28 września, 2014

"Ciernista róża" - Charlotte Link


AUTOR: Charlotte Link
TYTUŁ: Ciernista róża
TŁUMACZENIE: z niemieckiego Ewa Spirydowicz
WYDAWNICTWO: Sonia Draga Katowice 2014
OKŁADKA: miękka , 600 stron


Z okładki
Karin Palmer, ogarnięta chęcią zmiany dotychczasowe życia, decyduje się wyjechać na angielską wyspę Guernsey, gdzie przed laty spędziła cudowne wakacje. Przez przypadek trafia do domu z ogrodem pełnym róż, który należy do 71-letniej Beatrice Shaye. Karin ulega urokowi staruszki, jej pięknego ogrodu i eleganckiego, przytulnego domu. Między kobietami szybko nawiązuje się serdeczna przyjaźń mimo dzielącej je różnicy wieku. Ich rozmowy stają się coraz bardziej intymne i szczere. Beatrice coraz chętniej opowiada o przeszłości. Nie mówi jednak wszystkiego. Wkrótce w okolicy policja znajduje pierwsze zwłoki. Tropy prowadzą do  Beatrice. Kobieta będzie musiała komuś zaufać. Jej wybór padnie na Karin…


Sprzedaż książek Charlotte przekroczyła 20 mln. i jestem bardzo ciekawa ile milionów po przeczytaniu Ciernistej róży się zawiodło – tak jak ja. Nigdy nie przypuszczałam, że to powiem w odniesieniu do mojej ukochanej Link. Nie wiem, naprawdę nie wiem kto doradził Pani Charlotte wydanie tej marnej opowiastki. W ogóle wszystko jest nie tak, bo brutalne morderstwo które ma się dokonać wkrótce – jak głosi okładka, ma miejsce dopiero pod sam koniec. I to nie jest „to” czego się spodziewacie po książce Link. Okładka kłamie od początku prawie do końca. Bo Karin, nie spędziła przed laty cudownych wakacji na Guernsey!! Ten kto pisał streszczenie chyba przeczytał inną powieść. Niech chociaż napisze jaką, może tamta będzie ciekawsza… W Ciernistej róży nie ma praktycznie nic co by mnie zaciekawiło, zaskoczyło. To jest po prostu nudne opowiadanie starej baby. Ale Link nie jest starą babą (!) A więc co się stało? Wypadek przy pracy? Ja wiem, że zdarza się najlepszym, ale pedantycznej Link? Dziękować aniołom, że styl, język i zarys psychologiczny postaci jest nadal na wysokim poziomie. Co ciekawe do bohaterów książki czuje się antypatie  wręcz nienawiść, momentami było mi ich żal, że są takimi idiotami. A Beatrice jest zgorzkniałą masochistką. Podsumowując to jest poniżej poziomu Link, Ciernista róża jest najsłabszą jej książką, nie najgorszą tylko najsłabszą. Moja koleżanka bardzo trafnie zresztą porównała Ciernistą róże do nie-udanego  seksu. Czekasz na orgazm, a jego nie ma. Jeśli o mnie chodzi miała rację – nie nadszedł… Justyna.Ju

Moja ocena 4

21 września, 2014

"Dość Już Łez" - Linda Howard


AUTOR: Linda Howard
TYTUŁ: Dość Już Łez
TŁUMACZENIE: z angielskiego Marcin Czynszak
WYDAWNICTWO: Gruner+Jahr Polska,Warszawa 2011
OKŁADKA: miękka, stron 368


Z okładki:

Milla po porwaniu jej maleńkiego synka ma w życiu tylko jeden cel – odnalezienie dziecka. Całe swoje życie podporządkowuje tragedii. Rozstaje się z mężem i zakłada organizację, która pomaga rodzinom znajdować ich zagubionych bliskich. Jej obsesyjną potrzebą pozostaje jednak odnalezienie własnego syna. 
Po dziesięciu latach daremnych poszukiwań do pomocy wynajmuje tajemniczego Diaza, podejrzanego człowieka znanego jako łowca. Ten samotny wilk, z którym wbrew swojemu rozsądkowi nawiąże gorący romans, pomoże jej odnaleźć odpowiedzi na pytania, które zadawała sobie od lat.


        Książka Lindy Howard:Dość już łez, dumnie zwana thrillerem romantycznym, jest romansem  z wątkami sensacyjnymi. Nie da się ukryć, to jest literatura kobieca, przez duże „K”


Jak na literaturę kobiecą (za, którą nie przepadam ) jest to książka niezła, jak na literaturę w sensie ogólnym, to jest to książka taka sobie. Nie za dobra z tego powodu, że bohaterzy są opisani powierzchownie. Bez rysu psychologicznego. Postacie nie zostały zbudowane, tylko nakreślone, tak jak malarz robi szkic do obrazu i na tym kończy pracę. Tak właśnie zrobiła Howard-coś tam opisała, nie dokończyła i zostawiła. Sprawy za szybko się rozwiązują, napięcie trwa zbyt krótko, nic nie zaskakuje. Skoro to thriller, niektóre warstwy tekstu powinny być bardziej rozbudowane i zaskakujące.

       Autorka ładnie opisuje miłość matki do dziecka, pierwsze chwile macierzyństwa. To było piękne. Dzięki temu opisowi moja ocena nie będzie niska.

       Howard potrafi pisać, nie zaprzeczę, tylko czegoś mi tu brakuje, dopracowania książki. Więcej napięcia, mniej banałów i więcej psychologii postaci. Wolę jednak literaturę męską (jeśli chodzi o thrillery i kryminały, nie wliczając w to Link), ale dla tych, którzy lubią literaturę kobiecą- polecam. Maa
Moja ocena 5

 Linda Howard to podobno jedna z największych gwiazd thrillerów romantycznych. Napisała około 40 powieści, które sprzedano w nakładzie ponad 20mln egzemplarzy na całym świecie. Podobno książki były bestsellerami New York Tmesa, USA Today i Publisher Weekly, a autorka jest laureatką wielu nagród literatury kobiecej m.in. RITA Award, B. Daltan, Bestseller Award. To tyle o Pani Howard. A co o Dość już łez? Przyznam się od razu, że nie przepadam za tym gatunkiem literatury, ale absolutnie go nie przekreślam. Książkę przeczytałam tylko dlatego, bo koleżanka nalegała, że super, że już dwa razy czytała i ogólnie ochów i achów z jej ust pod adresem powieści padło jeszcze ze 2 mln ;) No to sobie pomyślałam, dawaj – przeczytamy, zobaczymy. I o to tak przeczytałam pierwszą powieść Howard, nie będę mówić, że ostatnią. Jak dla mnie Dość już łez jest kryminałem z rozbudowanym wątkiem romansu, a nie thrillerem. Opowiada o krwawej zemście i dziwnej, trudnej ogromnej miłości. Wątek kryminalny wzbudza autentyczne i silne emocje – ja się wzruszyłam, ale wcale nie końcówką, bo ta mnie zemdliła. Temat kidnappingu dla mnie mega. Historia matki której porwano dziecko…wzruszająca – nie jedna czytelniczka na  pewno wylała morze łez. Tyle jeśli chodzi o to co mi się najbardziej podobało. Wieżę, że Linda Howard jest mistrzynią w swoim gatunku. Książkę czyta się tak, jak powinno się czytać literaturę kobiecą, czyli lekko i przyjemnie. Cała intryga nie jest wysublimowana, ani oryginalna. Szybciutko połapiemy się kto jest przyjacielem, a kto go tylko udaje. Fabuła nie rozkręca się dynamicznie, nie ma tu żadnych mrożących krew w żyłach akcji. Ogólnie panuje przyjemna stabilność. Autorka ma tendencję do błyskawicznego zakańczania ciekawych momentów. Jedna jedyna sytuacja, która wyprostowała mnie w fotelu trwała tylko 15 ZDAŃ (!) I wszystko wróciło do starej monotonnej stabilizacji. Język jak najbardziej jest przyjemny dzięki czemu książkę kończy się w ekspresowym tempie. Dość już łez jest powieścią do czytania dla samej przyjemności, a nie po to aby mieć ciarki na plecach. Podsumowując książka jest bardzo dobra- w swoim gatunku, miłośniczką i miłośnikom takiej literatury na pewno powieść przypadnie do gustu. Baa wręcz jest ich obowiązkową lekturą. Mnie też się podobała, aczkolwiek fanką autorki nie jestem. Justyna.Ju
Moja ocena 5

06 września, 2014

"Jaskiniowiec" Jorn Lier Horst

AUTOR: Jorn Lier Horst
TYTUŁ: Jaskiniowiec
TŁUMACZENIE: z norweskiego Milena Skoczko
WYDAWNICTWO: Smak słowa, Sopot 2014
OKŁADKA: miękka ,stron 389

Z okładki:

Zaledwie trzy domy dalej od mieszkania policjanta Williama Wistinga zostają odnalezione zwłoki mężczyzny, który przez cztery miesiące siedział martwy przed migającym ekranem telewizora. Nic nie wskazuje na to, aby jego śmierć była wynikiem przestępstwa. Viggo Hansen był człowiekiem, na którego za życia nikt nie zwracał uwagi, więc jego śmierć również nie wzbudza sensacji i nie trafia na czołówki gazet. A jednak z jakiegoś powodu ta sprawa budzi ciekawość córki Wistinga, która jest dziennikarką. Line postanawia napisać artykuł: portret zupełnie nieznanej osoby. Kiedy Line rozpoczyna swoje dziennikarskie śledztwo, policja otrzymuje zgłoszenie o odnalezieniu kolejnych zwłok, tym razem na miejscu wycinki lasu.

Wygląda na to, że ciało musiało tam leżeć przez długi czas. Na zwłokach mężczyzny zostaje ujawniony niezwykły ślad. Wkrótce policja organizuje zakrojoną na szeroką skalę obławę – jedną z największych w historii Norwegii. Jedyne, co mogłoby popsuć szyki śledczym to nadgorliwi dziennikarze…



     Drodzy czytelnicy to NIE jest nowy Nesbo. To jest Jorn Lier Horst, zapamiętajcie to nazwisko, bo naprawdę facet pisze świetnie. Jaskiniowiec jest zupełnie inny niż powieści Nesbo. Inny to nie znaczy gorszy. W książce Horsta nie znajdziemy okaleczonych twarzy jak w Pancernym sercu Nesbo, nie będzie też kroił swoich bohaterów jak  w Policji. Horst po prostu zaserwował nam niezłą zagwozdkę , a nawet dwie. Jaskiniowiec został napisany precyzyjnie i konkretnie, tu nie ma zbędnej „gadki” autora, a wątki z życia bohaterów są tak wplątane, aby nie zwalniały akcji. Horst napięcie buduje stopniowo, dlatego początek może wydawać się nieciekawy, ale tak od 150 strony robi się naprawdę gorąco, a autor sprytnie wyprowadza nas w pole.

      Ten Norweg doskonale wie jak pisać, by było ciekawie. Niewątpliwie pomogło mu doświadczenie. Od września 2013 roku pracował jako szef Wydziału Śledczego Okręgu Vestfold. Studiował także kryminologię, filozofię i psychologię. Obecnie jest to najpoczytniejszy autor w Norwegii.
    Jaskiniowiec pod względem technicznym jest poprawny, pomysł, aby śledztwo prowadzone było dwutorowo przez dziennikarkę i policję – moim zdaniem się obronił. Doczepię się tylko do jednego mianowicie:  Jorn Lier Horst zadebiutował w 2004 roku powieścią Świadek koronny. Stworzył cykl powieści kryminalnych z Williamem Wistingiem. Aktualnie pracuje nad dziesiątą powieścią z cyklu o tym właśnie bohaterze. Jego książki są wydawane w nakładzie przekraczającym 100 tyś. egzemplarzy. Każda z nich trafia na szczyty list bestsellerów. Horst może poszczycić się takimi nagrodami jak Nagroda Rivertona ( przyznawana w Norwegii dla najlepszego tekstu o charakterze kryminalnym), Glasnyckel ( dla najlepszego kryminału skandynawskiego) oraz Nagrodę Księgarzy Norweskich. To dlaczego  u nas wydawany jest jako pierwszy Jaskiniowiec, a nie Świadek koronny? I druga sprawa, dlaczego tak późno? No cóż takie rzeczy tylko w Polsce.
    Ogólnie rzecz biorąc Jaskiniowiec to bardzo dobra książka, od której ciężko się oderwać. Zakończenie co prawda niewiele nam wyjaśnia, ale takie niedopowiedzenie też może się podobać.  Tak się zastanawiam, czy żeby pisać na takim poziomie to trzeba urodzić się Norwegiem? Przeczytajcie tę pozycję –bo warto! Justyna.Ju
Moja ocena 7


Premiera 10 września
!!!!!!!!!!!!!!

Jaskiniowiec Jorna Liera Horsta to naprawdę dobry, trzymający w napięciu kryminał. I nie dlatego, że to „ nowy Nesbo”, bo z Nesbo, to on oprócz narodowości nie ma nic wspólnego. Horst jest lepszy od Nesbo, ponieważ nie stworzył nadczłowieka, jakim jest Harry Hole z powieści Nesbo, ale zwykłego, inteligentnego człowieka, który ma równie błyskotliwą córkę. Jeśli koniecznie trzeba Horsta do kogoś porównywać, to prędzej do Mankella. Dawkowanie napięcia budowane jest u obu autorów w podobny sposób. Podobni też są obaj detektywi Kurt Wallander u Mankella i William Wisting u Horsta. Obaj także mają córki, pakujące się w kłopoty.
      Książka podoba mi się od pierwszej do ostatniej strony. Czyta się ją bardzo szybko i nie można się od niej oderwać. Tłumaczka i korektorka spisały się na medal, bo nie ma tam błędów rzeczowych ani stylistycznych, jak to się niestety często zdarza w innych kryminałach.
       W dzisiejszych czasach trudno jest odkryć kogoś interesującego, kto pisze dobre kryminały, ponieważ zalała nas fala skandynawskich autorów. Jedni są ciekawi, inni słabi. Ten autor u mnie znajdzie miejsce na półce obok Mankella i Larssona- moich ukochanych pisarzy kryminałów.
       Muszę się niestety przyczepić do dwóch rzeczy. Po pierwsze: obwoluta- wprowadza czytelnika w błąd. Pierwsza myśl- Nesbo wydał coś nowego. Jest to absolutnie niepotrzebne. Okładka powieści Horsta jest bardzo sugestywna i interesująca, przyciąga wzrok i nie trzeba nic więcej. Druga spraw. Dlaczego tak późno? To już dziewiąta książka z serii o Wistingu. Znów zaczynamy od końca. Kiedy się doczekamy poprzednich ośmiu? Mam nadzieję, że wydawnictwo szybko nadrobi te braki.
       Fajnie, że wreszcie trafił się piszący policjant, który zna wszystko od środka i nie wymyśla niestworzonych rzeczy. Jego książka jest autentyczna, nie ma nic przerysowanego jak u Nesbo. Mam nadzieję, że nastanie boom na Horsta, tak jak modny jest Mankell i Nesbo.
Dla mnie Horst to świetny pisarz, chcę poznać więcej jego twórczości i mam nadzieję, że inni czytelnicy pomyślą to samo.
                                                 Maa
Moja ocena 10 

Za możliwość przeczytania książki dziękujemy Wydawnictwu Smak słowa ;)I prosimy o jeszcze.

30 sierpnia, 2014

"Źródło" Małgorzata Hillar



AUTOR: Małgorzata Hillar
TYTUŁ: Źródło
WYDAWNICTWO:Glob, Szczecin 1985
OKŁADKA: miękka, stron 108





Przedstawiając tomik poetycki Źródło, postanowiłam przypomnieć (lub przedstawić) zapomnianą już poetkę, dla mnie wielką postać powojennej Polski.

 Małgorzata Hillar , właść. Janina Krystyna Helena Hillar (ur. 19 sierpnia 1926 w Piesienicy, zmarła 30 maja 1995 w Warszawie) – polska poetka.
Absolwentka Wydziału Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Jako poetka debiutowała publikacją wiersza Słowa w Nowej Kulturze w 1955, a jej pierwszym tomem poezji był Gliniany dzbanek wydany w 1957 roku. W 1963 urodziła syna, Dawida, następnie w tym samym roku wyszła za mąż za jego ojca, krytyka literackiego i poetę Zbigniewa Bieńkowskiego. Następnie wraz z mężem wyjechała na stypendium do USA. Przed powrotem do Polski w 1970 zwiedziła jeszcze m.in. Francję, Holandię i Niemcy. W międzyczasie w 1967 wydała swój pierwszy tomik poezji: Czekanie na Dawida, poświęcony synowi. W 1970 rozwiodła się.

Zbiory poezji:

1957: Gliniany dzbanek
1959: Prośba do macierzanki
1961: Krople słońca
1967: Czekanie na Dawida
1972: Poezje
1985: wybór Źródło
1995: Gotowość do zmartwychwstania

Źródło: Wikipedia


 Czytając wiersze Małgorzaty Hillar z tomiku Źródło (wybór autorki-kompilacja jej najlepszych wierszy), poczułam się jakbym wróciła do dzieciństwa. Taka jest właśnie atmosfera tych wierszy.  Barwne opisy widoku zza okna, piękne opisy przyrody, jakie pamiętam z dzieciństwa.Liryki o miłości i śmierci, piękne i smutne jednocześnie. Proste i krótkie, takie są najlepsze. Minimum słów, maksimum treści.

    Utwór napisany w latach 60, a słowa jakby z naszych czasów, wiersz:

     My z drugiej połowy XX wieku
                                                    
My z drugiej połowy XX wieku rozbijający atomy zdobywcy księżyca wstydzimy się miękkich gestów czułych spojrzeń ciepłych uśmiechów 

Kiedy cierpimy 

wykrzywiamy lekceważąco wargi 

Kiedy przychodzi miłość 

wzruszamy pogardliwie ramionami 

Silni cyniczni 

z ironicznie zmrużonymi oczami 

Dopiero późną nocą 

przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce umieramy z miłości


    To o nas- ludziach z pierwszej połowy XXI wieku. Odkrywamy kosmos, leki na raka, budujemy statki kosmiczne, a wstydzimy się czułych gestów, uśmiechu, po prostu miłości. Wszystko jest ważniejsze od niej: kariera, pieniądze, podróże. A później zostaje samotność i   pustka.

       Wiele jest wierszy o miłości, o miłości niespełnionej, młodzieńczej, zakończonej samobójczą śmiercią ukochanego. Wspomnienia pocałunków, kwiatów, które dostawała od ukochanego, codziennych spraw.
          Motywem przewodnim- klamrą spajającą  tomik jest żółty słonecznik. Piękne i mądre są to wiersze, szkoda, że coraz rzadziej czytane. Polecam Maa
Moja ocena 10

17 sierpnia, 2014

Mumia - Tess Grrritsen

AUTOR: Tess Gerritsen
TYTUŁ: Mumia
TŁUMACZENIE: z angielskiego Zbigniew Kościuk
WYDAWNICTWO: Albatros A. Kuryłowicz, Opole 2010
OKŁADKA: miękka ,stron 400


Starożytna egipska mumia odnaleziona w magazynie bostońskiego Muzeum Crispina okazuje się znacznie młodszą, niż sądzono. W jej nodze tkwi jak najbardziej współczesna kula. Sprawę prowadzi detektyw Jane Rizolli. Zatrudniona w muzeum młoda egiptolożka, doktor Josephine Pulcillo, zaczyna otrzymywać zagadkowe anonimy. Rizolli zyskuje pewność iż ma do czynienia z działającym od lat seryjnym mordercą.


  Ja podobnie jak Stephen King czytam każdą książkę Tess Gerritsen. I na żadnej się nie zawiodłam. W ogóle pierwszym DOBRYM kryminałem w moim życiu był przeczytany 10 lat temu Sobowtór – tejże autorki. I z miejsca się w niej zakochałam. Nikt tak perfekcyjnie, do samego końca nie trzyma nas w napięciu jak ta rewelacyjna amerykańska pisarka, która z zawodu jest lekarzem internistą i te wykształcenie bardzo wyraźnie widać w jej powieściach. A pierwszą był romans w wątkiem kryminalnym, a potem kolejno 8 książek o podobnej tematyce. Ale dopiero kariera pisarki nabrała rozpędu po ukazaniu się jej pierwszego thrillera medycznego pt. Dawca. Książka odniosła tak oszałamiający sukces, że Tess mogła zrezygnować z praktyki lekarskiej. Prawa filmowe do Dawcy zakupił Paramount.
    Wydała m.in. powieści Grawitacja ( 1999 – 1mln dolarów za prawa filmowe), następnie Grzesznik (2003), Sobowtór ( 2004), Autopsja ( moja ulubiona 2005), Klub Mefista (2006), Ogród kości (2007), Mumie (2008) i jeszcze wiele innych wspaniałych książek takich jak Nosiciel, Ciało, czy Dolina umarłych. Jej książki ukazują się w ponad 20 językach, regularnie, co mnie zupełnie nie dziwi pojawiają się na Listach Bestselerów w USA i Europie. Dla mnie jest tak samo rewelacyjna, nieprzeciętna, skrupulatna (czasem aż za bardzo) jak Simon Becket. Uwielbiam Tess Gerritsen jej książki czyta się doskonale i ekspresowo. Mumia jest zaskakującą, niezwykle ciekawą książką, szczególnie wątki o munifikowaniu w których to zaczytywałam się z niedowierzaniem. Pomysł dość dziwny, ale bardzo dobry, intryga oczywiście przemyślana w najdrobniejszym szczególe i dopięta na ostatni guzik, a zakończenie mega zaskakujące. Jak ja kocham takie thrillery medyczne. O tej książce nie można powiedzieć złego słowa. Język typowy dla Tess, w którym roi się od naukowych terminów, ale tak wplątanych, że każdy laik się nie pogubi i  nie znudzi. Bo w słowniku Gerritsen nie ma takiego słowa jak nuda. Wiecie dlaczego tak bardzo lubię Tess – bo nigdy mnie nie zawiodła. A zaufanie u autorów cenie najbardziej. Można wydać ostatni grosz na jej książkę i wierzcie mi nie będzie on zmarnowany. Oczywiście szczerze zachęcam do przeczytania nie tylko Mumii, ale każdej pozycji autorstwa Gerritsen. Dla mnie bomba ;) Justyna.Ju

Moja ocena 10

10 sierpnia, 2014

"Uśpienie" - Marta Zaborowska

AUTOR:Marta Zaborowska
TYTUŁ: Uśpienie
WYDAWNICTWO:Czarna Owca, Warszawa 2013
OKŁADKA:miękka,stron 480


Z okładki:
Z kliniki psychiatrycznej w podwarszawskim miasteczku ucieka psychopata. Dwa dni później w zagadkowy sposób zostaje zamordowana jego lekarz prowadząca. Sprawę bada detektyw Julia Krawiec. Prowadzone przez nią śledztwo obnaża kolejne tajemnice, jakie skrzętnie skrywają przed światem zarówno mieszkańcy miasteczka, jak i z pozoru niezaangażowani w sprawę pacjenci oraz pracownicy kliniki. Wysiłek Julii włożony w rozwiązanie tej skomplikowanej łamigłówki odbywa się kosztem jej prywatnego życia. Doprowadza to do poważnych komplikacji rodzinnych.


  Uśpienie - debiut Marty Zaborowskiej to książka średniej klasy. Nie zaskakuje w niej nic, ani akcja, ani zakończenie. Pani detektyw jest nieprofesjonalna, wciągając w śledztwo osobę postronną, zwierzając się z każdego tropu. W dodatku jest wyrodną i nieodpowiedzialną matką. Pan psychiatra traktuje pacjentów jak śmieci. Postacie są miałkie i bezbarwne, nie są pogłębione psychologicznie, niedopracowane. Nie ma atmosfery w tej powieści. Jak to trafnie określiła Ju tytuł jest idealny- idealne uśpienie, bo ta książka nudzi. Nie podoba mi się ani styl pisarski tej autorki, ani jej postacie. Nie podoba mi się dosłownie nic. Temat byłby ciekawy, gdyby nie reszta- zero psychologii, zero napięcia. 

 Twój Styl nr 11/280/2013 na 130 stronie przedstawił pozytywną recenzję tej książki. Nazwał Zaborowską „Polską Szwedką” .Porównywał autorkę z Kamillą Läckberg. ,a  intrygę nazwał „zagmatwaną i wielostopniową”. Ja tego nie widzę, pochwały są na wyrost. 
     Wiem, wiem ,że to debiut, ale wiele już w swoim życiu przeczytałam debiutów i ten chyba jest najsłabszy. To, że ktoś pisze grubą książkę z kilkoma trupami, wcale nie znaczy, że trzeba zaraz ją drukować, i że jest to dobry kryminał, bo pisanie kryminałów, to bardzo trudna sztuka i naprawdę trzeba mieć talent i ogromną wiedzę o świecie, żeby napisać coś dobrego. Tego Pani Marcie niestety brakuje. Może się później bardziej rozwinie, ale ja już się o tym nie przekonam, bo nie mam zamiaru czytać czegokolwiek tej autorki. Jej pisarstwo jest grubo ciosane, brakuje w nim finezji i polotu, wiedzy o świecie i ludziach. Szkoda. Maa
Moja ocena 3

 Żadna, ale to żadna książka nie ma tak trafnego tytułu jak UŚPIENIE Marty Zaborowskiej. Od pierwszej do ostatniej strony ten kryminał trzyma nas w stanie totalnego uśpienia. Najdziwniejsze jest to, że powieść Pani Zaborowskiej na pierwszy rzut oka, na drugi zresztą też ma wszystko czego potrzebuje dobry kryminał. Powiedziałabym, że nawet ma więcej. Tu nie ma jednego psychopaty za którym gonią wszyscy, tu mamy ich całą klinikę! Mamy również zagmatfaną intrygę, tajemnica goni tajemnicę, jest też nieustraszona i irytująca detektyw Julia, autorka wydawałoby się, że nie przynudza, ale. No właśnie ale co? Co poszło nie tak, że Uśpienia czytać się nie da – tak jest nudno. Bez polotu, bez emocji, bez niczego. Większe zainteresowanie wzbudzają reklamy w TV, niż ta powieść. Ja wiem, że jest to debiut autorki i naprawdę mi przykro, że tak krytykuje pierwsze „dziecko” Pani Marty, ale trzeba być szczerym. Ja bym tej książki nie wydała, nie mówię tego złośliwie, po prostu debiuty są wizytówką autorów. Ja po przeczytaniu Uśpienia zastanowię się trzy razy jak zobaczę kolejną książkę Zaborowskiej i ostatecznie wybiorę coś innego, bo na kolejne Uśpienie szkoda mi czasu, skoro jest tyle innych ciekawszych tytułów do wyboru. Jakiś czas temu czytałam  pierwszą książkę Karin Slaughter- Zaślepienie i pomyślałam sobie, że jeśli Pani Marta nie popracuje nad umiejętnością zaciekawienia przeciętnego czytelnika , to nawet nie zbliży się poziomem do debiutu Slaughter. Bardzo przykre. W Zaślepieniu autorka dała coś od siebie, tknęła życie w książkę. W Uśpieniu zabrakło elementu wciągnięcia w historię Lasoty. Odnoszę takie wrażenie, że ta powieść została napisana bo Zaborowska chciała coś wydać i wydała…Książkę absolutnie nie do polecenia innym. Pani Marta z wykształcenia jest politologiem a zawodowo związana z jedną z międzynarodowych instytucji finansowych. Autorka pracuje obecnie nad kolejną książką z bezkompromisową detektyw Julią Krawiec w roli głównej. Ja raczej drugiej szansy tej autorce nie dam. Debiuty zawsze oceniam mniej krytycznym okiem, ale tu nie miałam za co podnieś oceny. Bardzo mi przykro, bo pomysł jest dobry tylko z realizacją kiepsko. Justyna.Ju

Moja ocena 2


27 lipca, 2014

"Syn" - Jo Nesbo

AUTOR: Jo Nesbo 

TYTUŁ: Syn 
TŁUMACZENIE: z norweskiego Iwona Zimińska 
WYDAWNICTWO: Dolnośląskie Wrocław 2014
OKŁADKA: miękka , 432 stron




Z okładki
Sonny Lofthus odsiaduje wyrok w najlepiej strzeżonym więzieniu Oslo. Jest znany z cierpliwego wysłuchiwania zwierzeń współwięźniów. Chodzą pogłoski, że przyznaje się do zbrodni popełnionych przez innych. W kłopoty z prawem popadł po śmierci ojca policjanta. Pewnego dnia jeden z więźniów opowiada Sonny’emu historię która tragiczne odejście jego ojca stawia w zupełnie nowym świetle. Lofthus zaczyna dążyć do odkrycia prawdy.



Sięgając po nowego – starego Nesbo nie przypuszczałam, że  Syn okaże się fenomenalnym i najlepiej napisanym kryminałem Nesbo! A przez myśl mi nie przeszło, że okaże się najbardziej fenomenalnym kryminałem nie tylko norweskim, ale światowym! Pisarz doskonale wyczuł moment w którym czytelnik był „zmęczony” już legendarnym Harry Hole i zaserwował nam coś nowego. Ten norweski autor jest bestselerowym pisarzem. Nesbo to nie następca Mankella czy Larssona. Nesbo to światowa marka najlepszego kryminału. Bez kompromisowy, z ogromnym talentem, po prostu najlepszy. Ale żeby było jasne Jo to, że pisze rewelacyjnie potwierdził w niejednej powieści o Harrym Hole. Natomiast Syn jest tego najlepszą „pieczątką”. Nesbo talent ma i basta. Cytując Dagsavisen fabuła Syna „rozwija się niczym skomplikowane równanie matematyczne z wieloma niewiadomymi”. Nesbo nadal triumfuje. Zazdroszczę talentu i gratuluje kolejnego sukcesu. Czekam na więcej bestselerów z pod pióra najlepszego światowego autora. Syn wciągnie Was od pierwszych stron. Zdradzę tylko tyle, że tu nie tropimy razem z policjantem mordercy, tylko z przestępcom tropimy kolejnych przestępców. Końcówka z wieloma niespodziankami. Musicie koniecznie przeczytać Syna. Justyna.Ju

Moja ocena 10

20 lipca, 2014

W 3 ROCZNICE ŚMIERCI AMY Daphne Barak - "Ratując Amy"

AUTOR: Daphne Barak
TUYTUŁ: Ratując Amy Historia bez happy endu
TŁUMACZENIE:z angielskiego Hanna Turczyn- Zalewska
WYDAWNICTWO:G+J Gruner+Jahr,Warszwa 2011
Okładka : twarda, stron 224

Z okładki:
Od czasu fenomenalnego sukcesu albumu Back to Black w 2006 r., Amy Winehouse rzadko schodziła z łamów prasy. Jej niezwykły talent wokalny od dawna przyćmiewały wydarzenia z prywatnego życia, burzliwe relacje z mediami i prowadzona niemal przed kamerami walka z nałogiem. Ratując Amy to nie tylko bezstronna relacja ze zmagań Amy Winehouse z jej własnymi demonami, lecz także pełen współczucia wgląd w życie rodziny, która musi sobie radzić z uzależnieniem bliskiej osoby. Ratując Amy to książka napisana w oparciu o wywiady, dzienniki i osobiste wspomnienia znanej na całym świecie dziennikarki Daphne Barak, która spędziła wiele czasu na rozmowach z rodziną Winehouse'ów w Londynie, na wyspie Saint Lucia i w innych miejscach. Daphne Barak przeprowadzała wywiady z wieloma sławnymi osobistościami, począwszy od muzyków i hollywoodzkich gwiazd, jak Johnny Depp, po światowej rangi polityków, takich jak Hilary Clinton czy Nelson Mandela. Daphne współpracuje z licznymi światowymi mediami. Premiera jej dokumentalnego filmu Ratując Amy odbyła się w 2010 roku.



Jestem wielka miłośniczką talentu Amy. Gdy słucham jej utworów, to wkraczam w inny, mroczny i pełen bólu świat. Dała nam go poprzez swoje utwory, wrażliwość i cudowny, czarny, mocny głos. Niestety nie potrafiła udźwignąć swojej wrażliwości, nagły sukces popchnął ją na same dno. Pogrążyła się w używkach, aż alkohol ją zabił. Amy nie została ocalona. I o tym jest ta książka- o walce z demonami, o rodzinie, która przez chorobę Amy także była chora. Autorka nie owijała w bawełnę, pisała jak było, nikogo nie oszczędzała. Jak na mój gust trochę za bardzo kreowała siebie, a za mało wgłębiła się w problemy i psychikę Amy. Barak pisała, że Mitch Winehouse, ojciec Amy zawsze musiał mieć wszystko pod kontrolą, a matka Amy- Janis do niczego się nie wtrącała, ani także nie wspierała córki. Miała też bardzo słaby kontakt z córką,to ojciec w życiu Amy był najważniejszy. Z tej książki wypływa jeden obraz artystki- małej, zagubionej dziewczynki. Mino swych 25 lat, zachowywała się jak 5-6latka i inni jej na to pozwalali. Amy nie zdążyła dorosnąć. Dopiero w tej książce można zobaczyć jaka była Janis i nie jest to pozytywny obraz. Pierwsze, co się nasuwa, to brak bliskości i czułości w stosunku do córki. Pamiętam, gdy oglądałam w TV relacje dziennikarzy na śmierć gwiazdy, matka płacząc robiła zdjęcia. Wstrząsnęło mnie to. Jak można w takiej chwili robić zdjęcia, gdy córka nie żyje. Tak jak Amy mówiła- wszyscy zarabiali na niej, a nikt jej nie mógł pomóc. Winehouse pomagała innym, miała otwarte serce, a inni to wykorzystywali.

      Po przeczytaniu książki czuję niedosyt, mogłaby być dłuższa i bardziej dopracowana, ale czyta się szybko. Razi mnie wtej publikacji samochwalstwo Daphne. Z kim to ona robiła wywiady, jaka jest mądra. Z Mitchem mogliby podać sobie ręce. Oboje bufony i niesympatyczni ludzie.
       Ciekawe są zdjęcia, niepublikowane gdzie indziej, ponieważ to własność autorki. Można powiedzieć, że ksiązka to studium zaburzonej rodziny, która nie poradziła sobie z nałogiem córki.
Moja ocena 6 Maa




13 lipca, 2014

"Źródło" - Ayn Rand

"Źródło" - Ayn Rand
"Źródło" - Ayn Rand




Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie Iwona Michałowska
Tytuł oryginału: The Fountainhead
Liczba stron: 815




    Przeczytałam "Źródło" dzięki mojej drugiej połówce i muszę przyznać, nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie pochłonie. To monumentalna powieść, zarówno pod względem objętości, jak i treści, która zostawia ślad w czytelniku na długo. To nie tylko historia dwóch architektów, to głęboka, ideowa opowieść o człowieku, wolności twórczej i bezkompromisowym życiu w zgodzie z samym sobą. 

    Poznajemy tu dwóch mężczyzn: Howarda Roarka, indywidualistę, twórcę wiernego swoim przekonaniom, oraz Petera Keatinga, konformistę, który buduje swoją karierę na pochlebstwach, manipulacjach i cudzych pomysłach. Obydwaj poznali się na studiach, z których Roark został wyrzucony za brak uległości wobec akademickich schematów. Ale to Roark właśnie, w swojej cichej nieustępliwości, jawi się jako postać autentyczna i wewnętrznie silna, ktoś kto za wszelką cenę pragnie budować po swojemu, bez względu na modę, uznanie czy chwilowy poklask. 

    Obok Roarka stoi Dominique Francon, jedna z najbardziej zagadkowych i nieoczywistych postaci kobiecych w literaturze XX wieku. Jej decyzje nierzadko zaskakują, a jej postawa może wydawać się paradoksalna. Jednak mimo chłodu i maski cynizmu, to właśnie ona, niezmiennie i do końca kocha Roarka i dostrzega jego wielkość. Jej wewnętrzna walka między miłością a lękiem przed zniszczeniem tego, co czyste i niezależne, czyni ją postacią głęboką i tragiczną. 

    Przez powieść przewijają się też inne fascynujące postacie: Guy Francon, architekt reprezentujący styl przeszłości, Ellsworth Toohey mistrz manipulacji, który w imię równości dąży do zniszczenia jednostek wybitnych, czy Gail Wynand, wydawca targany wewnętrznym konfliktem między siłą a słabością. Każda z tych postaci niesie ze sobą ideę, symbol, ostrzeżenie lub pochwałę. 

    Warto zwrócić szczególną uwagę na finałowy monolog Roarka, to swoisty manifest filozofii Ayn Rand: indywidualizmu, wolności i odpowiedzialności za własne życie. Ten fragment, jak i wiele innych, skłania do głębokich przemyśleń. Choć Źródło liczy ponad 800 stron, nie nuży, a wręcz przeciwnie trzyma uwagę, zaskakuje, angażuje emocjonalnie i intelektualnie. Styl Rand bywa gęsty, ale klarowny, pełen przekonań, a zarazem literackiej siły. 

    To książka nie dla każdego, bo wymaga skupienia i gotowości do konfrontacji z własnymi poglądami ale dla wielu może okazać się przełomowa. To bez wątpienia jedna z moich ulubionych powieści inspirująca, poruszająca, niebanalna. Polecam szczerze każdemu, kto nie boi się pytań o to, kim jest, czego pragnie i za jaką cenę chce być sobą. 

„Dlaczego zawsze nas uczą, że robienie tego, czego się pragnie, jest łatwe i złe, i że potrzeba dyscypliny, by się przed tym powstrzymać? To jest najtrudniejsza rzecz na świecie: robić to, czego się pragnie. I wymaga największej odwagi. (…) Bo to ogromna odpowiedzialność: pragnąć czegoś naprawdę.”

10/10


Bastet (Gdybym wiedziała)


06 lipca, 2014

Wołanie kukułki Robert Galbraith

AUTOR: Robert Galbraith
TYTUŁ: Wołanie kukułki
TŁUMACZENIE: z angielskiego Anna Gralak
WYDAWNICTWO: Dolnośląskie Wrocław 2013
OKŁADKA: twarda , 454 stron

Z okładki…

Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod  balkonem jej londyńskiego apartamentu. Policja stwierdza samobójstwo, lecz brat ofiary nie wierzy w tę wersję i zatrudnia prywatnego detektywa, Cormorana Strike’a. Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał i fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z kobietą swojego życia. Sprawa Luli to dla detektywa szansą na odbicie się od dna, ale im bardziej  wikła się w skomplikowany świat wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Wołanie kukułki to wciągająca klimatyczna powieść zanurzona w londyńskiej atmosferze spokojnych uliczek uliczek Mayfair, przez ciasne bary East Endu i tętniącego życiem  Soho. Książka otwiera cykl kryminałów z Cormoranem Strikiem.



Robert Galbraith to nikt inny jak rewelacyjna, niepowtarzalna J.K. Rowling. Tak ta od Trafnego wyboru i Harego Potera. Wołanie kukułki jest dokładnie pisane  tym samym absorbującym stylem co Trafny wybór. Galbraith/Rowling jak już przekonała nas nie raz pisze niesamowicie wciągająco, a Wołanie kukułki to cholernie dobry kryminał. Ja jestem pod wrażeniem książki. Zakończenie nie do końca mnie zaskoczyło, przewidziałam, że autorka właśnie „te” rozwiązanie wybierze, ale muszę przyznać, że perfekcyjnie wyprowadza czytelnika w pole. Zarówno w Trafnym wyborze jak i w Wołaniu kukułki widać duży wpływ Charlotte Link. Przyznam się, że jeśli by mi ktoś dał obydwie te książki i zakleił okładkę to ten sukces przypisałabym Charlotte. Tak mocno uwidacznia się w dwóch ostatnich powieściach Rowling niepowtarzalny dar niemieckiej autorki w konstruowaniu powieści tak, że  niby czytamy  błahostki które potem okazują się najważniejszymi detalami. I ten kto nie wie, że kryminały obydwu pań należy czytać w podwójnym skupieniu aby nic nam nie umknęło  może się początkowo zniechęcić. Jak dla mnie książka naprawdę bardzo dobra, a porównanie twórczości Rowling do Link, to duży komplement dla angielskiej autorki. Pani Charlotte powinna się obawiać konkurentki, bo Rowling jest świetna w tym co robi. Serdecznie polecam, raczej się nie zawiedziecie. Justyna.Ju

Moja ocena 8

     Uwielbiam styl J.K Rowling,jest taki angielski,bardzo stylowy. Jestem zakochana w tej autorce. Chcę więcej i więcej Rowling. Co tam Harry Potter, ona jest genialna w powieściach dla dorosłych. Tę książkę czyta się jak dobry, stary kryminał,choć dzieje się współcześnie.
      Autorka ma bardzo lekki styl, dzięki, któremu książkę czyta się bardzo szybko, mimo że nie ma wstrząsających  i spektakularnych akcji. Główny bohater nie jest seksownym i wysportowanym detektywem, a byłym wojskowym z protezą nogi. Postacie są prawdziwe, dobrze scharakteryzowane.     Lubimy detektywa i jego sekretarkę, mimo że na początku wydaje nam się sztywna i mało przyjazna. Oni są zwykłymi ludzmi, takimi jak my, z kłopotami, brakiem pieniędzy czy mieszkania.Autorka lubi stare kryminały, to się czuje w jej stylu pisania. Polecam gorąco. Maa

Moja ocena 9

29 czerwca, 2014

"Słuchaj pieśni wiatru, Flipper roku 1973" - Haruki Murakami

AUTOR: Haruki Murakami
TYTUŁ:Słuchaj pieśni wiatru, Flipper roku 1973
TŁUMACZENIE:Anna Zielińska- Elliott
WYDAWNICTWO:MUZA SA, Warszawa,2014
OKŁADKA:miękka,twarda, stron 320


Z okładki:

 
Słuchaj pieśni wiatru i Flipper roku 1973 to dwie najwcześniejsze powieści Harukiego Murakamiego nigdy niepublikowane dotąd w Europie ani Stanach Zjednoczonych. Są to również dwie pierwsze części tak zwanej „trylogii Szczura”,do której należy Przygoda z owcą . Ukazanie się ich w Polsce to prawdziwa gratka dla miłośników Murakamiego. Po raz pierwszy pojawia się w nich bezimienny bohater dobrze znany z kolejnych powieści, jego przyjaciel Szczur, chiński barman Jay, a także Naoko z Norwegian Wood.


