31 maja, 2015

"Te chwile" - Herbjørg Wassmo

AUTOR: Herbjørg Wassmo

TYTUŁ: Te chwile

PRZEKŁAD: z norweskiego Ewa M. Bilińska

WYDAWNICTWO: Smak Słowa, Sopot 2015

OKŁADKA: miękka, stron: 362
 
 
 
 

Z okładki:

W książce zostajemy porwani przez wir historii rozgrywającej się na przestrzeni lat, a właściwie całego jej życia. Podróż jest długa i trudna – od dziewczynki, która wyrosła w biednych warunkach w Vesterålen do pisarki u szczytu sławy, żyjącej wśród artystycznej elity.
                                                                        
Podobnie jak Tora i Dina – główne bohaterki w twórczości Wassmo – powoli wyłania się przed nami postać głównej bohaterki. Wrażliwej i nieskończenie silnej. Serce i ból.

"Chwile" to na jednym poziomie fascynująca powieść o dorastaniu i rozwoju, a na innym – ujawnienie drastycznej prawdy o głównej bohaterce, o byłym mężu, matce i ojcu, o łatwo rozpoznawalnych mężczyznach, z którymi ją łączyły uczuciowe relacje.

Herbjørg Wassmo to wybitna(muszę to napisać, po przeczytaniu tylko jednej książki, ale tak uważam) norweska pisarka, która zasłużyła na najwyższe pochwały, dzięki najnowszej powieści.
Opublikowała dwa zbiory wierszy: Skrzydlaty zespół (1976) i Czas powodzi (1977),trylogięDom ze ślepą werandą (1983), Niemy pokój (1983), Otwarte niebo(1986), za którą otrzymała literacką nagrodę Rady Nordyckiej.
Najbardziej znaną powieścią Wassmo jest Księga Diny (1989), która została zekranizowana 2002 roku pod tym samym tytułem.
 

        Szczera i autentyczna, aż do bólu książka. Bohaterka z krwi i kości, wątki biograficzne same się nasuwają. Ta książka boli, bo wżera się do umysłu i do serca, nie można przestać o niej myśleć. W niej są  głębokie pokłady "strumienia świadomości", szczera i autentyczna, aż do bólu książka.
      Autorka zawarła myśli i doświadczenia wszystkich kobiet na świecie. Ta „ona” jest dla mnie bardzo uniwersalna, ”everyman” ,każdy i nikt jednocześnie. Może jest tak dlatego, że to powieść napisana życiem i każda kobieta może wziąć coś z bohaterki?
    Bardzo długo nie mogłam się przyzwyczaić do formy powieści. Te zdania bez podmiotu, bardzo mnie denerwowały, często były niezrozumiałe i za mało dialogów, które są ważnym elementem powieści. W końcu się przyzwyczaiłam i rozumiem ,że musiało tak być, by oddać autentyczność przeżyć bohaterki. 
     Podziwiam odwagę Wassmo, bo trzeba mieć niesamowitą odwagę, by napisać taką książkę, by tak dogłębnie siebie i swoje życie przeanalizować. „Czapki z głów” dla tej Pani.
     Na pewno przeczytam wszystkie Jej książki z poezją włącznie, ponieważ pięknie pisze i prozę i poezję. Polecam Maa.
 
Moja ocena 9
Dziękujemy Wydawnictwu Smak Słowa za egzemplarz recenzencki!

19 maja, 2015

"Wieczory w Umbrii" Marlena De Blasi

AUTOR: Marlena De Blasi
TYTUŁ:Wieczory w Umbrii
PRZEKŁAD: z angielskiego Agnieszka Andrzejewska
WYDAWNICTWO: Warszawskie Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2015
OKŁADKA: miękka, stron 416
 
 
 

Z okładki:

Najnowsza powieść bestsellerowej autorki, której książki pokochały polskie czytelniczki

Cztery przyjaciółki spotykają się w każdy czwartek w starym kamiennym domu na wzgórzach nad Orvieto, aby wspólnie gotować, jeść, pić wino i rozmawiać o życiu.

Bohaterki powieści są rodowitymi Umbryjkami, wielbicielkami i strażniczkami umbryjskich tradycji kulinarnych. Wszystkie w swoim życiu zajmowały się profesjonalnie gotowaniem. Wszystkie też wyznają zasadę, że dobry posiłek, rozmowa i towarzystwo osób, które kochamy, pozwalają przeżyć kryzysy i katastrofy życia codziennego a także są okazją do celebrowania chwil szczęścia.

To powieść nie tylko o kuchni, o smakach i zapachach Umbrii, lecz także o wierności, starzeniu się, mężczyznach, dzieciach, przeznaczeniu, mafii i Kościele.

Książka zawiera przepisy tradycyjnej kuchni Umbrii, które bohaterki z upodobaniem przygotowują i spożywają w każdy czwartek.



    Co tu mogę napisać? Piękna i mądra książka ożyciu, z gotowaniem w tle. Kawał dobrej literatury. Skłania do myślenia o swoim życiu, o wartościach, które są  dla nas ważne. Czy na pewno dobrze je przeżywamy? Nowoczesność i brak czasu niszczy w nas człowieczeństwo.
     W Umbrii wszystko  ma swój rytm zgodny z naturą, ludzie są blisko siebie, tworzą więzi, których brakuje we współczesnym świecie. Najśmieszniejsze jest to, że autorka opisuje czasy współczesne, a czuje się jakby ta historia działa się bardzo dawno temu. Poznajemy  czasy wojny, lat sześćdziesiątych, czy późniejsze z ust bohaterek książki – pięciu kobiet, czterech rodowitych Umbryjek i jednej Amerykanki, ale ich życie toczy się tu i teraz.  Zadziwił mnie świat w jakim żyli i żyją Włosi. 
       Oczywiście co jest najważniejsze dla mnie w dobrej książce? ATMOSFERA. Jesteśmy z  bohaterkami przy palenisku, przy zbieraniu oliwek, na kolacjach czwartkowych, przy lampce wina, które się leje litrami. Ale ci Włosi piją! Zadziwia mnie jak można tak pięknie pisać i mówić o jedzeniu. Jest to wielka sztuka, żeby być znakomitym kucharzem, trzeba być artystą.
    Te wszystkie kobiety wiele przeszły w życiu, wiele się nauczyły ,a my czytelnicy poznajemy tę wiedzę i uczymy się od nich, bo są to postacie prawdziwe, nie fikcja literacka     i to jest w nich najpiękniejsze.
 Słowa Mirandy o miłości :
Należy się wystrzegać tolerancji między kochankami. Jesteśmy uprzejmi tylko wobec tych, których nie kochamy[…]Miłość i tolerancja to przeciwnicy. Ba, to śmiertelni wrogowie.
                                                                                                                s. 61
Święte słowa.
       Podoba mi się styl pisarski Marleny. Widać, że to bardzo dobrze wykształcona kobieta. Jej pisarstwo jest na wysokim poziomie(tu także ukłony dla tłumaczki). Teraz dopiero dowiedziałam się ,że o gotowaniu można pisać fascynująco.
       Książka jest bardzo ładnie wydana, na dobrej jakości papierze, a okładka przyciąga pięknym widokiem, choć ja osobiście dałabym bardziej wymowną okładkę.
        Nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, bo losy tych kobiet nie były usłane różami, raczej cierniami. Mafia, która zabija mężów, braci i synów, ciężka , fizyczna praca to realia bohaterek. To jest książka do myślenia i takim ludziom ją polecam.  Maa
 
Moja ocena 10





18 maja, 2015

"Koronkowa robota" Pierre Lemaitre

AUTOR: Pierre Lemaitre
TYTUŁ: Koronkowa  robota
TŁUMACZENIE: Joanna Polachowska 
WYDAWNICTWO: MUZA SA Warszawa 2015
OKŁADKA: miękka , 416stron

Uwaga jeśli chcecie przeżyć prawdziwą niespodziankę śledząc poczynania komisarza Camill’a Werhoevena to nie czytajcie opisu z okładki.

Z okładki:
Camille Verhoeven, komisarz paryskiej policji znany polskiemu czytelnikowi z powieści Alex i Ofiara, ma przed sobą wyjątkowego przeciwnika. Jest nim miłośnik literatury kryminalnej, który w hołdzie dla niej popełnia morderstwa będące dokładnym powieleniem literackich pierwowzorów - zbrodni opisanych w takich klasykach gatunku jak American Psycho, Czarna Dalia czy Roseanna.
Komisarz próbuje ustalić, która z książek stała się , lub co gorsza będzie w przyszłości, inspiracją dla tego nieuchwytnego i działającego wbrew wszelkiej logice psychopaty.
A czas nagli. Przełożeni domagają się wyników, spragniona sensacji prasa uznaje metody policji za mało skuteczne. Zagoniony, żyjący pod wielką presją Verhoeven nie ma czasu zająć się swoją żoną Irene, wkrótce spodziewającą się dziecka, i za to zaniedbanie przyjdzie mu drogo zapłac.

Dokładnie obejrzałam okładkę i nigdzie nie znalazłam (choćby małym druczkiem) ostrzeżenia. Tak ostrzeżenia. Powieść jest tylko  dla czytelników o mocnych nerwach. Inni niech czytają na własną odpowiedzialność . Aczkolwiek mogą potrzebować konsultacji z lekarzem bądź farmaceutą. Jeśli znacie powieść K. Slaughter Zaślepienie i/lub trylogię S. Becketta, bądź Level 26 A. E Zuikera  i D. Swierszczynskiego a sceny z tych książek wydawały wam się brutalnie mocne. To zapomnijcie o tych pozycjach. Poziom jaki reprezentują ci autorzy, to raptem przedszkole w odniesieniu do francuskiego pisarza, scenarzysty, a przede wszystkim mistrza kryminału Pierra Lemaitre, laureata Nagrody Goncourtów 2013. Autor fenomenalny i bezkompromisowy, który stworzył wspaniały kryminał dzięki swojej przebiegłości. Powiedzmy sobie szczerze, pomysł aby oprzeć swoją książkę na  bazie klasyków kryminału jest odważny  i wydawałoby się banalnie prosty. Ale proszę zauważyć, że żaden inny pisarz nie wpadł na ten pomysł. Pierre wyszedł z tego obronną ręką i nie zrobił z tego tandetnego plagiatu, wręcz przeciwnie swój plan zrealizował doskonale, prawdziwa Koronkowa robota. Wszystko idealnie współgra, dopracowane i przemyślane do ostatniego słowa. Podobno „ nie ma dziś w europejskiej literaturze lepszych kryminałów niż te, które pisze Pierre Lemaitre”. Tak twierdzi Miłoszewski, ja innych pozycji tego autora nie znam, ale na podstawie Koronkowej roboty mogę stwierdzić, że ten francuz operuje niebanalnym pomysłem i stylem. Reasumując wszystkie „za”, bo „przeciw” nie ma. Każdy szanujący się czytelnik kryminałów powinien tę pozycję uwzględnić  jako lekturę obowiązkową na ten rok. Jeszcze jedna ważna rzecz. Jeśli chcecie mieć naprawdę przednią „zabawę” z Koronkową robotą to NIE CZYTAJCIE OPISU Z OKŁADKI – za dużo zdradza. Jak już wspomniałam wcześniej to moje pierwsze spotkanie z francuskim autorem, ale zapewniam – nie ostatnie. Koronkowa robota to trzecia część trylogii z komisarzem Camillem, poprzednie to Alex i Ofiara. Nakładem wydawnictwa MUZA SA ukazały się  także powieści Ślubna suknia i Zakładnik. Prawdziwy majstersztyk ta Koronkowa robota – polecam. Szybko się czyta, a długo pamięta. Justyna.Ju

Moja ocena 10

 Premiera już 20 maja !!!

Za możliwość przeczytania fenomenalnego kryminału serdecznie dziękujemy Warszawskiemu Wydawnictwu MUZA SA.

