AUTOR: Marcin StarzecTYTUŁ: Alek
WYDAWNICTWO: NOVAE RES, Gdynia 2026 r.
OKŁADKA: miękka, stron: 172.
Z okładki:
Niezwykłe perypetie robota, który chciał mówić własnym głosem
Rodzina Wojtka nie różni się niczym od pozostałych na ich ulicy. Może poza jednym szczegółem – tata chłopca pracuje w fabryce sprzętów AGD, a po godzinach buduje… robota! Model i350 zna wszystkie języki i potrafi naśladować swoich rozmówców.
Gdy pewnego dnia niesforny kot przypadkiem go uruchamia, robot spotyka Wojtka. Chłopiec nazywa maszynę Alkiem i zupełnie niechcący wydaje mu pierwsze polecenie: musi znaleźć swój własny głos.
Alek wyrusza więc w podróż pełną niespodzianek i zabawnych przygód. Rozmawia z miejskimi gołębiami, wpada w tarapaty, zagląda tam, gdzie nie powinien… i powoli zaczyna rozumieć, że nie wszystko, co ważne, da się znaleźć w bazach danych.
Bo czasem to, czego potrzebujemy, jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć.

Choć regularnie i z wielką chęcią sięgam po literaturę dziecięcą, ta konkretna książka wyjątkowo mocno mnie zaskoczyła. Wywołała we mnie mnóstwo skrajnych emocji – od ogromnej sympatii do tytułowego bohatera, aż po irytację zachowaniem dorosłych. Zapraszam na moją recenzję książki „Alek” Marina Starca!
Moim wielkim zaskoczeniem było to, że jest to literatura dziecięca. Nie jest to jednak żadna wada, bo należy promować wartościową literaturę dziecięcą. A jest to książka, która daje czytelnikowi dużo do myślenia. Poznajemy robota, którego stworzył inżynier w wielkiej tajemnicy przed wszystkimi. Nie jest to jakiś bardzo zaawansowany robot jak T-1000, ale świetnie nadaje się, by służyć ludziom. Jednak pewne niedociągnięcia są. Na przykład takie, że robocik nie potrafi wysiedzieć w miejscu i ciągle wplątuje się w jakieś dziwaczne przygody. Jego system prawdopodobnie ma coś, co pozwala mu myśleć niestandardowo, a to niesie za sobą problemy.
Książka podobała mi się z wyjątkiem jednego aspektu – używanie jednej formy nazywania bohatera: pan Adam, pani Lucyna. Nasz język jest bardzo bogaty w przeróżne synonimy, których można by użyć, pisząc o Adamie (konstruktor, tata Wojtka, inżynier, wynalazca, mąż). Pan Adam brzmi sztucznie i zbyt formalnie, tak samo jak nazywanie małej dziewczynki, siostry Wojtka, zawsze wyłącznie „Anną”
Wiem, że jest to książka dla dzieci, ale postacie są płaskie, bez głębi psychologicznej. A nauczyciele zostali przedstawieni stereotypowo. Czy każda dyrektorka musi mieć koka, garsonkę i grube szkła w okularach? Szkoła się trochę zmieniła.
Nie wiemy, ile dzieci mają lat, właściwie nic o nich nie wiemy. Pana Adama autor tak napisał, że nie znoszę go od samego początku. Jest zimny, nieczuły, zasadniczy, w gruncie rzeczy mało interesuje się swoim wynalazkiem i rodziną. Nie znoszę faceta. Dzieci za to angażują się bardzo i są sympatyczne.
Za to Alka polubiłam od pierwszych stron książki. To wspaniała maszyna, która przejawia ludzkie odruchy bardziej niż niejeden człowiek. Autor sprytnie wplótł wartości, którymi powinien kierować się każdy człowiek. Mam nadzieję, że dzieci to zrozumieją. Za ten element należy się duży plus. Bardzo spodobał mi się zły robot, który wystąpił na końcu książki – antagonista Alka. Niestety jego rola była bardzo krótka, a mogłoby wiele się wydarzyć, gdyby autor pociągnął dłużej ten wątek.
Uważam, że warto przeczytać tę książkę w każdym wieku. Jest odpowiednia dla dzieci i dorosłych. Daje sporo do myślenia, a dla mnie to najważniejsza cecha książki.
Dziękuję wydawnictwu NOVAE RES za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.
Wpis powstał w ramach współpracy reklamowej (barterowej) z Wydawnictwem Novae Res.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz