AUTOR: Shō Ishida
TYTUŁ: Kot pierwszego kontaktu
CYKL: Zaleca się kota, tom 3
TŁUMACZENIE z języka japońskiego: Klaudia Szary
WYDAWNICTWO: Marginesy, Warszawa 2026 r.
Z okładki:
Niech pani najpierw zastosuje kota, później zajmiemy się wprowadzaniem kolejnych zmian w pani życiu. Niech się pani nie martwi. Zdecydowała się pani tu przyjść, a to już bardzo duży krok.
Poradnia Kokoro, gdzie specjaliści zapisują kota jako antidotum na wszelkie kłopoty, nie zamyka podwojów, a wręcz wzbogaca ofertę o jeszcze bardziej osobliwe metody terapeutyczne. Naturalnie leczenie odbywa się pod czujnym nadzorem wykwalifikowanych kocich profesjonalistów – wśród stale poszerzającej się kadry znajdzie się piękny, lecz surowy kot syjamski, stosujący wobec zestresowanej prezentacją w pracy Fūko dość bezwzględną musztrę, a także śnieżnobiała kotka rasy ragdoll, która choć posługuje się dużo subtelniejszymi metodami, gdy odpowiednio dobrana do pacjenta, wykazuje równie wysoką skuteczność.
Kocham tę serię! To już trzeci tom i mam wielką nadzieję, że nie
ostatni. Azjatyckie książki mają w
sobie coś, czego zupełnie nie znajduję w naszej, europejskiej
literaturze – i to jest w nich najwspanialsze. Kocham koty, mam
ich aż cztery (wszystkie to bezdomniaki), więc chcę przeczytać każdą książkę o
nich, która wpadnie mi w ręce.
Shō Ishida znów zabiera nas do tajemniczej kliniki w Kioto, gdzie ekscentryczny lekarz zamiast leków „przepisuje” pacjentom opiekę nad kotem. Niby czytamy o wymyślonych bohaterach, a tak naprawdę o nas samych – wiele razy się na tym przyłapałam. Przy tym tomie płakałam rzewnymi łzami, ponieważ pojawiły się w nim sceny dla mnie aż za mocne. Bardzo interesujące jest podejście Japończyków do posiadania zwierząt. Tam nie ma spontanicznych decyzji, wszystko musi być po stokroć przemyślane. Mało jest też w Japonii bezdomnych zwierząt. Japończycy często nie chcą brać na siebie tak dużej odpowiedzialności, bo lubią wyjeżdżać – ja jestem ich całkowitym przeciwieństwem.
Wszystkie historie
pacjentów są niesamowicie wciągające i angażujące. Nie brakuje w nich tajemnic,
a mruczki działają tu jak najlepsi terapeuci. Każdy z bohaterów jest dobrze
opisany, podobnie jak jego relacje z otoczeniem i rodziną. Człowiek naprawdę
poznaje siebie, gdy ma za zadanie opiekować się żywą istotą. Dzięki temu
doświadczeniu dowiaduje się, że wcześniej przejmował się głupotami albo w końcu
godzi się z bliskimi. Kot daje mu po prostu głębszy wgląd w siebie.
Zawsze staram się czytać te książki jak najdłużej, bo szkoda mi je kończyć. Z każdym tomem czuję żal, że historia tak szybko dobiegła końca.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz