma hałdami czy Żył raz pewien człowiek. Są księżniczki, wróżki, żebracy, złodzieje, rycerze, nimfy. Bohaterów jest całe mnóstwo. Opowiadania są krótkie, lecz bardzo treściwe. Jedną szczególnie rzucającą się w oczy cechą  są niezbyt szczęśliwe zakończenia(chyba autor w dzieciństwie  czytał za dużo Andersena). I użyłam tu eufemizmu. Nie mogę wybrać najlepszego opowiadania, ponieważ jest ich mnóstwo, właściwie wszystkie są znakomite. Liczę na więcej książek tego autora, ponieważ pisze z lekkością, poczuciem humoru i piękną polszczyzną. Ma bujną wyobraźnię i słucha podobnej muzyki do mnie.  Muzyka jest tam ważnym elementem składowym opowiadań. 

    Okładka książki jest klimatyczna w stylu fantasy, ciekawa i przemyślana. Polecam zbiór opowiadań z całego serca. Świetnie się bawiłam przy ich czytaniu. Chciałabym jeszcze! Maa

Moja ocena 10

Gorąco dziękujemy Wydawnictwu AlterNatywnemu za możliwość przeczytania fantastycznego tomu opowiadań.