niedziela, 8 grudnia 2013

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" - E L James

AUTOR: E L James
TYTUŁ: Pięćdziesiąt twarzy Greya
TŁUMACZENIE: z angielskiego Monika Wiśniewska
WYDAWNICTWO: Sonia Draga, Katowice 2013
OKŁADKA: miękka, 606 stron




Młoda niewinna studentka literatury Anastasia Steele, jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad do gazety studenckiej z rekinem biznesu Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektrycznego. Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku. Christian Grey zjawia się na zajutrz w sklepie w którym Anastasia pracuje. Przypadek? W tym miejscu kończy się „disneyowskie” love story. Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli, pragnie Anastasii na własnych dość niezwykłych warunkach. Czy dziewczyna podpiszę tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i… fascynują? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

Podobno mężczyźni wiele zawdzięczają tej książce, podobno biblioteki apelują by wycofać ją z obiegu, podobno powieść sprzedaje się w tempie egzemplarza na minutę!! Pewne jest jedno, kobiety oszalały na jej punkcie i oszalałam też ja! Ja czyli zagorzała anty fanka ckliwych romansideł, oszalałam na punkcie tej książki. Powieść ta jest zabawną, romantyczną i głęboko poruszającą, całkowicie uzależniającą, pełną erotycznego napięcia historią romansu dwojga ludzi których dzieli dosłownie wszystko. Romansu który nie ma prawa istnieć. Przyznam szczerze, że miałam wiele okazji aby móc ją kupić, ale się powstrzymywałam (zupełnie nie potrzebnie) tylko dlatego, że ja za romansami nie przepadam. I faktycznie książka jest bardzo ckliwa (widać, że autor to niepoprawnie romantyczna kobieta ). O scenach erotycznych w  tej książce krążą już legendy, a ja wam powiem prawdę. Są tak cukierkowe i filmowe, że aż mdli – ale mnie się podobają. Główny bohater jest tak piękny, że piękniejszy już być nie może – ale mnie się podoba. Czy jak w każdym romansie wszystko dobrze się kończy?.. hm… w każdym bądź razie mnie się podoba. Powiem szczerze, że końcówka mnie wzruszyła. Do sukcesu tej książki przyczyniają się dwie rzeczy. Mianowicie poruszenie tematu tabu – stylu życia o którym mówi się, lekko to sformułuje, że jest nie przyzwoite. I to, że każdy facet chciałby chociaż na miesiąc być Christianem Greyem i każda kobieta marzy by takiego Greya poznać. Tak, tak jeśli w tym momencie pomyśleliście „co o nie” to jesteście hipokrytami. Sprawcą tego całego zamieszania jest E L James, kobieta marzyła by napisać powieść która wstrząśnie i poruszy czytelnika. Te marzenie odłożyła w czasie ( bardzo dobrze) by poświęcić się rodzinie i karierze. Urodziła dwójkę synów, znalazła pracę w BBC i po latach zebrała się na odwagę i zadebiutowała i to jak (!) powieścią Pięćdziesiąt twarzy Greya. Powieść z miejsca stała się Bestselerem. Wraz z ukazaniem się kolejnych części Ciemniejsza strona Greya i Nowe oblicze Greya, zaczęły padać kolejne sprzedażowe rekordy. Trylogia z każdym dniem podbija światowe hity a E L James została okrzyknięta pisarką „wszech czasów” przez brytyjski portal Amazon. Uważam, że tytuł całkowicie uzasadniony i zasłużony jeśli brać pod uwagę tyko liczbę sprzedanych książek. Kochani o to pierwszy tom Trylogii o której mówią wszyscy! Trylogii która rozpętała światowe szaleństwo. Trylogii okupującej nieprzerwanie trzy pierwsze miejsca na prestiżowej liście magazynu New York Time. Bestselerowa powieść której sprzedaż w USA sięgnęła 15mln już w pierwszych trzech miesiącach a w Wielkiej Brytanii rozeszła się w nakładzie 100 tyś. egzemplarzy w zaledwie siedem dni od premiery. Światowy hit do którego prawa natychmiast zakupiło studio produkcyjne Universal Pictures za niebagatelną  kwotę 5mln$. Ja się filmu już nie mogę doczekać. Ale żeby było jasne, nie polecam tej książki tylko ze względu na temat i ilość scen erotycznych. Język i to jak czytelnika wciąga bez reszty w świat Christiana Greya – mistrzostwo świata. Żadna, ale to żadna książka tak mnie nie zaintrygowała. Przyjemność z czytania ogromna, polecam (nie tylko kobietą! )

