26 czerwca, 2026

"Klub detektywów. Dedykuj jak Agatha Christie" Gareth Moore

                                                                

 AUTOR: Gareth Moore

TYTUŁ: Klub detektywów. Dedykuj jak Agatha Christie

TŁUMACZENIE z języka angielskiego:
 Beata Horosiewicz

WYDAWNICTWO: Publicat, Poznań 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 160.

WSPÓŁPRACA: barterowa (wydawnictwo Publikat)




Czy jesteś bystrzejszy od Herkulesa Poirot? Testuję interaktywny kryminał dla dzieci (i dorosłych!)


Czy klasyczne kryminały można zamienić w interaktywną zabawę dla najmłodszych, przy której dorosły będzie się głowił godzinami? Dzięki Wydawnictwu Publikat miałam okazję wejść do świata samej Królowej Kryminału – Agathy Christie. Zapomnijcie o nudnych lekturach. Przed Wami pozycja, która rzuca wyzwanie Waszej spostrzegawczości!


Byłam bardzo ciekawa, jak napisana jest ta książka. Choć jest przeznaczona dla dzieci, ja jako dorosła świetnie się przy niej bawiłam. Na pewno zagadki nie były takie łatwe, jakby się to mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Siedziałam przy nich, głowiłam się i rozwiązywałam wytrwale.


Jest to świetna lektura, która wspiera koncentrację, logiczne myślenie oraz czytanie ze zrozumieniem. To umiejętności, które w dzisiejszych czasach są niestety trudne do osiągnięcia przez najmłodszych. Dostajemy tutaj 50 ciekawych zagadek zamkniętych w pięciu sprawach kryminalnych. Całość opiera się na formule: opowieść oraz zadania i zagadki do wyjaśnienia.


Do rozwiązywania potrzebne są tylko: mózg, kartka i ołówek. Żadne zbędne gadżety czy ekrany – i to jest najlepsze w tej pozycji! Książka jest w pełni interaktywna, dzięki czemu żaden czytelnik nie ma prawa się przy niej nudzić. Gareth Moore świetnie wypośrodkował trudność zadań. Są tu kwestie proste, ale też bardzo skomplikowane, przy których trzeba się sporo namyśleć.

Dla kogo to idealny materiał na prezent?
Książka sprawdzi się idealnie jako alternatywa dla ekranów podczas nudnych, deszczowych popołudni lub w trakcie długiej podróży samochodem. Choć wydawca sugeruje wiek szkolny, to genialny pretekst do rodzinnego spędzenia czasu. Możecie stworzyć domowy zespół śledczy: dziecko czyta opis sprawy na głos, a Wy wspólnie na kartkach rozrysowujecie poszlaki. Gwarantuję, że satysfakcja
 
z rozwikłania zagadki łączy pokolenia!

 


          Kim jest autor?

Gareth Moore, który stoi za tymi łamigłówkami, to nie przypadek. To prawdziwy specjalista od treningu mózgu i autor bestsellerowych książek z zagadkami dla dorosłych. W tej pozycji udowodnił, że potrafi pisać dla dzieci w sposób partnerski. Nie infantylizuje spraw kryminalnych, ale podaje je w przystępnej, niezwykle klimatycznej formie, która idealnie nawiązuje do stylu retro samej Agathy Christie.

Pora na Wasz ruch! Czy dacie się wciągnąć w tę retro grę i sprawdzicie, jak działają Wasze małe szare komórki? Jestem niesamowicie ciekawa, czy któraś z 50 zagadek sprawi Wam równie dużą trudność co mnie. Jeśli lubicie wyzwania, które wymagają jedynie ołówka
i otwartego umysłu, ta pozycja musi znaleźć się na Waszej półce.

Moja ocena 10.

Dziękuję wydawnictwu Publikat za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.
(współpraca barterowa)




15 czerwca, 2026

"Alek" Marcin Starzec

AUTOR: Marcin Starzec

TYTUŁ: Alek

WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r. 

OKŁADKA: miękka, stron: 172.


Z okładki:

Niezwykłe perypetie robota, który chciał mówić własnym głosem

Rodzina Wojtka nie różni się niczym od pozostałych na ich ulicy. Może poza jednym szczegółem – tata chłopca pracuje w fabryce sprzętów AGD, a po godzinach buduje… robota! Model i350 zna wszystkie języki i potrafi naśladować swoich rozmówców.

Gdy pewnego dnia niesforny kot przypadkiem go uruchamia, robot spotyka Wojtka. Chłopiec nazywa maszynę Alkiem i zupełnie niechcący wydaje mu pierwsze polecenie: musi znaleźć swój własny głos.

Alek wyrusza więc w podróż pełną niespodzianek i zabawnych przygód. Rozmawia z miejskimi gołębiami, wpada w tarapaty, zagląda tam, gdzie nie powinien… i powoli zaczyna rozumieć, że nie wszystko, co ważne, da się znaleźć w bazach danych.

Bo czasem to, czego potrzebujemy, jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć.



Choć regularnie i z wielką chęcią sięgam po literaturę dziecięcą, ta konkretna książka wyjątkowo mocno mnie zaskoczyła. Wywołała we mnie mnóstwo skrajnych emocji – od ogromnej sympatii do tytułowego bohatera, aż po irytację zachowaniem dorosłych. Zapraszam na moją recenzję książki „Alek” Marina Starca!
Moim wielkim zaskoczeniem było to, że jest to literatura dziecięca. Nie jest to jednak żadna wada, bo należy promować wartościową literaturę dziecięcą. A jest to książka, która daje czytelnikowi dużo do myślenia. Poznajemy robota, którego stworzył inżynier w wielkiej tajemnicy przed wszystkimi. Nie jest to jakiś bardzo zaawansowany robot jak T-1000, ale świetnie nadaje się, by służyć ludziom. Jednak pewne niedociągnięcia są. Na przykład takie, że robocik nie potrafi wysiedzieć w miejscu i ciągle wplątuje się w jakieś dziwaczne przygody. Jego system prawdopodobnie ma coś, co pozwala mu myśleć niestandardowo, a to niesie za sobą problemy.


Książka podobała mi się z wyjątkiem jednego aspektu – używanie jednej formy nazywania bohatera: pan Adam, pani Lucyna. Nasz język jest bardzo bogaty w przeróżne synonimy, których można by użyć, pisząc o Adamie (konstruktor, tata Wojtka, inżynier, wynalazca, mąż). Pan Adam brzmi sztucznie i zbyt formalnie, tak samo jak nazywanie małej dziewczynki, siostry Wojtka, zawsze wyłącznie „Anną”

Wiem, że jest to książka dla dzieci, ale postacie są płaskie, bez głębi psychologicznej. A nauczyciele zostali przedstawieni stereotypowo. Czy każda dyrektorka musi mieć koka, garsonkę i grube szkła w okularach? Szkoła się trochę zmieniła.
Nie wiemy, ile dzieci mają lat, właściwie nic o nich nie wiemy. Pana Adama autor tak napisał, że nie znoszę go od samego początku. Jest zimny, nieczuły, zasadniczy, w gruncie rzeczy mało interesuje się swoim wynalazkiem i rodziną. Nie znoszę faceta. Dzieci za to angażują się bardzo i są sympatyczne.


Za to Alka polubiłam od pierwszych stron książki. To wspaniała maszyna, która przejawia ludzkie odruchy bardziej niż niejeden człowiek. Autor sprytnie wplótł wartości, którymi powinien kierować się każdy człowiek. Mam nadzieję, że dzieci to zrozumieją. Za ten element należy się duży plus. Bardzo spodobał mi się zły robot, który wystąpił na końcu książki – antagonista Alka. Niestety jego rola była bardzo krótka, a mogłoby wiele się wydarzyć, gdyby autor pociągnął dłużej ten wątek.
Uważam, że warto przeczytać tę książkę w każdym wieku. Jest odpowiednia dla dzieci i dorosłych. Daje sporo do myślenia, a dla mnie to najważniejsza cecha książki.
Moja ocena 6
Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.
Wpis powstał w ramach współpracy reklamowej (barterowej) z Wydawnictwem Novae Res.


                                                                         

     



 


09 czerwca, 2026

"Król tanga" Sylwia Trojanowska

AUTOR: Sylwia Trojanowska

TYTUŁ: Król tanga

WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.

OKŁADKA: miękka, stron: 336.


Z okładki:

Poruszająca, oparta na faktach opowieść o talencie, który wynosi człowieka wysoko, wielkiej samotności i miłości silniejszej niż śmierć.