Akcja obu utworów toczy się we wczesnych latach siedemdziesiątych. W pierwszym, bohater jest studentem i spędza letnie wakacje w rodzinnym mieście w okolicach Kobe, w drugim ma dwadzieścia kilka lat i prowadzi z kolegą firmę tłumaczeniową. Jak zwykle u Murakamiego obie powieści przepełnione są muzyką popularną i klasyczną, aluzjami do filmów i książek, ale znajdziemy też cytat z ewangelii wg św. Mateusza, historie o Trockim, o tajemniczych bliźniaczkach, opowieść o konstruktorze flippera i stosunkach społecznych panujących na planecie Wenus...



Słuchaj pieśni wiatru i Flipper roku 1973 to powieści, na które czekałam wiele lat i nie zawiodłam się. Warto było czekać. Nie rozumiem dlaczego Murakami nie chciał ich drukować w innych krajach? Wstydził się? Nie ma czego. Jak na debiut jest to książka znakomita.
Impuls do napisania powieści pojawił się w 1978, na meczu baseballowym, gdzie grała jego ulubiona drużyna Jaskółki Yakult. Od tej pory, codziennie przez godzinę lub dwie pisał powieść, dlatego zdania i rozdziały są takie krótkie. To nie przez styl, ale brak czasu na dłuższe pisanie(musiał prowadzić swój bar). Powieść nie była pisana w kolejności chronologicznej tylko kręcił każde ujęcie osobno, a potem montował całość 


Wielu rzeczy sam w książce nie rozumiem. Większość napisałem nieświadomie [...], prawie jakbym stosował metodę automatic writing [...]. Nigdy nie sądziłem, że książka się kiedyś ukaże- albo, że stanie się pierwszą częścią trylogii.


Jay Rubin, Haruki Murakami i muzyka słów, s. 41


Ja też wielu rzeczy nie rozumiem, są surrealistyczne, ale to właśnie podoba mi się najbardziej w twórczości Murakamiego.


Główny bohater - Baku- postać, która jest bohaterem i narratorem w pierwszej osobie, to postać, która występuje w każdej książce Murakamiego. Jest to człowiek- nikt, everyman, zmienia tylko nazwiska i zawody, ale zawsze lubi dobrą muzykę i książki.


Szczur (Nezumi)- przyjaciel Baku, to postać bardzo intrygująca. Filozof i dekadent. Z ignoranta czytelnictwa zmienia się najpierw w czytelnika klasyków, a potem w pisarza.


Postać Szczura to gorzko- ironiczny autoportret rodzącego się pisarza


op. cit s 42

Druga powieść Flipper roku 1973 (ang. tłum. Pinball 1973) to kontynuacja losów Baku i Szczura. Bohater jest już starszy,pracuje i mieszka z dziwnymi bliźniaczkami. Murakami ma tę zdolność, że napisze o zwykłym fliperze i jest to ciekawe. Jak on to robi? Nie wiem. Nie wiem dlaczego kocham jego powieści i opowiadania (powieści bardziej ). Uwielbiam literaturę azjatycką, tak różną od prozy Murakamiego, a jednak jego kocham najbardziej. To chyba jakaś magia. Maa
Moja ocena 10

08 czerwca, 2014

"Ekstaza Gabriela" - Sylvain Reynard

AUTOR: Sylvain Reynard
TYTUŁ: Ekstaza Gabriela
TŁUMACZENIE: Marcin Mutermilch
WYDAWNICTWO: Akurat Warszawa 2013
OKŁADKA: miękka , 462stron



Z okładki…

Po romantycznych wakacjach we Włoszech, podczas których profesor Emerson wprowadzał Julię w tajniki wyrafinowanych, seksualnych rozkoszy, oboje wracają do monotonnego, akademickiego życia. Wkrótce jednak nad głowami wybitnego uczonego i jego młodej kochanki gromadzą się chmury. Profesor staje przed wyborem: walczyć o kobietę, dla której stał się kimś znacznie więcej niż tylko przewodnikiem po świecie zmysłowych doznań, czy podzielić los Dantego i zgodzić się na wygnanie?


Ekstaza Gabriela to kontynuacja losów piekielnie przystojnego profesora Emersona i jego pięknej studentki Julii. Ta część jest dużo bardziej ciekawsza od poprzedniej, tu w przeciwieństwie do Piekła Gabriela coś się dzieje. Książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Ale Piekło jak i Ekstaza Gabriela nie są diabelskimi erotykami, one nawet nie stały na półce koło „zwykłych” erotyków. To co jest napisane na okładce jest zwykłą bzdurą która wprowadza czytelnika w błąd(!) Bardzo irytuje mnie wypisywanie głupot na okładkach po to tylko, żeby książka miała wzięcie. To, że pisze się na marnym kryminale „fantastyczny w dodatku z melodramatycznym szczytem, trzyma w napięciu do ostatniej strony”, to jeszcze zrozumiem. Gdyż to co, zaskoczyło i zmroziło znanego dziennikarza, z popularnej gazety – mnie uśpiło – bo gusta są różne…;) Ale jeśli ktoś pisze, że Piekło i Ekstaza Gabriela są erotykami, to niech najpierw przeczyta TE KSIĄŻKI, albo niech sprawdzi w słowniku pojęcie EROTYK (!) Pisanie takich głupot jest niczym innym jak tanią reklamą na którą mamy się nabrać MY CZYTELNICY!!! Jeśli miałabym być skrupulatna i czepialska to Piekło i Ekstazę Gabriela oceniałabym jako erotyk zgodnie z tym co sugeruje okładka i ocena byłaby tragiczna. Całe szczęście nie jestem wredna i tego nie zrobię. Mówiąc krótko Ekstaza Gabriela bardziej mi się podobała, ponieważ w końcu była jakaś akcja. Dla miłośników ckliwych historyjek w sam raz na prezent. Justyna.Ju

Moja ocena 6

31 maja, 2014

"Piekło Gabriela" - Sylvain Reynard

AUTOR: Sylvain Reynard
TYTUŁ: Piekło Gabriela 

TŁUMACZENIE: Joanna Grabarek, Anna Dorota Kamińska i Ewa Marycińska-Dzius
WYDAWNICTWO: Akurat Warszawa 2013
OKŁADKA: miękka , 638stron



Z okładki…

Profesor Gabriel Emerson prowadzi podwójne życie: pozornie wydaje się ustatkowanym szacownym uczonym, zgłębiającym tajniki utworów Dantego, ale jak tylko nadarzy się sposobność oddaje się wyuzdanym przyjemnościom poszukując rozkoszy wszędzie, gdzie można ją znaleźć. Stopniowo popada w coraz głębszą frustrację, lęka się bowiem, że szansa na zbawienie jego grzesznej duszy oddala się z każdym dniem. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w jego życiu pojawia się słodka i niewinna Julia Mitchell. Zafascynowana dystyngowanym profesorem studentka, uczęszcza pilnie na jego wykłady, ale los sprawia, że pewnego dnia ich wzajemne relacje przenoszą się na inny, znacznie bardziej intymny, poziom.

W tej książce pokładałam wiele nadziei, na coś nowego, zaskakującego i piekielnie rewelacyjnego. I proszę sobie wyobrazić jakie ogromne jest moje rozczarowanie… Piekło Gabriela to nic innego ja zwykły romans, może ciut przewyższa poziomem przeciętne romansidło, ale nadal jest to tylko (przynajmniej pierwsza część) romans a nie piekielny erotyk jak głosi okładka (!) W Piekle Gabriela także nie znajdziemy odważnych erotycznych poszukiwań. Tu jest to co ma każdy romans czyli opowieść o prze romantycznej, słodkiej, lukrowej fascynacji, namiętności i oczywiście prawdziwej, najprawdziwszej takiej do końca życie i jeszcze dłużej MIŁOŚCI. Tej serii proszę nie mylić z Trylogią Greya, ani broń Boże do niej porównywać. Podobieństwa owszem występują ale TYLKO w bohaterach czyli on- piekielnie przystojny i bogaty, a ona- słodka, ładna, przygryzająca wargę niewinność. Ten romans stylem i smakiem przewyższa o lata świetlne Trylogie Greya. Wmięszanie fragmentów Dantego jest bardzo trafnym posunięciem, nadającym książce klimatu i tego czegoś dzięki czemu lektura wbija nam się w pamięć. Powieść przyciąga uwagę tajemnicą i obiecującym streszczeniem na okładce, poza tym intrygująca wzmianka o autorze. O którym nic nie wiemy, nawet tego, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Piekło Gabriela ukazało się najpierw jako self-published book: książka odniosła tak ogromny sukces, że prawa do niej, oraz do drugiego tomu pt. Ekstaza Gabriela kupiło Wydawnictwo Penguin. Wydana w nakładzie pół miliona egzemplarzy książka natychmiast stała się wielkim hitem, także w wersji drukowanej. Autor, autorka bądź autorzy pracują już nad trzecim tomem. Podsumowując, okładka to jedno wielkie KŁAMSTWO!!! I proszę się nią nie sugerować. Autor bardzo inteligentnie i smacznie nakreślił historię Julii i Gabriela, porównując ją z Dante i Beatrycze. Osobiście nie przepadam za tym gatunkiem literatury, ale nie mogę książki ocenić źle tylko dlatego, że nie lubię romansów. Piekło Gabriela jest lektura romantyczną, którą bardzo dobrze i przyjemnie się czyta. Polecam ją jak najbardziej TYLKO miłośnikom romansów – powinna być to ich obowiązkowa lektura. Pozostali niech czytają na własną odpowiedzialność ;) Justyna.Ju
Moja ocena 6

24 maja, 2014

"W bagnie" - Arnaldur Indriðason

Autor: Arnaldur Indriðason 
Tytuł:W bagnie 
tłumaczenie: Jacek Godek 
tytuł oryginału: Mýrin 
wydawnictwo: W.A.B. 
liczba stron: 304


"2001 rok, Reykjavik – ciemna jesień, niepogoda, krótkie dni. Wszystko zaczyna się od morderstwa. Ciało niejakiego Holberga znaleziono w jego mieszkaniu w suterenie. Miał około siedemdziesięciu lat i żył samotnie. Zginął uderzony w głowę ciężką szklaną popielniczką. Czy to kolejna typowa islandzka zbrodnia – prymitywna i bezcelowa? Można by sądzić, że Holberg jest przypadkową ofiarą, gdyby nie zagadkowe zdanie, zapisane na kartce i pozostawione przez mordercę. Erlendur Sveinsson, niemłody, doświadczony policjant z Reykjaviku, musi poznać przeszłość ofiary i razem ze współpracownikami rozpoczyna żmudne śledztwo. Odkopuje bolesne historie sprzed czterdziestu lat i w nich szuka wyjaśnienia zbrodni. Skąd wzięła się czarno-biała fotografia dziecięcego grobu, znaleziona w biurku Holberga? Czy ze sprawą mają związek badania genetyczne prowadzone na Islandii? Co się stało ze znajomym ofiary, który zaginął bez wieści przed laty? Borykając się z uzależnioną od narkotyków córką, która spodziewa się dziecka, i mający problemy zdrowotne, Erlendur prowadzi nas przez ponurą islandzką rzeczywistość."
 
 

   Jestem wybredna do kryminałów. "W bagnie" niesamowicie mnie zaskoczyło. Czytałam już dwie książki Indriðasona i wtedy autor mnie bardzo zaciekawił nietuzinkowymi pomysłami, językiem i pomysłami na zbrodnię. Najbardziej lubię kryminały obyczajowe. Porównanie do Henniga Mankella ma tu swoje uzasadnienie. Atmosfera i główny bohater nieco przypomina Kurta Wallandera z kryminałów Szweda.
Historia się zaczyna w momencie, gdy zostaje znaleziony w pustym mieszkaniu mężczyzna o imieniu Holberg. Wydaje się to zwykłym napadem, jednak tajemnicze zdanie "ja to on" na kartce intryguje Erlendura, policjanta i głównego bohatera. Auto ma dar do wymyślania historii o zbrodniach zamierzchłych, z dawnych lat. Tutaj cofamy się czterdzieści lat wstecz do historii Kolbrum i jej córeczki, która została poczęta w tragicznych okolicznościach.

  Autor niezwykle sugestywnie odmalowuje mroczne aspekty społeczeństwa islandzkiego, jak i klimat tego kraju. Na każdym kroku otrzymujemy mroczną atmosferę klimatu Islandii. Bohaterowie są szorstcy i zamknięci w sobie. Główny bohater Erlendur jest samotnikiem, który dawno temu opuścił rodzinę. Po latach nawiązuje z nim kontakt jego córka Eva Lind, która jest narkomanką. Ich kontakty są trudne, bo córka zarzuca ojcu, że porzucił rodzinę w dzieciństwie, a ojciec ma żal, że Eva traci życie na narkomanię. Po latach jednak próbują się na nowo poznać i zrozumieć.

   Ciekawym wątkiem wykorzystanym przez autora są choroby genetyczne, które nękają społeczeństwo islandzkie. Główny wątek o dziwnej chorobie jest niezwykle interesujący. Pozornie zwykły nowotwór okazuje się schorzeniem dziedzicznym, który ma wpływ na losy innych osób.

   Sam tytuł powieści jest niezwykle trafny, co okazuje się w trakcie czytania. Dotyczy on także stanu umysłowego głównego bohatera, który ma odczucie że wszystko jest bagnem i sam zadaje sobie pytanie jak w takim wypadku jak żyć. Islandczycy są narodem melancholijnym, zapewne w dużej mierze skorym do depresji. Krótkie dni i noce polarne nie sprzyjają dobremu nastrojowi. Ów ten nastrój zapewne popycha ludzi do mrocznych zbrodni i ogólnego zniechęcenia. Sam surowy krajobraz Islandii tego dopełnia.

  Dla osób chcących uzupełnić sobie tę książkę polecam islandzki film "Bagno" nakręcony na podstawie tej powieści, który dobrze oddaje klimat opisanej tutaj historii. Indriðason należy do moich ulubionych skandynawskich autorów. Przeczytałam jego cztery powieści i jak na razie chętnie sięgnę po kolejne książki autora.

Moja ocena 10/10