PS Przez przypadek rzuciła mi się w oczy recenzja empik.pl; W której Pani (chyba), próbuje przekonać, że istotą trylogii Greya nie są sceny erotyczne tylko problem psychologiczny głównego bohatera. Ogólnie z recenzji wynika, że trylogia to powieść psychologiczna a nie romans. Tu przewróciłam oczami tysiąc razy. Proszę Pani to by była powieść psychologiczna jeśli autorka poświęciłaby problemowi głównego bohatera tyle miejsca co sceną erotycznym, czyli sumując całą trylogie było by to 1873 strony. A sceną erotycznym tyle miejsca co demonom Greya czyli jakieś 50 stron. Wtedy można by śmiało twierdzić, że E L James napisała powieść psychologiczną z wątkiem romansu. A w obecnej sytuacji jest to ROMANS  z elementem wątku psychologicznego. Pokuszę się o stwierdzenie, że sedno sprawy o której Pani mówi jest przez autorkę w brutalny sposób zignorowane, bo informację jakie E L James podaje o biografii Greya to zaledwie namiastka „problemu”. Była by to świetna powieść jeśli narratorem byłby sam zainteresowany czyli Christian, a nie Anastasia która nie ma pojęcia „o co chodzi z Greyem”, no i jest w temacie zielona. Umiem czytać między wierszami i jest to romans z elementem psychologicznym zresztą bardzo ciekawym. Opinie Pani erni, że sceny są tu tylko dodatkiem, szanuje ale się zupełnie z nią nie zgadzam. Ale to tylko moje skromne zdanie. .Justyna.Ju

Moja ocena 10



    Ogromnie zawiodłam się  książką, ponieważ JU mówiła, że jest fantastyczna, a mnie po prostu nudziła. Gdy toczyła się jakaś akcja, to jeszcze dało się to czytać, bo czasem było zabawnie, ale gdy przychodziły te rozbudowane sceny seksu (w dodatku fatalnie napisane), to nie dawałam już rady. Dlaczego? Dlatego, ponieważ to wszystko było sztuczne, mało realistyczne, takie „plastikowo-amerykańskie” . Za każdym razem Ana miała orgazm, rozpadała się na milion kawałków(ciekawe jak się z tego zbierała),wystarczyło spojrzeć na Greya. Ciekawsze, choć krótkie były sceny seksu w Hipnotyzerze Keplera, bo były prawdziwe. A tu jest tylko sztuczność i wyolbrzymianie.
   Ktoś się odważył napisać książkę, która składa się z 90% nudnych scen erotycznych i cały świat oszalał. Żenada. Ja tu nie widzę żadnego ostrego seksu. Cały ten opis wyidealizowanego seksu może tylko zaszkodzić młodym dziewczynom, a jeszcze bardziej ich partnerom. Choć jakbym miała takiego humorzastego faceta, to chyba bym uciekła z Taylorem, którego polubiłam. Any i Greya nie da się polubić. Oboje są bardzo irytujący. W tej książce nie ma nic zaskakującego Na początku książka mi się podobała. Było nawet trochę humoru, ale z każdym następnym rozdziałem było coraz gorzej. I tu nie chodzi o gatunek literacki- romans, bo erotyk to  nie jest, wiele romansów kiedyś przeczytałam, ale to był inny poziom- dowcipnie i inteligentnie napisane. Tego w tym romansidle nie ma. O języku tej powieści napiszę przy drugim tomie.         Szkoda, że autorka nie schowała swojej przeróbki Zmierzchu do szuflady. Można by się skusić na napisanie parodii 50 twarzy Greya, nie, nie przecież to jest parodia sama w sobie.
   Moja ocena 3                         Maa  


UWAGA spoiler    
-Ana przygryza wargę .
-Grey „Proszę, nie przygryzaj wargi Anastazjo-szepcze.”
-Ana rumieniąc się przygryza wargę.
-Grey „Mówiłem ci żebyś nie przygryzała wargi-warczy”
Rzuca się na Anę.
-Grey „No  już mała-dyszy- Dojdź  do mnie”
-Ana  „Rozpadam się na milion kawałków, a on sekundę później podąża za mną”
-Grey „Ana. O kurwa –Ana”

I tak jest na okrągło, zmieniają się tylko miejsca i pozycje.        