Kiedy Tadeusz Miller przyjechał do Szczecina, był jednym z wielu, którzy na Ziemiach Zachodnich szukali nowego początku. Zwyczajny człowiek z niezwyczajnym talentem. Marzył o scenie i o tym, by jego głos coś znaczył. Ale był rok 1946. Wtedy marzenia ustępowały miejsca codziennej walce o chleb, o dach nad głową, i wytchnieniu od wojennych wspomnień.

Jednak dzięki zdolnościom wokalnym, uporowi i odrobinie szczęścia Tadeusz Miller stał się gwiazdą radia i zaczął śpiewać dla tysięcy ludzi. Zyskał przydomek króla tanga. W tym wszystkim wspierała go największa miłość jego życia – żona Luna. To ona dodawała mu odwagi, gdy tracił wiarę. To ona stała za nim murem w chwilach próby. Tadeusz Miller zdobywał kolejne szczyty. Audycje, płyty, koncerty…

Wtedy jednak los postanowił odwrócić kartę.



Jeżeli szukacie literatury, która w genialny sposób łączy prawdziwą historię, powojenne realia Ziem Odzyskanych i ogromne emocje, koniecznie musicie sięgnąć po nowość od Wydawnictwa MarginesyKról tanga autorstwa Sylwii Trojanowskiej. Oto dlaczego ta opowieść o Tadeuszu Millerze tak bardzo mnie zachwyciła.



Bardzo czekałam na kolejną książkę szczecińskiej pisarki Sylwii Trojanowskiej. To już jej osiemnasta powieść, więc sporo mam do nadrobienia. Kupiłam jej książki do mojej biblioteki i one ciągle są wypożyczane, co wiele mówi o talencie pisarskim Sylwii.
Akcja powieści toczy się od 1946 roku w Szczecinie, dzięki czemu możemy sporo dowiedzieć się o powojennym życiu mieszkańców. Bardzo ciekawą i nieczęsto poruszaną kwestią jest napływ ludzi z całej Polski oraz  wysiedlanie Niemców. Mieszkałam na Pomorzu Zachodnim przez dziesięć lat i tam ciągle się o tym mówiło. W książce dostajemy także szczątkowe informacje o tym, co działo się z bohaterami w czasie wojny. Na końcu autorka zamieściła notę biograficzną o Tadeuszu Millerze, która idealnie dopełnia całą historię. Dostaliśmy także sporo zdjęć, co nie jest takie oczywiste, patrząc, w jakich czasach dzieje się akcja. (Tadeusz był fotografem).
To piękna książka – jak zwykle płakałam podczas lektury, aż ściskało mnie w dołku. Sylwia doskonale wie, jak wzbudzić emocje u czytelnika. Życie Tadeusza i Luny pokazuje, że istnieje prawdziwa miłość do końca życia, jakie by ono nie było. Talent, upór, wytrwałość, wiara w drugiego człowieka, miłość i przyjaźń doprowadziły do tego, że Tadeusz robił to, co kochał. Bez Luny by mu się to jednak nie udało. Płakałam na końcu, bo inaczej po prostu się nie da. Ta opowieść została ze mną i zostanie na długo.

Tadeusz był niezwykle uzdolnionym artystą i wybitnym śpiewakiem, który potrafił czarować głosem, jednocześnie sam akompaniując sobie na pianinie. Nie bez powodu zresztą porównywano go do samego Mieczysława Fogga. Miał w sobie ten sam niesamowity magnetyzm i elegancję, które potrafiły poruszyć najczulsze struny w sercach słuchaczy.

Bardzo się cieszę, że tak wspaniały artysta nie został zapomniany. Dzięki książce oraz wystawianej sztuce, do której scenariusz napisała Sylwia, pamięć o nim dotrze do szerszego grona. Zasługuje na to jak nikt inny.
Autorka wspomniała, że to najbardziej osobista książka ze wszystkich, jakie napisała. Poznała rodzinę Tadeusza, jego znajomych, ale przede wszystkim jego syna. To musiało być niesamowite uczucie dla obojga.
Sylwia Trojanowska nie boi się trudnych tematów. Wyszukuje osoby z dawnych czasów, które mieszkały w jej ukochanym województwie, i snuje opowieści pełne wzruszeń oraz głębokich emocji.
Dziękuję Ci, Sylwio, za Twe piękne książki!

Maa
Moja ocena: 10
Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za cudowną podróż do Szczecina.