10 maja, 2015

"Prawo Krwi "Tess Gerritsen

AUTOR: Tess Gerritsen
TYTUŁ: Prawo Krwi
TŁUMACZENIE: z angielskiego Maria Świderska
WYDAWNICTWO:Harlequin Polska,Warszawa 2008
OKŁADKA: miękka, stron 304

Z okładki:
UWAGA: Wcześniej powieść wydano pt. "Nigdy nie mów żegnaj"....

Willy nigdy nie uwierzyła w śmierć ojca. Wokół katastrofy amerykańskiego samolotu podczas wojny w Wietnamie nagromadziło się zbyt wiele pytań bez odpowiedzi. Dlaczego nie odnaleziono ciała? Kim był tajemniczy pasażer, którego istnieniu wszyscy zaprzeczają? Co się stało z ładunkiem?

Willy wyrusza do Azji, by odkryć prawdę o wydarzeniach sprzed dwudziestu lat. Szybko uświadamia sobie, że próbuje rozwikłać tajemnicę, którą nawet dziś chronią wpływowi ludzie. Mimo zagrożenia podejmuje prywatne śledztwo. Nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciąga do niej Guy Barnard, antropolog pracujący na zlecenie armii. Czy potrafi ochronić ją przed śmiertelnym niebezpieczeństwem?
 
 
     Debiut Tess Gerritsen to dla mnie najgorsza książka tej autorki. I nie dlatego, że jest to romans z elementami thrillera. Tu pisarce nie wyszedł ani romans, ani thriller. Książka jest po prostu nudna. Akcja nie trzyma w napięciu, nie zaskakuje, wszystko jest oczywiste, jakbym czytała harlequina.
     Bohaterzy są płascy,jednowymiarowi,bez rysu psychologicznego. Nie usprawiedliwia autorki, że jest to debiut, ponieważ czytałam wiele genialnych debiutów, a ten jest słaby, aż dziw bierze, że Gerritsen tak się rozwinęła. Na szczęście późniejsze książki to już thrillery medyczne.  Jest w nich  ciekawa fabuła, skomplikowana akcja, zaskakujący finał, a i postacie są ciekawie zarysowane.
       Bardzo lubię Tess, polecam jej późniejsze książki, ale przestrzegam przed jakimikolwiek romansami tej autorki. Maa
 
Moja ocena 3
 

    Tess Gerritsen debiutując w roli autorki wydała romans z wątkiem kryminalnym w tle. Prawo krwi wydane najpierw pod tytułem Nigdy nie mów żegnaj, to początek  jej kariery. Czy udany? Jak na pierwsze koty za płoty, to może być. Osobiście zaczęłam przygodę z Gerritsen od Sobowtóra i autorka przyzwyczaiła mnie do wyższego poziomu. Ale nie mam jej za złe Prawa krwi. Tu Tess dopiero „szuka siebie”. Poznaje swoje możliwości, a jak się potem okazuje, ma je dość spore. Każdy kto jeszcze nie czytał żadnej książki Gerritsen, jest w ogóle ktoś taki? I koniecznie chce zacząć od początku, może się zniechęcić, ponieważ Prawo krwi jest mocno przeciętną powieścią. Czytelnik praktycznie wie wszystko. Czyli elementu zaskoczenia nie ma. Od razu orientujemy się kogo dosięgnie strzała Amora i jak ten romans się skończy. W ogóle wiemy jakie zakończenie będzie miała książka. Miłośnicy dobrego kryminału lepiej niech sobie odpuszczą tę pozycję – nic nie stracicie. Powieści z cyklu o Rizzoli są dużo lepsze. Nie mogę powiedzieć, że autorka mnie rozczarowała, bo każdy od czegoś zacząć musi. Ale zgodnie z prawdą muszę przyznać, że czytałam dużo lepsze debiuty m.in. Zaklinacz D. Carissi i Zaślepienie K. Slaughter. Ale były też masakry które śniły mi się po nocach, a prym w debiutach które dla dobra czytelnika nie powinny ujrzeć światła dziennego wiedzie nie zmiennie M. Zaborowska i jej Uśpienie. A Tess ze swoim Prawem krwi plasuje się gdzieś pośrodku. Justyna.Ju

Moja ocena 5

02 maja, 2015

"Psy gończe" Jorn Lier Horst

AUTOR: Jorn Lier Horst
TYTUŁ: Psy Gończe
TŁUMACZENIE: z norweskiego Milena Skoczko
WYDAWNICTWO: Smak słowa, Sopot 2015
OKŁADKA: miękka , 388stron

Z okładki:
William Wisting zostaje zawieszony w czynnościach w związku z podejrzeniem o fabrykowanie dowodów w głośnej sprawie zabójstwa Cecilii Linde. Teraz, 17 lat później, wychodzi na jaw, że dowody, na podstawie których skazano sprawcę zostały sfałszowane. Media wietrzą sensację.
Przez wszystkie lata służby w policji Wisting tropił przestępców. Teraz sam jest przynętą i musi jak najszybciej ustalić, potajemnie i na własną rękę, kto z jego współpracowników sfabrykował materiał dowodowy, i co tak naprawdę wydarzyło się 17 lat temu. Jak zawsze może liczyć na córkę, Line, która jest dziennikarką, ale pomoc przychodzi również z zupełnie nieoczekiwanej strony. Nagle ginie kolejna młoda dziewczyna. Zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem

 Pamiętacie Jaskiniowca? Podobał się? Psy gończe są o niebo lepsze. Napisana rewelacyjnie wielowątkowa intryga, gdzie nie sposób odgadnąć przed końcem kto za wszystkim stoi i kto jest prawdziwym mordercą. Norweski majstersztyk. W książce od początku dzieje się tak wiele, że czytelnik nie ma czasu roztrząsać „kto”, „gdzie” i „dlaczego” . Psy gończe to jeden z najlepszych kryminałów jaki miałam przyjemność czytać. Książka bez wad – daje słowo. Idealnie dopracowana. Autor jak zwykle zwięzły i konkretny, nie rozpisuje się o rzeczach zbędnych dzięki czemu rozdziały są krótkie i zawierają tylko niezbędne informacje. Czytając tę pozycję ma się wrażenie, że "wbudowano w nią program do automatycznego przewracania stron". Pod słowami Geir Rakvaag, Dagsavisen podpisuje się dużymi literami. Wybitnie dobra powieść, która trzyma w napięciu przez 388 stron. I nic dziwnego, że jest  najbardziej utytułowaną pozycją Horsta. Otrzymała Nagrodę Martina Becka, Nagrodę Szklanego Klucza oraz Nagrodę Rivertona. Premiera już 6 maja. Psy gończe powinni przeczytać wszyscy fani kryminałów. Cieszę się, że ja dołączyłam do reszty która ma już tę pozycję na półkach. Jorn Lier Horst nie kwestionowany król norweskich kryminałów. Gorąco polecam. Książka rewelacyjna zresztą sprawdźcie sami. Justyna.Ju

Moja ocena 9
Za możliwość przeczytania rewelacyjnego kryminału dziękujemy Wydawnictwu Smak słowa.


       Właśnie skończyłam czytać Psy Gończe, jeszcze czuję adrenalinę krążącą w moich żyłach. Nie muszę chyba nikomu przypominać, że na Horsta postawiłam przy jego pierwszej u nas wydanej książce Jaskiniowiec, dając ocenę 10. Dla nikogo więc nie będzie zaskoczeniem, że ta książka również bardzo mi się podobała. Nie jest lepsza od poprzedniej, jest równie świetna. Norwegia ma Horsta, a Szwecja Mankella. Gdy czytam przygody Williama Wistinga to jakbym wróciła do Kurta Wallandera. Obie postacie są do siebie podobne. Obaj mają inteligentne, młode córki, które szukają rozwiązań zagadek. Dziewczyny różnią się tylko zawodami. Występują także ojcowie policjantów. Podobieństw jest dużo więcej, ale nie oto chodzi w tej recenzji,by porównywać.Zaznaczam to tylko dlatego, że nie miałam nadziei na odkrycie równie dobrego pisarza,co Mankell, a tu proszę.
        I co u obu autorów mi się podoba? Nie ma przesady w stylu 007. Jest za to atmosfera Skandynawii, bez której nie ma dla mnie dobrej książki. Czytelnik musi się czuć, że jest w Norwegii razem z bohaterami, musi moknąć tak jak oni i ciągle pić kawę. W Szwecji robią to samo. Brakuje mi Wallandera, ale dostałam godnego następcę- Wistinga. Rozwiązanie zagadki nie było dla mnie zaskoczeniem, ale i tak do końca autor potrafi czytelnika trzymać w napięciu. 
      Jeśli ktoś uwielbia Mankella i lubi po prostu dobry, inteligentny kryminał, to musi zacząć czytać serię o Wistingu i jego niepokornej córce Line. Polecam .Maa
Moja ocena 10 

26 kwietnia, 2015

"Sam na sam ze śmiercią" - Nikodem Pałasz

AUTOR:Nikodem Pałasz
TYTUŁ:Sam na sam ze śmiercią
WYDAWNICTWO:Warszawskie Wydawnictwo   MUZA SA, Warszawa 2015
OKŁADKA: twarda ze skrzydełkami,stron 544

Z okładki:

Wschodząca gwiazda polskiej ligi Moloki Mooketsi zostaje brutalnie zamordowany w swoim podwarszawskim mieszkaniu. Sposób, w jaki pozbawiono go życia, może wskazywać na mord rytualny. Multimilioner Jan Grabek, właściciel klubu, w którym grał Moloki, nie ufa policji. Decyduje się zaangażować do prywatnego śledztwa byłego policjanta i od niedawna byłego inspektora Europolu Wiktora Wolskiego. Charyzmatyczny gliniarz, znany z Brudnej gry, wnika w świat polskiego futbolu, zaplecze ekstraligi. Poznaje ciemne tajemnice podwarszawskiego klubu, którym w przeszłości kierowali ludzie stojący na bakier z prawem. Szukając mordercy, spotka na swojej drodze skorumpowanych trenerów, uzależnionych od hazardu i alkoholu zawodników, fałszywych menadżerów i szalonych rodziców. Ale Wolski ma jeszcze jedną tajemnicę do rozwikłania. Przeszłość nie daje mu spokoju. Szukając prawdy o śmierci swojego ojca, spotyka byłego agenta KGB i decyduje się na ryzykowny wyjazd do Petersburga. Tam kolejny raz staje sam na sam ze śmiercią.




     Wielka szkoda, że zaczęłam przygodę z pisarstwem Nikodema Pałasza od drugiego tomu przygód Wiktora Wolskiego, bo nie mogę porównać tego tomu z poprzednim. Autor ma bogate słownictwo, widać, że dużo czyta. Pierwsza połowa książki bardzo mi się podoba, jest wciągająca. Z drugą połową jest już gorzej. Wolski to taki Harry Hole, norweskiego pisarza Jo Nesbo, co bardzo mnie irytuje, bo nie lubię przerysowanych postaci. Realizm to podstawa dobrego kryminału. A w obu przypadkach panowie zawsze cało wychodzą z opresji                i wszystko im się udaje. Druga rzecz, która denerwuje w powieści to sztywne i mało śmieszne dialogi, szczególnie z byłą dziewczyną.
     Podoba mi się natomiast ujęcie tematu- środowisko piłkarskie, lubię sport i to było ciekawe. Wątek ojca i jego ukrytych skarbów też jest bardzo interesujący, zobaczymy jak to się rozwinie? Trochę taki Bezcenny Miłoszowskiego. Myślę, że przeczytam pierwszy i trzeci tom przygód niepokornego gliny. Książka  jak dla mnie jest za długa, nie każdy przecież może być Stingiem Larssonem W ogóle nasi rodzimi pisarze kryminałów z wyjątkiem Krajewskiego i Miłoszewskiego nie dorównują szwedzkim pisarzom. Podobają mi się cytaty wierszy, lubię kryminały przeplatane poezją.
     Myślę, że pan Pałasz spisał się dobrze, mam nadzieję, że nie będzie się spieszył  i kolejne książki bardziej przemyśli i dopracuje. Bohater powinien  więcej wysiłku włożyć w swoje zadania, a nie tylko wymachiwać bronią. Za łatwo mu wszystko wychodzi. Autor powinien także popracować nad psychologiczną obudową postaci. Nie każdy może być Henningiem Mankellem, ale powinien do tego dążyć.
Moja ocena 6 Maa

 Niestety ale nie mogę się zgodzić z Katarzyną Bondą, bo do ekstraligi polskiego kryminału Pałaszowi jeszcze trochę brakuje. Przykro. Ale najpierw powiem o tym co dobre w Sam na sam ze śmiercią. Styl jak najbardziej się broni. Całe szczęście nie ma tego charakterystycznego dla polskich kryminałów, wymuszonego humoru. Na siłę autorzy chcą aby było śmiesznie. Nie rozumiem ich toku myślenia, czytelnicy thrillerów nie koniecznie chcą się śmiać, my chcemy się bać. Pałasz to zrozumiał. Jego kryminał czyta się niezwykle lekko i szybko… I to niestety już koniec zalet drugiej powieści pana Nikodema. Sięgając po Sam na sam ze śmiercią myślałam, że to będzie kryminał w stylu Cobena. Czyli dobra intryga z wątkiem sportowym. A nie bezsensowna gadka przez całą powieść, no dobra prawie całą ;) o jakimś nie wykorzystanym karnym. Litości panie Pałasz. Wierze, że  stać pana na coś lepszego. Intryga co prawda nie z najwyższej półki, ale jak wspomniałam wcześniej broni się stylem. Myślę, że powieść może bardziej przypadnie do gustu męskiemu gronu czytelniczemu, niż nam kobietą. Z bardzo prostego powodu. Jeszcze raz posłużę się przykładem Cobena. Bo Harlan w mistrzowski sposób połączył swoje zamiłowanie do sportu z powieścią kryminalną. Przepis wydaje się taki prosty. Więcej kryminału w kryminale, a wątek sportowy to tak na przystawkę. Irytowała mnie jeszcze jedna rzecz, ale suma summarum to nie aż tak istotne i ocena wpływu na to nie miała. Mianowicie chodzi o Wiktora Wolskiego (gł. bohater). Ni to policjant, ni mafioso autor chyba nie mógł się zdecydować w jakiej grupie obsadzić swojego bohatera, przynajmniej takie odniosłam wrażenie. I wyszedł taki Wiktor Rambo Wolski z beretą w kieszeni. No nic, spodziewałam się czegoś innego (lepszego) po absolwencie dziennikarstwa. Ale nie mam panu Nikodemowi  niczego za złe. Po prostu Pałasz uwielbia to co robi zawodowo i aż nadto odzwierciedla się  to w jego powieściach. A zajmuje się wizerunkiem sportowców. Podsumowując Sam na sam ze śmiercią może się jak najbardziej podobać, pod warunkiem, że ktoś lubi sportowe kryminały. Z naciskiem na sportowe. Osobiście polecam tę pozycję i jestem pewna, że znajdzie ona swoje grono fanów. Dla mnie mimo lekkich minusów to jest dobry kryminał. Justyna.Ju
Moja ocena 5

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękujemy Wydawnictwu MUZA SA

11 kwietnia, 2015

"Iceman - Historia mordercy" Anthony Bruno

AUTOR: Anthony Bruno
TYTUŁ: Iceman – Historia mordercy
TŁUMACZENIE: Maciej Prusator
WYDAWNICTWO: Znak  litera nova Kraków 2013
OKŁADKA: miękka, 320stron

Z okładki
Zwyczajny Amerykanin o polskich korzeniach. Na co dzień był kochającym mężem i troskliwym ojcem. Wszyscy sąsiedzi i znajomi mieli go za przykładnego obywatela. Przez lata nie padł na niego choćby cień podejrzenia, a przecież jako bezwzględny seryjny morderca pozostawał na sługach mafii blisko trzy dekady. Żona Kuklinskiego aż do chwili jego aresztowania nie przypuszczała, skąd brał pieniądze na luksusowe samochody, drogie prezenty i wystawne kolacje.

Sięgając po Icemana byłam pewna, że to chłam jakich mało. A więc dlaczego kupiłam książkę, skoro byłam pewna, że mnie nie będzie się podobać? Po pierwsze przekonała mnie cena, po drugie historia Amerykanina o polskich korzeniach, który ma na kącie ponad 100 ofiar, mimo wszystko brzmiała interesująco. Jeszcze bardziej interesujące jest to, że historia człowieka lodu jest prawdziwa. Richard Kuklinski żył, a ta powieść jest jego biografią. Zaskoczyło mnie dużo rzeczy w tej książce. A chyba najbardziej to, że wcale nie nienawidziłam Icemana, było mi go żal. Naprawdę. Ja wiem, że był mordercą (zmarł w 2006 roku), wręcz potworem o ogromnej wyobraźni, bo to co robił z ofiarami… nie wymyśliliby tak okrutnego bohatera wszyscy autorzy kryminałów razem wzięci. Człowiek bezkompromisowy, istna bestia, ale też kochający ojciec i czasem kochający mąż. Zupełnie jak dr Jekyll and mr Hyde. Ale Kuklinski nie miał rozdwojenia jaźni. On był tak poukładany i zorganizowany jak mało kto. Rodzina była dla niego świętością. Jak ktoś groził jego dzieciom  ten nie czekał, aż groźby zostaną spełnione, tylko cwaniak w kolejnej sekundzie lądował z kulą w głowie i to w najlepszym przypadku. Książka opowiada dwie historie które łączą się w całość. Przede wszystkim mówi o Kuklinskim i jego mafijnych działaniach. Druga to historia tajniaka Dominica Polifrone, który przeniknął do świata Richarda i przyczynił się do ujęcia Icemana. Podobno ta operacja Dominicowi odbija się czkawką po dziś dzień. Jeszcze nie zapomniał i chyba już nie zapomni bezwzględnej bestii o stalowych jajach jak powiedział o nim jego wspólnik Roy DeMeo. Książka nie obnaża całkowicie Richego. Wiele swoich tajemnic (czytaj: nazwisk ofiar i lokalizację ich ciał) zabrał do grobu. Nie podzielił się  też największą tajemnicą od której pochodzi jego ksywka Iceman – dostawca lodu. Nigdy się nie dowiemy dlaczego trzymał jedną ze swoich ofiar zamrożoną w beczce przez 2 lata, zanim pozbył się ciała. Mimo wielu niewyjaśnionych zagadek, książka jest ciekawa i szybko się ją czyta. Mimo wszystko Richard Kuklinski miał interesujące życie i dużo kasy. Ale nie zazdroszczę mu ani jednego ani drugiego. Biografia mimo wszystko warta przeczytania, bo to prawdziwy kryminał. Justyna.Ju
Moja ocena 7

Poniżej link wywiadu z Richardem Kuklińskim
Film na Youtube

04 kwietnia, 2015

"Ziarno Prawdy" Zygmunt Miłoszewski

AUTOR:Zygmunt Miłoszewski
TYTUŁ: Ziarno Prawdy
WYDAWNICTWO: WAB, Warszawa 2014.
OKŁADKA: miękka, stron:446



Z okładki:
Druga część bestsellerowej trylogii o prokuratorze Szackim! Wiosna 2009 roku, rozczarowany prokurator żegna się z Warszawą i przenosi się do Sandomierza.

Tam spada na niego śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa cenionej działaczki społecznej. Szacki musi zmierzyć się ze ścianą milczenia i medialną gorączką. I z historią, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej…


      Ziarno Prawdy Miłoszewskiego to druga część trylogii o Teodorze Szackim. Bardzo dobra część. Dla mnie ciekawsza od Uwikłania. Akcja dzieje się w Sandomierzu- mieście ks. Mateusza, co często autor z dużą dozą złośliwego humoru przypomina czytelnikowi. Oczywiście jest mnóstwo humoru i śmiałam się w głos. Szacki jak zawsze jest czarujący. I jak zwykle czytelnik zakochuje się w miejscach, które Miłoszewski opisuje. Tak było i z Warszawą i Warmią, nawet chce się tam zamieszkać. 
      Akcja trzyma w napięciu. Wielu rzeczy dowiadujemy się o relacjach polsko-żydowskich w XX wieku. Poznajemy kontrowersyjne sprawy, których Polacy nie chcieliby pamiętać. Jest to delikatna materia, a jednak autor tak potrafi ująć temat, by nikogo nie urazić. Sporo też pisze o malarstwie. No i krytykuje nasze, tak bardzo rzucające się w oczy wady- plotkarstwo, zawiść, rządzę władzy. Satyra na społeczeństwo sandomierskie tak naprawdę jest satyrą naszego polskiego społeczeństwa, naszych wad i zaściankowości, i naszego antysemityzmu. 
      Muszę z pełną odpowiedzialnością napisać, że Miłoszewski i Krajewski to dla mnie najlepsi polscy autorzy kryminałów.
      Jeszcze nie widziałam filmu z moim ulubionym aktorem w roli głównej, ale na pewno zobaczę i ocenię. Gorąco polecam całą twórczość tego autora.
Moja ocena 10 Maa

No w końcu przeczytałam. Powiem od razu – Gniew jest lepszy. Ale Ziarno prawdy niewiele odbiega poziomem od trzeciej części. Na początku byłam zachwycona i w tym zachwycie trwałam bardzo długo, tak do 350-siątej strony. Potem zaczęło mi się dłużyć. A zagadka nienaturalnie się przeciągała. Przyznać muszę, że ciut, ciut pan Miłoszewski zaczął przynudzać. Na szczęście to tyle jeśli chodzi o minusy.  Bo Ziarno prawdy jest bardzo dobrym kryminałem. Prześmiewczy humor Miłoszewskiego który uwielbiam, coraz bardziej się wyostrza. Prokurator Szacki moim skromnym zdaniem to najbardziej żywy, fikcyjny bohater. Taki facet z krwi i kości. Tym razem autor postanowił ruszyć dość kontrowersyjny temat, wręcz w niektórych kręgach temat tabu. Mianowicie chodzi o stosunki polsko- żydowskie , te w okresie wojny. Pisarz zrobił to na swój sposób, moim zdaniem bardzo dobry sposób. Nikogo nie obraził, aczkolwiek swoje zdanie wyraził. Podsumowując Miłoszewski królem  polskiego kryminału jest i jak na razie żaden piszący profesor mu tytułu nie odbierze. Ziarno prawdy polecam, potrafi zaskoczyć. Justyna.Ju

Moja ocena 8 

Wesołych Świąt ;)


Drodzy Czytelnicy
życzymy Wam, aby te święta Wielkanocne 
wniosły do waszych serc wiosenną radość
i świeżość, pogodę ducha,
spokój i nadzieję.
Życzy zespół Książki Naszą Pasją ;)





22 marca, 2015

"Czarny styczeń" - Sylwester Latkowski

AUTOR: Sylwester Latkowski
TYTUŁ: Czarny styczeń
WYDAWNICTWO: Świat książki Warszawa 2012
OKŁADKA: miękka 240 stron

z okładki
Filip wychodzi z więzienia i postanawia zacząć wszystko od nowa, zerwać ze wspólnikami i ciemnymi interesami. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Niespodziewanie zjawia się u niego dawno niewidziany przyjaciel i wplątuje go w niebezpieczną grę, której stawką są duże pieniądze. Zaczynają ginąć ludzie, a Filip staje się głównym podejrzanym; musi zmierzyć się nie tylko z wymiarem sprawiedliwości, ale i dawnymi znajomymi. Mafia nie zapomina - dla niej "nawrócony" znaczy martwy…

To jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Latkowskiego – tą pisaną. Niestety ale Miłoszewski to on nie jest. Książka nawet nie stała, bądź leżała koło powieści poziomem zbliżonym do Miłoszewskiego. No sorry ale dno totalne. Fabuła zbyt wydumana i podkręcona jak w Hollywoodzkich produkcjach. Główny bohater to jakiś dziwny bohater. Gdyż opuszcza mafie potem do niej wraca, a wszyscy łysi i przygłupi członkowie „stowarzyszenia”, bo tak są opisani przez Latkowskiego, ludzie z pół światka obchodzą się z nim jak z jajkiem zamiast go kropnąć na początku za wściubianie nosa w nie swoje sprawy  jakby to zapewne miało miejsce w życiu i ta policja…tępa bardziej niż ci łysi… Ale czy w prawdziwym życiu ludzie którzy żyją na pograniczu prawa i muszą mieć nerwy ze stali, są nierozgarniętymi macho a ich kobiety to zwykle blond dziwki? Intryga żywcem jak z kiepskiego filmu, zabili go, utopili, przypalili a on uciekł. Omega – litości Panie Latkowski, czy ma Pan swoich czytelników za takich samych bezmózgich idiotów  jak swoich bohaterów? Czy możliwe jest opisanie z chandlerowskim dystansem polskiego półświatka? Pewnie tak, ale Latkowskiemu się to nie udało. Akcja brawurowej powieści – najlepszy żart z okładki (!) BRAWUROWEJ ten kto to pisał chyba złe książki czytał, albo jest kumplem Pana Sylwka. Dobiegając do końca powiem tylko tyle, że po człowieku który jest reżyserem, scenarzystą, dziennikarzem, producentem filmów i wydawnictw fonograficznych oraz autorem nagradzanych filmów dokumentalnych i książek spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Właśnie brawurowego. No niestety w Czarnym styczniu nie ma nic co by się mnie podobało. Może Polska mafia i Olewnik są lepsze, ja raczej odpuszczę i sprawdzać nie będę. Dla chętnych Latkowski napisał jeszcze dwie powieści wspólnie z Piotrem Pytlakowskim Śmierć za 300 tysięcy i  Agent Tomasz. Czarny styczeń szybko się czyta i jest krótki dlatego ocena totalnie miażdżąca  nie będzie. Justyna.Ju

Moja ocena 3  

15 marca, 2015

''Powrót do Zawiercia" - Apolinary Kurowski

AUTOR:Apolinary Kurowski
TYTUŁ: Powrót do Zawiercia
WYDAWNICTWO: Poligrafia AD REM,
Jelenia Góra 2014
OKŁADKA: Twarda, stron 304

Z okładki:
Książka 'Powrót do Zawiercia' to troszkę o historii miasta ale większość tekstu jest o tym, jak się żyło w pierwszej dekadzie lat po wojnie: - co się jadło, jak się bawiło, komuna na wesoło, kryminałki, dziwy na odpuście, pijawki sprzedawane na targu, rozróby na meczach, szkolne kawały, tragiczne świniobicie, co o nas pisano w starych gazetach, ciut erotyki, wielkanocne strzelanie itp. itd."


   Powrót do Zawiercia Apolinarego Kurowskiego to książka dla pasjonatów Zawiercia, ja do nich należę, dlatego ją zakupiłam. Dodatkową motywacją było spotkanie z autorem, które odbyło się 06.03. 2015 roku w MOKu w Zawierciu. Autor opowiadał dlaczego napisał książkę, usłyszeliśmy wiele anegdot z nią związanych, wiele ciekawych historii z dawnych czasów, bo z lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Oprócz zabawnych historii, które znalazły się w książce, mamy także wiele ciekawych zdjęć i zdjęć dokumentów. Książka jest ładnie wydana. Zdarzają się oczywiście błędy i literówki, ale w każdej książce to się zdarza.


    Pan Apolinary jest początkującym literatem, ale za to świetnym fotografikiem, a Jego żona to piękna modelka. Wiem o tym, ponieważ promocji książki towarzyszyła wystawa zdjęć autora. Warto było to wszystko zobaczyć i warto przeczytać tę książkę, ponieważ znajdziemy w niej informację, których nie ma gdzie indziej. A styl autora jest dowcipny i inteligentny. Każdy zawiercianin powinien ją mieć w swoich zbiorach.
Moja ocena 8 Maa

01 marca, 2015

"W głębi lasu" Harlan Coben

AUTOR: Harlan Coben
TYTUŁ: W głębi lasu
TŁUMACZENIE: z angielskiego Zbigniew A. Królicki
WYDAWNICTWO: Albatros a. Kuryłowicz Warszawa 2014
OKŁADKA: miękka , 432stron

Dwadzieścia lat temu czworo nastolatków wymknęło się do lasu z letniego obozu. Dwoje odnaleziono później z poderżniętymi gardłami. Pozostała dwójka – chłopak i dziewczyna – przepadła bez śladu. Zabójcę ujęto i skazano. Nie przyznał się do winy i nie chciał powiedzieć , gdzie ukrył resztę ciał. Choć od tragicznych wydarzeń  minęły dwie dekady, poczucie niepewności, jaki los spotkał Camille, ukochaną siostrę, nadal burzy spokój Paula Copelanda , młodego prokuratora okręgu Essex, który ma ambicje polityczne. Ale jego plany zawodowe mogą lec w gruzach, gdy w zastrzelonym mężczyźnie rozpoznaje zaginionego przed laty chłopca. Pytania, na które musi szybko znaleźć odpowiedź, brzmią: Czy Camille żyje? Jaką tajemnicę skrywa milczący las? Co naprawdę wydarzyło się owej strasznej nocy?

Nie licząc Ołtarza kości gdzie wszyscy zrzucili winę za popełnienie tej powieści na Cobena, to W głębi lasu jest jego pierwszą książką jaką miałam przyjemność przeczytać. Myślałam, że będzie gorzej, dużo gorzej. A jest świetnie. Powieść bardzo przypadła mi do gustu. Nie ma przynudzania, dialogi są krótkie, spójne, styl przyjemny, no naprawdę nie doczepię się do niczego. Napięcie Coben stopniuje mistrzowsko, jest wiele ciekawych wątków. Są oczywiście fałszywe tropy, ale i tak czytelnik dojdzie „co”, „jak”, „gdzie” i „kto”. Zakończenie jest zaskakujące – może nie w całości, ale mnie się podobało. Intryga bardzo dobrze skonstruowana i rewelacyjnie opisana. Jednym słowem bardzo dobry thriller, Harlan z tej pozycji może być absolutnie dumny. Sławę zdobył trzecią powieścią Bez skrupułów, opublikowaną w 1995 roku. Oczywiście otrzymał trzy prestiżowe nagrody literackie przyznawane w kategorii powieści kryminalnej, w tym najważniejszą – Edgar Poe Award. A światową popularność przyniósł mu thriller Nie mów nikomu, zekranizowany w 2006. Kolejne powieści za które otrzymał wielomilionowe zaliczki to m.in. Bez pożegnania, Niewinny, W głębi lasu, Na gorącym uczynku, Wszyscy mamy tajemnice, Zostań przy mnie, Kilka sekund od śmierci i Sześć lat później. Podsumowując podobno Coben jest mega gwiazdą w swoim gatunku i jednym z najchętniej czytanych autorów thrillerów. No cóż innego mi pozostaje jak tylko to sprawdzić. Zabieram się za Tylko jedno spojrzenie, a Wam szczerze polecam W głębi lasu. Bardzo przyjemna lektura na bezsenne noce i nie tylko. Justyna.Ju

Moja ocena  8 

22 lutego, 2015

"Z pokorą i uniżeniem"Amelie Nothomb

AUTOR: Amelie Nothomb
TYTUŁ: Z pokorą i uniżeniem
PRZEKŁAD: z francuskiego Barbara Grzegorzewska
WYDAWNICTWO: Warszawskie Wydawnictwo Literackie
MUZA SA, Warszawa 2003
OKŁADKA: miękka, stron 88



Z okładki:

"Pan Haneda był przełożonym pana Omochi, który był przełożonym pana Saito, który był przełożonym panny Mori, która była moją przełożoną. Ja nie byłam niczyją przełożoną..." - tak zaczyna swoją historię bohaterka powieści, zatrudniona jako tłumaczka w dużym przedsiębiorstwie japońskim. Gorzkie doświadczenie rocznej kariery opisuje z dystansem i humorem, przeplatając opowieść refleksjami na temat przepaści dzielącej mentalność japońską od europejskiej. 

Kolejna książka autorki "Higieny mordercy", uznana przez krytykę za najlepszą w dotychczasowym dorobku Amélie Nothomb. Przetłumaczona na wiele języków, we Francji osiągnęła nakład 450 000 egzemplarzy. 


Amelie Nothomb to dla mnie nowe, fascynujące odkrycie. Autorka inna niż wszystkie. Pisze tak po prostu jakby opowiadała swoje życie. Ona ma swój własny styl i wspaniałe poczucie humoru. Książkę Z pokorą i uniżeniem przeczytałam jako pierwszą i zakochałam się w tej autorce. Po pierwsze, dlatego że autorka pisze o Japonii i zna ją od podszewki ,bo tam się urodziła, choć nie jest Japonką tylko Belgijką. Po drugie - świetnie opowiada, nie przynudza. I po trzecie – jej niesamowite poczucie humoru, umiejętność śmiania się z samej siebie. Jedyna wadą, j aką na razie widzę jest długość książek- są za krótkie.

Dziękuję Moniko, że podarowałaś mi dwie książki tej autorki, bo do tej pory bym jej nie znała.

Interesujący jest tytuł powieści: Z pokorą i uniżeniem - dlaczego taki? Bo to Japonia, praca w tym kraju jest świętością, a szef jest bożkiem. W korporacji jest się trybikiem w ogromnej maszynie, gdzie nie wolno myśleć samodzielnie, a donosy są na porządku dziennym. Kobiety zawsze znajdują się na końcu za swoimi panami i władcami, a cudzoziemcy gorszą nacją od dumnych Japończyków. 

Jeżeli ktoś chce zobaczyć oczami Europejki jak wyglądała praca cudzoziemca w Japonii w latach dziewięćdziesiątych, to ta książka jest dla niego. Jeżeli chcecie się pocieszyć, że nie tylko wy macie pracę poniżej waszych kwalifikacji, a szef stosuje mobbing, to ta książka jest dla was. Polecam


Moja ocena: 10 Maa







07 lutego, 2015

"Ocean na końcu drogi" - Neil Gaiman


AUTOR: Neil Gaiman

TYTUŁ: Ocean na końcu drogi
TŁUMACZENIE: Paulina Braiter
WYDAWNICTWO: MAG Warszawa 2013
OKŁADKA: TWARDA , 216 stron
z okładki
Dla naszego narratora wszystko zaczęło się czterdzieści lat temu, kiedy lokator, wynajmujący pokój u jego rodziców, ukradł im samochód i popełnił w nim samobójstwo, budząc tym czynem pradawne moce, które lepiej byłoby zostawić w spokoju. Pojawiają się mroczne stwory spoza naszego świata i nasz narrator potrzebuje wszystkich sił i sprytu, by nie stracić życia w obliczu pierwotnej zgrozy, zarówno tej przyczajonej w rodzinnym domu, jak i sił, które gromadzą się, by ją zniszczyć. Pomocy może szukać wyłącznie u trzech kobiet z farmy na końcu drogi. Najmłodsza z nich twierdzi, że jej staw to ocean. Najstarsza pamięta Wielki Wybuch.

Ocean na końcu drogi to baśń dla dorosłych i nie tylko, nadająca nowe ramy współczesnej fantasy. Nie wiem może jestem zbyt ograniczona, ale ja kompletnie nie rozumiem celu i sensu takich powieści. Mówiąc kolokwialnie mnie to nie jara, kompletnie nie „czuje” tego klimatu. Język jak najbardziej zasłużył na słowa uznania i nie można powiedzieć, że jest to całkowity bełkot autora, nie trzymający się kupy jak w przypadku Stepana Chapmana w Trojce. W oceanie na końcu drogi rozumiemy o co chodzi i wchodzimy w to, albo nie. I tak jest w moim przypadku, niestety nie moja baśń. Na ścisłość jedną rzecz mogę  ocenić w tej powieści pozytywnie, mianowicie chodzi o okładkę. Świetnie prezentuje się na półce i przyciąga wzrok. Ale jak wiadomo nie ocenia się książki po okładce. A szkoda bo w tym przypadku Gaiman wyszedłby na tym dużo lepiej. W moim odczuciu jest to baśń którą da się czytać, ledwo ale tylko da się czytać. Nic więcej. Justyna.Ju

Moja ocena 3