sobota, 11 października 2014

"Boża ladacznica" Carla van Raay

AUTOR: Carla van Raay
TYTUŁ: Boża ladacznica
TŁUMACZENIE: z angielskiego Anna Wotaszczyk
WYDAWNICTWO: Buchmann Sp. z o.o.
OKŁADKA: miękka , 572 stron
Z okładki
Boża ladacznica to spisana z absolutną uczciwością autobiograficzna relacja kobiety, która najpierw była zakonnicą, a potem została prostytutką. Carla dorastała na katolickim południu Holandii. Po traumatycznych doświadczeniach przemocy seksualnej w domu rodzinnym zdecydowała się szukać schronienia w klasztorze. Zamiast spodziewanego wyciszenia i miłości została uwikłana w sieć bezdusznych zasad. Po kilkunastu latach zrzuca habit i oddaje się „powołaniu”, które odnajduje w najstarszej profesji świata. „Tych wyborów uniknąć nie mogłam, musiałam zostać zakonnicą, a potem prostytutką. Były to role, które odgrywałam, a w których wyrażała się bardziej moja nerwica niż moje prawdziwe własne „ja”. Musiałam doświadczyć tego kim nie jestem, żebym mogła odkryć, kim jestem. Może tak właśnie działa życie; w moim przypadku tak właśnie zadziałało”.

Przyznam się bez bicia, że tę książkę kupiłam tylko i wyłącznie dzięki wymownemu tytułowi i opisem na okładce głoszącym „zakonnica która została prostytutką” Czy żałuje zakupu? Nie do końca, chociaż książka mi się nie podobała. Ale pewnie dlatego, że nie lubię biografii. Powieść jest nudna i często czytając „wyłączałam się”. Może powiem o czym tak naprawdę jest Boża ladacznica. A jest historią kobiety którą życie od samego początku mocno doświadczało. Jest o molestowanym dziecku, o naiwnej i głupiutkiej nastolatce, o jeszcze bardziej naiwnej i głupiutkiej zakonnicy. Jest o żonie ( moim zdaniem złej żonie), o matce ( jeszcze gorszej niż żonie, gdzie jej dziecko wybrało ojca a jej to było na rękę, bo mogła bez przeszkód spotykać się z klientami). No i o prostytutce i tu was zaskoczę, bo prostytutką była najlepszą (chyba w całej Australii). W każdym bądź razie jak sama opisuje, gdziekolwiek nie wyjechała tam zawsze spotkała choćby jednego  swojego klienta. Po przeczytaniu Bożej ladacznicy, a nawet już w jej trakcie mogłam śmiało powiedzieć, że o głupszej babie nie słyszałam i nie czytałam. Pani Carlo jest pani pierwszą- moim zdaniem tak pustą osóbką. Z całym szacunkiem do pani dzieciństwa. Bo dobrze pani wie, że to kim została jest pani i tylko pani dobrowolną decyzją i przeszłość tu nie miała większego znaczenia. Carla van Raay jest ninfomanką i wpadła na rewelacyjny (jej zdaniem) pomysł, że na swojej pasji (sama to tak nazywa) mogła dodatkowo zarobić. A potem to opisać ( taki życiorys na pewno będzie się sprzedawał jak świeże bułeczki) i zarobić jeszcze raz. Z książki dowiedziałam się, a raczej otrzymałam potwierdzenie z pierwszej ręki czyli od byłej zakonnicy, że klasztory nie mają nic wspólnego z religią, a już najmniej z Bogiem. Zakonnice zostały przedstawione (i myślę, że tak jest naprawdę) na „psychiczne dziwadła” o jeszcze bardziej dziwacznych regułach życia… Bo co ma wspólnego spanie na betonie z wiarą w Boga? Podsumowując książka nie w moim stylu, kto liczy na pikantne sceny z okresu prostytucji, to się mocno przeliczy – podawane są tylko suche fakty. No nie powiem bo życie pani Carla jakby na to nie patrząc miała ciekawe. Ma co opowiadać wnukom. Tylko czy my byśmy chcieli takie życie opowiadać…wnukom?? Z ciekawości można przeczytać. Ja swoją zaspokoiłam i dziękuje więcej nie chcę. Justyna.Ju

Moja ocena 3