wtorek, 12 lipca 2016

"Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" - Tony Kososki

AUTOR: Tony Kososki
TYTUŁ: Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę
WYDAWNICTWO: Warszawskie Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2016
OKŁADKA: miękka, stron 416

Z okładki:

Brazylia była marzeniem, reszta wyszła przypadkiem – tak zwykł mówić o swojej niebywałej podróży 23-letni Przemek Śleziak, szerszemu gronu znany jako Tony Kososki, którego barwna opowieść o Ameryce Południowej, obfitująca w niecodzienne spotkania i odkrycia, mogłaby posłużyć za kanwę nie jednej a kilku powieści przygodowych.

Wszystko zaczęło się nietypowo, bo kto zaczyna swoją wymarzoną podróż przez obce kultury od Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej? Tony lubi zaskakiwać i łamać stereotypy. Tym razem pomogła FIFA, która w 2014 roku spośród kilkuset tysięcy kandydatów wybrała Kososkiego na wolontariusza odbywającego się w Rio de Janeiro Mundialu (później przez tę samą organizację został wyróżniony nagrodą Fair Play).

Fascynacja Brazylią i przede wszystkim wspomnianym Miastem Boga, które odkrywał w zupełnie niestandardowy sposób, klucząc w labiryntach tamtejszych faveli i starając się zrozumieć rozwarstwienie społeczne tego kraju, zmotywowały go do poznawania kolejnych miejsc na mapie Ameryki Południowej. Odwiedza m.in. Santa Cruz - największe boliwijskie miasto, poznaje realia życia górników w kopalni srebra w Potosi, jako przewodnik dociera na największą pustynię świata – Uyuni. Udaje się też do La Paz, z którego wyrusza w kierunku amazońskiej dżungli, gdzie spotyka się z szamanem i eksperymentuje z ayahuasca.

Kolejny cel to wyspy na jeziorze Titicaca - Wyspa Słońca w Boliwii i unikatowe pływające Wyspy Uros w Peru. Dalej droga prowadzi do Limy, Machu Picchu i Świętej Doliny Inków w Andach. Ostatni przystanek to położone w dżungli Iquitos, do którego dociera łodzią jako członek załogi. Oczywiście założeniem podróży było ograniczenie do minimum kosztów transportu i noclegu.

Książka staje się niezwykłą mozaiką, na którą składają się te wszystkie miejsca, fascynacje, spotkania, łamiące stereotypy i pokazujące inną Amerykę Południową. Tony Kososki planował spędzić w niej 2 miesiące, został 16. Poznajcie jego historię…




     Książka Toniego Kososkiego (właść. Przemek Śleziak)to moja pierwsza książka podróżnicza jaką do tej pory przeczytałam. I jestem miło zaskoczona,ponieważ podobała mi się tak,że żałowałam,że już się skończyła. Dzięki wydawnictwom, które przysyłają nam książki,rozwijam się, ponieważ sięgam po gatunki,na które nawet nie zwróciłabym uwagi, a tak muszę je przeczytać i poznaje coś wartościowego. Autor w fascynujący sposób opisuje miejsca i ludzi, których spotyka w swej podróży po Brazylii, Boliwii i Peru.Pokazuje jakich dobrych ludzi spotyka po drodze,którzy dzielą się posiłkiem czy miejscem do spania.Nie mając praktycznie pieniędzy potrafił przebyć tysiące kilometrów autostopem.To odwaga czy głupota? On sam wie najlepiej, zresztą często zadaje sobie to pytanie podczas podróży.Historie tak niesamowite,że aż nie do uwierzenia,a jednak prawdziwe.t
     Podróżnik używa pięknej polszczyzny. Cudownie by było,gdyby każdy Polak tak się wysławiał. Jest też dużo ciekawych zdjęć,niezbyt dobrej jakości,ale nie ma co narzekać. Autor nie miał zbyt dobrego sprzętu.
     Jestem zauroczona południowoamerykańskimi ludźmi, którzy pięknie się zachowali,pomagając Toniemu. Wątpię czy w Europie otrzymałby taką pomoc.Biedny biednemu zawsze pomoże. Czekam z niecierpliwością na kolejną pozycję tego autora Książkę dostałam z autografem Przemka i tym bardziej jest dla mnie drogocenna,dziękuję.Maa
Moja ocena 9

Dziękujemy wydawnictwu MUZA SA za możliwość przeczytania świetnej książki.