           Autorka nie ma pojęcia o miłości, życiu a tym bardziej o BDSM. Ta historia mogłaby być ciekawa, gdyby napisał ja ktoś inny. Nadmienię, że widziałam film na podstawie tego "dzieła" i jest on zdecydowanie lepszy, niż powieść. Tam na szczęście nie musimy słuchać o "wewnętrznej bogini" i o innych kwiatkach typu "w mordę jeża", "o święty Barnabo". Kto w ogóle dał takie tłumaczenie? Pani Wiśniewska użyła groteskowych określeń. Sama E L James znajomością tematyki świata BDSM nie grzeszy,a raczej nie ma o nim zielonego pojęcia. Poza opisem pokoju Christiana dalej jest tylko gorzej. 
   Ana jest młodą i niedoświadczoną kobietą. Nic nie wie o seksie, a wprowadzenie w tematykę BDSM powinno nastąpić, gdy kobieta wie co lubi. Musi mieć jasno i zdecydowanie określone swoje potrzeby. Coś takiego nie mogło się udać. W trakcie powieści czytamy, że Ana jest coraz bardziej nieszczęśliwa, a scena z klapsami ją kompletnie rozbija i doprowadza do płaczu. W świecie BDSM, to jedna z lżejszych praktyk. Christian już na początku znajomości daje jej do podpisania umowę pana i uległej. Takie dokumenty z reguły się podsygnuje, gdy się komuś ufa i jest w dłuższych relacjach.
    Nie wiem, jakim cudem autorka mogła w ogóle brać pod uwagę dalsze brnięcie w takie praktyki. Ana się zakochała i to jedynie tłumaczy jej próby poznania świata Greya. Anę zaślepiało pożądanie i nowe doświadczenie erotyczne. Christian chciał układu  pan - uległa. Często takie relacje nie mają nic wspólnego z miłością, bo partnerzy po prostu oddają się samym praktykom BDSM bez seksu. Trudno by było młodej i rozpalonej kobiecie, która się zakochała zrezygnować z normalnej miłości.
- Trzy! - Niemile widziane łzy napływają mi do oczy. Jeezu - to jest boleśniejsze niż myślałam - o wiele boleśniejsze od klapsów. Nie oszczędza mnie.
- Cztery! - Wyję kiedy pasek uderza mnie po raz kolejny, a łzy spływają po mojej twarzy. Nie chcę płakać. Złości mnie, że płaczę. Wymierza kolejny cios.
- Pięć. - Mój głos jest teraz zdławionym, zduszonym łkaniem. W tej chwili myślę, że go nienawidzę. Jeszcze jeden, zniosę jeszcze jeden. Czuję jakby ktoś podpalił mój tyłek.
Ból jest tak wielki, że jego pełnia do mnie nie dociera. Czuję otępienie. [...] ale szczerze mówiąc, cieszę się, czując ból, gdyż on odwraca moją uwagę od tego, co dzieje się z moim biednym, złamanym sercem. 
Pomysł na taki układ i rozdarcie wewnętrzne bohaterki mógł być ciekawy. Sam Christian Grey też byłby ciekawą postacią, poza jednym wyjątkiem. Jest młody, a zarządza ogromną firmą. Nieco to nierealne. Prawdopodobieństwo, że zainteresowałby się kimś takim jak Ana jest znikome. Tu James podaje nam bajkę. Sama chyba ma jakieś niepoważne wyobrażenia o miłości i przesadnym bogactwie. Czy Grey musiał mieć grube miliony, aby być ciekawym "panem mrocznym"?  
   Styl literacki jest bardzo słaby. Trudno zrozumieć, że książka zdobyła aż taką popularność. Wciąga, ale czytając ją uśmiechamy się z zażenowaniem na braki w warsztacie pisarskim. Niestety polskie tłumaczenie jest też mizerne. Dodatkowym mankamentem są wielokrotne powtórzenia o rumienieniu się Any lub zagryzaniu wargi. Autorka ma bardzo słaby zasób słów. W filmie na szczęście z tego zrezygnowano.

Nim orientuję się, co się dzieje, biodrami przyciska mnie do ściany, obie moje dłonie trzymając w górze w żelaznym uścisku. O święty Barnabo.

  Fenomen tej książki byłby do przełknięcia, gdyby autorka zakończyła tę historię na pierwszej części. Taki obrót spraw byłby realny. Niestety pokusiła się o napisanie jeszcze gorszych części, gdzie Ana  ma rzekomo oduczyć Christiana praktyk BDSM. W tym wypadku wyszło, że autorka nie ma kompletnie pojęcia o psychice ludzkiej. Ktoś, kto ma skłonności do dominacji lub bycia uległym zawsze taki pozostanie. Nie da się tego "uzdrowić", ani miłością ani czymkolwiek.

   E L James należy do gatunku kobiet, które chcą uleczyć miłością złych i mrocznych. Nie od dzisiaj znane są liczne przypadki, że kobiety piszą listy miłosne do seryjnych morderców, czy innych przestępców. Chcą wierzyć, że ich miłość jest w stanie zmienić kogoś takiego. Takie scenariusze się nie sprawdzają w prawdziwym życiu, a jedynie zachęcają do naśladownictwa. Niestety w niektórych wypadkach może się to skończyć tragicznie. Takie książki wmawiają kobietom, że mają czekać na coś czego nie ma. Na kogoś idealnego fizycznie, bogatego i z mroczną tajemnicą. Życzę powodzenia ;-)   

Bastet. Ocena 3