sobota, 6 września 2014

"Jaskiniowiec" Jorn Lier Horst

AUTOR: Jorn Lier Horst
TYTUŁ: Jaskiniowiec
TŁUMACZENIE: z norweskiego Milena Skoczko
WYDAWNICTWO: Smak słowa, Sopot 2014
OKŁADKA: miękka ,stron 389

Z okładki:

Zaledwie trzy domy dalej od mieszkania policjanta Williama Wistinga zostają odnalezione zwłoki mężczyzny, który przez cztery miesiące siedział martwy przed migającym ekranem telewizora. Nic nie wskazuje na to, aby jego śmierć była wynikiem przestępstwa. Viggo Hansen był człowiekiem, na którego za życia nikt nie zwracał uwagi, więc jego śmierć również nie wzbudza sensacji i nie trafia na czołówki gazet. A jednak z jakiegoś powodu ta sprawa budzi ciekawość córki Wistinga, która jest dziennikarką. Line postanawia napisać artykuł: portret zupełnie nieznanej osoby. Kiedy Line rozpoczyna swoje dziennikarskie śledztwo, policja otrzymuje zgłoszenie o odnalezieniu kolejnych zwłok, tym razem na miejscu wycinki lasu.

Wygląda na to, że ciało musiało tam leżeć przez długi czas. Na zwłokach mężczyzny zostaje ujawniony niezwykły ślad. Wkrótce policja organizuje zakrojoną na szeroką skalę obławę – jedną z największych w historii Norwegii. Jedyne, co mogłoby popsuć szyki śledczym to nadgorliwi dziennikarze…



     Drodzy czytelnicy to NIE jest nowy Nesbo. To jest Jorn Lier Horst, zapamiętajcie to nazwisko, bo naprawdę facet pisze świetnie. Jaskiniowiec jest zupełnie inny niż powieści Nesbo. Inny to nie znaczy gorszy. W książce Horsta nie znajdziemy okaleczonych twarzy jak w Pancernym sercu Nesbo, nie będzie też kroił swoich bohaterów jak  w Policji. Horst po prostu zaserwował nam niezłą zagwozdkę , a nawet dwie. Jaskiniowiec został napisany precyzyjnie i konkretnie, tu nie ma zbędnej „gadki” autora, a wątki z życia bohaterów są tak wplątane, aby nie zwalniały akcji. Horst napięcie buduje stopniowo, dlatego początek może wydawać się nieciekawy, ale tak od 150 strony robi się naprawdę gorąco, a autor sprytnie wyprowadza nas w pole.

      Ten Norweg doskonale wie jak pisać, by było ciekawie. Niewątpliwie pomogło mu doświadczenie. Od września 2013 roku pracował jako szef Wydziału Śledczego Okręgu Vestfold. Studiował także kryminologię, filozofię i psychologię. Obecnie jest to najpoczytniejszy autor w Norwegii.
    Jaskiniowiec pod względem technicznym jest poprawny, pomysł, aby śledztwo prowadzone było dwutorowo przez dziennikarkę i policję – moim zdaniem się obronił. Doczepię się tylko do jednego mianowicie:  Jorn Lier Horst zadebiutował w 2004 roku powieścią Świadek koronny. Stworzył cykl powieści kryminalnych z Williamem Wistingiem. Aktualnie pracuje nad dziesiątą powieścią z cyklu o tym właśnie bohaterze. Jego książki są wydawane w nakładzie przekraczającym 100 tyś. egzemplarzy. Każda z nich trafia na szczyty list bestsellerów. Horst może poszczycić się takimi nagrodami jak Nagroda Rivertona ( przyznawana w Norwegii dla najlepszego tekstu o charakterze kryminalnym), Glasnyckel ( dla najlepszego kryminału skandynawskiego) oraz Nagrodę Księgarzy Norweskich. To dlaczego  u nas wydawany jest jako pierwszy Jaskiniowiec, a nie Świadek koronny? I druga sprawa, dlaczego tak późno? No cóż takie rzeczy tylko w Polsce.
    Ogólnie rzecz biorąc Jaskiniowiec to bardzo dobra książka, od której ciężko się oderwać. Zakończenie co prawda niewiele nam wyjaśnia, ale takie niedopowiedzenie też może się podobać.  Tak się zastanawiam, czy żeby pisać na takim poziomie to trzeba urodzić się Norwegiem? Przeczytajcie tę pozycję –bo warto! Justyna.Ju
Moja ocena 7


Premiera 10 września
!!!!!!!!!!!!!!

Jaskiniowiec Jorna Liera Horsta to naprawdę dobry, trzymający w napięciu kryminał. I nie dlatego, że to „ nowy Nesbo”, bo z Nesbo, to on oprócz narodowości nie ma nic wspólnego. Horst jest lepszy od Nesbo, ponieważ nie stworzył nadczłowieka, jakim jest Harry Hole z powieści Nesbo, ale zwykłego, inteligentnego człowieka, który ma równie błyskotliwą córkę. Jeśli koniecznie trzeba Horsta do kogoś porównywać, to prędzej do Mankella. Dawkowanie napięcia budowane jest u obu autorów w podobny sposób. Podobni też są obaj detektywi Kurt Wallander u Mankella i William Wisting u Horsta. Obaj także mają córki, pakujące się w kłopoty.
      Książka podoba mi się od pierwszej do ostatniej strony. Czyta się ją bardzo szybko i nie można się od niej oderwać. Tłumaczka i korektorka spisały się na medal, bo nie ma tam błędów rzeczowych ani stylistycznych, jak to się niestety często zdarza w innych kryminałach.
       W dzisiejszych czasach trudno jest odkryć kogoś interesującego, kto pisze dobre kryminały, ponieważ zalała nas fala skandynawskich autorów. Jedni są ciekawi, inni słabi. Ten autor u mnie znajdzie miejsce na półce obok Mankella i Larssona- moich ukochanych pisarzy kryminałów.
       Muszę się niestety przyczepić do dwóch rzeczy. Po pierwsze: obwoluta- wprowadza czytelnika w błąd. Pierwsza myśl- Nesbo wydał coś nowego. Jest to absolutnie niepotrzebne. Okładka powieści Horsta jest bardzo sugestywna i interesująca, przyciąga wzrok i nie trzeba nic więcej. Druga spraw. Dlaczego tak późno? To już dziewiąta książka z serii o Wistingu. Znów zaczynamy od końca. Kiedy się doczekamy poprzednich ośmiu? Mam nadzieję, że wydawnictwo szybko nadrobi te braki.
       Fajnie, że wreszcie trafił się piszący policjant, który zna wszystko od środka i nie wymyśla niestworzonych rzeczy. Jego książka jest autentyczna, nie ma nic przerysowanego jak u Nesbo. Mam nadzieję, że nastanie boom na Horsta, tak jak modny jest Mankell i Nesbo.
Dla mnie Horst to świetny pisarz, chcę poznać więcej jego twórczości i mam nadzieję, że inni czytelnicy pomyślą to samo.
                                                 Maa
Moja ocena 10 

Za możliwość przeczytania książki dziękujemy Wydawnictwu Smak słowa ;)I prosimy o jeszcze.